Polityk bez koncesji

myslpolska.info 4 days ago

„Jeden z naszych przyjaciół związany w czasach innych (…) z służbami specjalnymi odwiedził w którymś momencie biuro niedoszłej partii Zmiana i zadał mi pytanie: „czy masz koncesję?”

Mateusz Piskorski

„Ostatni więzień Rakowieckiej” to tytuł wywiadu rzeki jaki z Mateuszem Piskorskim przeprowadził Tomasz Jankowski. Jednak nie tylko słynne więzienie dla politycznych wrogów kolejnych jedynie słusznych ustrojów i „racji stanu” i nie tylko Polska są jego przedmiotem.

Osobne rozdziały zajmują sprawy międzynarodowe. Obecności w takiej ilości miejsc w czasie gdy miały w nich miejsce historyczne wydarzenia, poznania takiej liczby ich bohaterów w przeciągu ostatnich dekad mógłby Mateuszowi Piskorskiemu pozazdrościć niejeden starej daty dziennikarski wyga ze światowej agencji, w dodatku obdarzony intuicją, która pozwala dokonać wyboru tego co najważniejsze. Krym, Donbas, usłana trupami po świeżym gruzińskim ostrzale Osetia Południowa, Libia w czasie zachodnich bombardowań, Syria, podróże do Rosji i Chin, rozmowy z charyzmatycznymi liderami donbaskiej irredenty, z wpływowymi urzędnikami w administracji Władimira Putina czy z myślicielami formatu Aleksandra Dugina to mieszanka, której sam opis wystarczyłby na materiał dla kilku książek. A tu otrzymujemy za sprawą obu rozmówców dodatkowo duży ładunek refleksji, wniosków i ocen.

Całość zaczyna się jednak w klimacie bardzo osobistym, gdy poznajemy Mateusza jako chłopaka mocno wrośniętego w swoisty klimat Szczecina i polskich ziem odzyskanych, a także typową biografię rodziców poznających się przy okazji jednej z wielkich budów PRL, potem zatrudnionych na kontrakcie w Sudanie, gdzie ich syn uczęszczał do szkoły, poznał zróżnicowane kulturowo środowisko i w ekspresowym tempie uczył się angielskiego. Po powrocie do Polski towarzyszymy naszemu bohaterowi na etapie fascynacji radykalnymi w przekazie parareligijnymi i muzycznymi subkulturami. Dla kogoś jak ja wychowanego w zupełnie odmiennych klimatach, to interesujący i dostarczający sporo wiedzy opis innej strony czasów swego rodzaju antysystemowej burzy i naporu, jaka miała miejsce w historii Polski lat 1990. Niestety została stłumiona lub obumarła w stadium młodzieńczym.

Wtedy nasze drogi na moment się skrzyżowały. Potem w życiu M. Piskorskiego zaczyna się polityka przez coraz większe p. Najpierw są to zorientowane narodowo i tożsamościowo mniejsze formacje, by w końcu skoczyć na głębokie polityczne wody za sprawą Andrzeja Leppera i Samoobrony. W ostatniej fazie tego rozdziału Mateusz został posłem i jedną z bardziej znaczących postaci partii i ruchu. Po politycznej przegranej w 2007 r. przyszedł czas na doktorat i kilka lat pracy intelektualnej także w szerokim wymiarze międzynarodowym, (w przypisach pojawiają się tytuły ciekawych, a praktycznie nieznanych prac na temat gospodarki Białorusi i sytuacji państw arabskich) by w kilka lat po niewyjaśnionej śmierci A. Leppera kontynuować walkę o lepszą Polskę i wrócić do polityki, tym razem już na własny rachunek. Ta próba została brutalnie przerwana przez funkcjonariuszy policji politycznej, która pomimo „obalenia komunizmu” gwałtownie wróciła do dawnej roli.

Dla Mateusza Piskorskiego rozpoczął się okres przedłużanego w nieskończoność „tymczasowego” aresztu, a w polskich realiach de facto swego rodzaju wielopostaciowej tortury i trwającego do dzisiaj już blisko 10 lat procesu. Jego zadaniem jest wybić z polskich głów wszelką myśl i nadzieję na wyrwanie się z politycznego i intelektualnego zniewolenia poprzez jak w pewnym sensie trafnie to ujęła była członkini PZPR i hołubiona przez pisowskiego ministra prokurator Anna Karlińska „wpływanie na opinię publiczną”, który to zamiar w nowej demokratycznej rzeczywistości okazał się najcięższą zbrodnią stanu. Wreszcie okres ostatni, to najpierw powrót do pracy intelektualnej w ramach projektu Wbrew cenzurze i na łamach Myśli Polskiej, w której pracował po raz pierwszy ćwierć wieku wcześniej, ale również do działalności publicznej w szerokim froncie suwerenistyczno-reformatorskim. Tyle w największym skrócie biografii jaka została zamknięta na kilka ponad 200 stronach i której gęstość sprawia, iż czyta się ją także jak powieść przygodową, w dodatku świetnie zredagowaną i opatrzoną interesującymi przypisami.

Równie interesujące są jednak wnioski i oceny jakie wysuwają obaj rozmówcy. Na błędach i porażkach człowiek się uczy, a przynajmniej powinien, więc pytania o przyczyny porażki Samoobrony – największego jak dotąd projektu politycznego w jakim Piskorski brał udział i najbardziej głośnej próby przełamania rozpisanego na głosy postokrągłostołowego monopolu władzy zajmują w książce dużo miejsca. Na płaszczyźnie politycznej obaj zgadzają się, iż błędem było wejście Samoobrony do wspólnego rządu z PiS. Samoobrona straciła przez to swój antysystemowy image i poległa w kolejnych wyborach. Dla J. Kaczyńskiego wyeliminowanie antysystemowego elementu ze struktury władzy okazało się ważniejsze niż zamiana ról w politycznym teatrze i przejście do jego opozycyjnego segmentu. Metody jakie w tym celu zastosowano to przykład bandytyzmu nie tylko politycznego. Jednak pojawiło się oczywiście kolejne pytanie o przyczyny popełnienia takiego błędu.

Nie będę zdradzał jakie instytucje naciskały na Samoobronę i jakich używały argumentów, ale jedna przyczyna warta jest ujawnienia, bo ma charakter o wiele głębszy, bardziej powszechny i jest przez cały czas aktualna. To coś co można by nazwać stanem kadr, a idąc o krok dalej kondycją moralno – intelektualną polskiego społeczeństwa z którego te kadry się wywodziły. Kiedy jako sympatyk obserwowałem kandydatów Samoobrony w 2005 r. sam często zadawałem sobie pytania: Boże co to za ludzie? Skąd Przewodniczący, którego wcześniej poznałem ich wytrzasnął? Dlaczego inteligentny patriota dopuszcza by na listach wyborczych pojawiali się osobnicy absolutnie na to niezasługujący? M. Piskorski udziela na to pytanie smutnych odpowiedzi: handlowano miejscami na listach, a góra nie umiała nad tym zapanować, w rezultacie wśród tak wybranych posłów przeważał odpowiednik AWS-owskiego TKM z 1997 r.: „to se, k…. porządzimy”. W czasie lektury przypomniał mi się fakt rozmowy, w której w czasie wizyty w Sejmie zasygnalizowałem takie wrażenia Przewodniczącemu, na to A. Lepper zapytał mnie: dlaczego sam nie startowałem; to nie była zła ironia, tylko żal i gorycz.

Odpowiedź na to pytanie, to temat na osobne rozważania. Być może lepsza jakość sejmowej reprezentacji pozwoliła by oprzeć się pokusom albo nie pozwolić się zdominować silniejszemu koalicjantowi, który kontrolował bezpiekę i co znamienne trzymał koalicjantów w absolutnej separacji od spraw zagranicznych, torpedując każdą próbę normalizacji relacji z Rosją i Białorusią, także kosztem polskich rolników i reszty gospodarki. Niech lekcja o której pisze M. Piskorski będzie okazją do wyciągnięcia wniosków, do drobiazgowego wywiadu, surowej selekcji i działań formacyjnych. Ale dotyczy to także pracy nad umysłami i morale ogółu polskiego społeczeństwa, które dokonuje takich a nie innych wyborów swoich reprezentantów i być może dlatego wiele wartościowych osób nie chce uczestniczyć w wyborczym rytuale.

Podobne wrażenia co do stanu polskiego społeczeństwa można odnieść czytając opis kolejnych decyzji polskich sędzin i prokuratorek, które wbrew prawu i sprawiedliwości skazywały Mateusza na kolejne 3 miesiące odsiadki, w sumie 12 razy. Trudno się zgodzić z M. Piskorskim, który tłumaczy je koniecznością spłaty kredytów i obawą przed przeniesieniem w odległe miejsce. T. Jankowski słusznie kwestionuje takie usprawiedliwienia. Sędziowie, a przede wszystkim sędziny – bo w Polsce jest to zawód o rzadkim na świecie stopniu feminizacji, to przykład ogólnego upadku etosów zawodowych zarówno pod względem moralnym jak i profesjonalnym. Zmowa milczenia, brak odwagi cywilnej, lekceważenie obowiązków i ucieczka od odpowiedzialności to choroby, które gnębią nas od wieków.

Fragment książki, który wybrałem za motto pokazuje już bardziej polityczny i ogarniający cały Zachód powód naszego zniewolenia. Żyjemy w systemie w którym demokratyczna gra jest dozwolona tylko w ramach zakreślonych przez ośrodki władzy, których nikt nie wybiera. Przypadek M. Piskorskiego jest wyjątkowo drastyczny, ma wymiar ogólnopolski, a w pewnym sensie międzynarodowy, jednak polityczny gangsteryzm jest dzisiaj w Polsce zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. W niedawnych wyborach Prezydenta Krakowa „nieznani sprawcy” dokonali włamania do domu ojca głównego kontrkandydata rządzącego układu, a znani deweloperzy oblepili miasto oszczerczymi plakatami poza wszelkimi regułami kampanii wyborczej, w rzeczywistości gdzie PKW potrafi odebrać milionowe dotacje za jeden źle udokumentowany baner.

Policja i prokuratura wykazywały się absolutną biernością i wybory wygrał ten co miał je wygrać. Jak piszą Andrzej Gajcy i Wojciech Mucha – autorzy poświęconej krakowskim wyborom książki pod tytułem „Kampania. Jak wygrać wybory i nie dać się złapać.” wszystko to przypomina sytuację jaką opisała im grupa uzbrojonych osobników w czasie wizyty na Sycylii. „”dżentelmen„ w kilka minut wytłumaczył dość zwięźle, iż prawdziwa władza nie znajduje się ani w miejskich ratuszach, ani w parlamentach. Nie mają jej politycy, ale ludzie, którzy pozwalają tym politykom się nimi stać i wygrywać kolejne wybory/…/ Na pytanie czy tak bywało również w Polsce uśmiechnął się pod nosem i stwierdził, iż nie tylko tak bywało, ale dzieje się nieustannie. Zmieniają się jedynie formy i metody wspierania tych czy innych polityków, ale zasada niezależnie czy dotyczy to wyborów w małym miasteczku, w dużym mieście, czy na szczeblu krajowym, pozostaje wciąż niezmienna: „układ” musi przetrwać.” Nie wiem czy książka którą omawiam dokona zmiany układu, ale na pewno powinna stać się wydarzeniem medialnym, a choćby zaczynem ogólnonarodowej debaty i przedmiotem zainteresowania wszystkich, którzy chcą zrozumieć jak działa system w III RP.

Olaf Swolkień

Ostatni więzień Rakowickiej – z Mateuszem Piskorskim rozmawia Tomasz Jankowski, Dom Wydawniczy Myśl Polska, Warszawa 2025.

Myśl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2026)

Read Entire Article