PIT 24 procent. Tusk obiecuje ulgę i szykuje nowy rachunek

dzienniknarodowy.pl 3 hours ago
Zdjęcie: PIT 24 procent. Tusk obiecuje ulgę i szykuje nowy rachunek


Rząd Donalda Tuska proponuje podniesienie progu PIT ze 120 tys. do 130 tys. zł i nową 24-proc. stawkę dla dochodów od 130 do 150 tys. zł. Powyżej tej granicy zostałaby stawka 32 proc. Ulga dla części klasy średniej ma być opłacona wyższymi podatkami dla dużych firm.

Nowy próg, nowa stawka

Premier Donald Tusk zapowiedział zmianę skali PIT: pierwszy próg miałby wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł, a między 130 tys. a 150 tys. zł pojawiłaby się stawka 24 proc. Dopiero nadwyżka ponad 150 tys. zł wpadałaby w 32 proc. To politycznie wygodny komunikat, bo trafia do ludzi, którzy pracują, awansują i coraz częściej wpadają w drugi próg nie dlatego, iż są bogaczami, ale dlatego, iż inflacja i wzrost płac przesunęły ich nominalne dochody.

Na dziś oficjalna skala podatkowa przewiduje 12 proc. do 120 tys. zł i 32 proc. od nadwyżki ponad tę kwotę. Kwota zmniejszająca podatek wynosi 3600 zł. Zmiana progu do 130 tys. zł oznaczałaby, iż część dochodu, która dziś jest już objęta 32 proc., zostałaby opodatkowana stawką 12 proc. Nowy przedział 130-150 tys. zł łagodziłby wejście w najwyższy próg.

Przy prostym porównaniu stawek, przy założeniu braku innych zmian w kwocie zmniejszającej, podatnik z dochodem 130 tys. zł zapłaciłby o około 2000 zł mniej niż według obecnej skali. Przy dochodzie 150 tys. zł różnica mogłaby wynieść około 3600 zł. To są realne pieniądze. Dla rodziny spłacającej kredyt albo odkładającej na mieszkanie nie jest to ozdobnik w tabelce.

Ulga z dopisanym rachunkiem

Tusk nie przedstawił jednak tej propozycji jako czystego cięcia podatków. Według Money.pl premier zapowiedział też podwyżki podatków, które mają sfinansować nowe rozwiązania, w tym wyższy CIT dla największych firm. I tu kończy się łatwa część opowieści. Państwo może przesunąć obciążenia na wielkie podmioty, ale koszt często wraca w cenach, inwestycjach, pensjach i decyzjach o tym, gdzie lokować kapitał.

Dziennik Narodowy już wcześniej pisał, iż PIT 24 procent ma drugie dno. Rząd chce jednocześnie pokazać ulgę klasie średniej i utrzymać narrację o odpowiedzialności budżetowej. Problem w tym, iż gospodarka nie działa jak konferencja prasowa. Każdy nowy ciężar podatkowy ma adresata, choćby jeżeli polityk wskazuje go dopiero pośrednio.

Jeżeli wyższy CIT uderzy w największe firmy, rząd będzie mówił o sprawiedliwości. Brzmi dobrze. Ale Polska potrzebuje inwestycji, mocnych miejsc pracy i kapitału zostającego w kraju. o ile reforma stanie się tylko przesuwaniem pieniędzy między grupami podatników, bez odchudzenia wydatków państwa, będzie to kolejna odsłona tej samej choroby: władza obiecuje ulgę, a potem szuka kieszeni, z której ją sfinansuje.

Klasa średnia pod presją

Najbardziej uczciwie trzeba powiedzieć jedno: próg 120 tys. zł przestał oznaczać dochód ludzi naprawdę zamożnych. Coraz częściej dotyczy specjalistów, małych przedsiębiorców rozliczających się według skali, inżynierów, lekarzy, menedżerów średniego szczebla i pracowników dużych miast. To ludzie, którzy utrzymują własne rodziny, płacą wysokie składki, kupują mieszkania po zawyżonych cenach i finansują znaczną część państwa.

Dlatego sama korekta progu jest ruchem w dobrą stronę. Za późnym, ograniczonym, ale kierunkowo sensownym. Rządowa zapowiedź PIT 24 procent pokazuje jednak, iż władza przez cały czas boi się prostego rozwiązania: zostawić więcej pieniędzy tym, którzy je zarabiają, bez tworzenia kolejnego podatkowego labiryntu.

Nowa stawka 24 proc. może złagodzić skok z 12 na 32 proc., ale nie odpowiada na większe pytanie o filozofię państwa. Czy Polska ma premiować pracę, awans i przedsiębiorczość, czy karać je coraz bardziej skomplikowaną progresją? Narodowa gospodarka rośnie wtedy, gdy obywatel wie, iż dodatkowy wysiłek ma sens, a państwo nie traktuje jego sukcesu jak podejrzanego nadmiaru.

Wolność gospodarcza zamiast księgowego triku

Rząd będzie sprzedawał tę zmianę jako ulgę. Opozycja będzie liczyć, komu i ile zostanie w portfelu. To potrzebne, ale za mało. Prawdziwą miarą reformy podatkowej jest to, czy wzmacnia polską pracę, polskie firmy i stabilność budżetu, czy tylko poprawia polityczny bilans przed kolejnym starciem wyborczym.

Jeżeli projekt skończy się podniesieniem progu i nową stawką pośrednią, część podatników odetchnie. o ile równocześnie państwo dołoży nowe ciężary gospodarce, rachunek wróci okrężną drogą. Polska potrzebuje niższych i prostszych podatków, a nie kolejnej konstrukcji, w której obywatel ma cieszyć się ulgą, zanim zobaczy, kto za nią zapłacił.

Źródło: Money.pl, Fakt, Business Insider, podatki.gov.pl.

Źródło: Money.pl

Read Entire Article