Podatki Tuska: ulga dla części klasy średniej, rachunek dla firm

dzienniknarodowy.pl 4 hours ago
Zdjęcie: Podatki Tuska: ulga dla części klasy średniej, rachunek dla firm


Donald Tusk zapowiedział 19 sierpnia podniesienie progu PIT z 120 do 130 tys. zł, nową stawkę 24 proc. między 130 a 150 tys. zł oraz wyższy CIT dla firm z przychodami powyżej 200 mln zł. Rząd mówi o 3,5 mln beneficjentów. Rachunek ma trafić do przedsiębiorstw.

Rząd daje ulgę, ale nie za swoje pieniądze

Donald Tusk przedstawił podatkowy pakiet dla części klasy średniej. Według relacji Business Insider Polska premier zapowiedział podniesienie progu podatkowego z 120 tys. zł do 130 tys. zł. Między 130 a 150 tys. zł dochodu ma pojawić się stawka 24 proc., a dopiero powyżej 150 tys. zł obowiązywałaby najwyższa stawka PIT. Rząd deklaruje, iż w przyszłym roku nowe rozwiązania obejmą około 3,5 mln podatników.

Brzmi jak ulga. Trzeba jednak patrzeć na cały rachunek, a nie na nagłówek konferencji. Władza nie znalazła pieniędzy w kieszeni państwa po ograniczeniu wydatków, tylko wskazała nowe źródła obciążeń. Wyższy CIT dla firm o przychodach powyżej 200 mln zł oraz wyższa danina solidarnościowa mają sfinansować część politycznej obietnicy.

Podatki Tuska bez kwoty wolnej 60 tys. zł

Najbardziej rzuca się w oczy to, czego w zapowiedzi nie ma. Nie ma podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł, czyli jednej z najbardziej nośnych obietnic Platformy Obywatelskiej z kampanii 2023 r. Zamiast prostego odciążenia szerokiej grupy pracujących Polaków rząd proponuje przesunięcie progu o 10 tys. zł i dołożenie pośredniej stawki.

Jak podaje Onet w omówieniu zapowiedzi podatkowych, CIT dla dużych podmiotów miałby wzrosnąć z 19 do 22 proc., a danina solidarnościowa dla dochodów powyżej 1 mln zł z 4 do 5 proc. Rząd sprzedaje to jako sprawiedliwość. Problem w tym, iż podatek nałożony na firmę rzadko kończy się na firmie. Przechodzi w ceny, inwestycje, pensje i mniejszą skłonność do ryzyka.

To uderza w gospodarkę narodową bardziej, niż lubią przyznawać politycy zakochani w redystrybucji. Polska potrzebuje kapitału, inwestycji i stabilnych reguł, a nie kolejnego dowodu, iż każdą ulgę dla jednych można przykryć nową daniną dla drugich. W gospodarce nie ma magicznej szuflady z pieniędzmi.

Firmy pod presją, państwo bez oszczędności

Rząd przekonuje, iż ciężar zmian spadnie na największe korporacje. Opozycja odpowiada, iż w praktyce część kosztów może ponieść szerszy biznes. To spór zasadniczy. o ile państwo podwyższa opodatkowanie kapitału, wysyła sygnał, iż sukces gospodarczy będzie karany szybciej niż biurokracja zmuszana do oszczędności.

W DN pisaliśmy już, iż podatkowe pomysły rządu budzą opór po prawej stronie, zwłaszcza wśród środowisk wolnościowych. Sławomir Mentzen punktował projekt jako rozwiązanie, w którym małe firmy mogą zapłacić za ulgę w PIT. To nie jest marginalna uwaga. Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa od lat pracują w warunkach wysokich kosztów pracy, skomplikowanych przepisów i niepewności regulacyjnej.

Kolejny tekst DN opisywał także problem ryczałtu i obaw przedsiębiorców, iż podatki Tuska postawią część samozatrudnionych pod ścianą. choćby jeżeli rządowy komunikat koncentruje się na dużych firmach, polityczne doświadczenie uczy ostrożności. Nowe obciążenia mają tendencję do rozlewania się po gospodarce.

Interes narodowy wymaga prostoty

Polski system podatkowy od dawna jest labiryntem. Każdy kolejny próg, wyjątek i danina pogłębia problem. Państwo narodowe powinno tworzyć ramy, w których praca, oszczędzanie i inwestowanie są nagradzane. Tymczasem logika tej reformy jest inna: rząd chce pokazać ulgę wybranej grupie, a koszt przerzuca na podmioty, które najłatwiej politycznie wskazać palcem.

Według Euronews zmiany miałyby objąć około 3,5 mln podatników w 2027 r. To ważna liczba, ale nie zamyka dyskusji. Prawdziwe pytanie brzmi: czy Polska chce budować zamożność przez niższe i prostsze podatki, czy przez coraz bardziej skomplikowane przesuwanie pieniędzy między grupami społecznymi.

Dla polskich rodzin liczy się kwota na koncie. Dla polskich firm liczy się przewidywalność. Dla państwa liczy się narodowy kapitał, który zostaje w kraju i tworzy miejsca pracy. Reforma Tuska daje rządowi wygodny przekaz na konferencję. Polsce potrzebna jest reforma, która ogranicza apetyt państwa, a nie tylko zmienia kieszeń, z której państwo zabiera pieniądze.

Źródło: Radio Maryja, Business Insider Polska, Onet, Euronews.

Źródło: Radio Maryja

Read Entire Article