Afryka bywa nazywana Czarnym Lądem. W Kościele katolickim może stać się Czarnym Katechonem – siłą, która skutecznie powstrzyma liberalną rewolucję w doktrynie i moralności.
Leon i Franciszek w Afryce
W dniach 13-23 kwietnia papież Leon XIV pielgrzymuje po krajach Afryki. Odwiedził Algierię, Kamerun, Angolę i Gwineę Równikową. To pierwsza podróż obecnego Ojca Świętego na ten kontynent. Jego poprzednik, Franciszek, był w Afryce pięciokrotnie. Ostatnią podróż odbył w 2023 roku do Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego. Jorge Mario Bergoglio nie miał jednak z Afrykanami prostych relacji. Z jednej strony wielu kardynałów i biskupów z państw Czarnego Lądu chętnie go cytowało, kiedy mówił o roli i wadze ubóstwa, solidaryzmie społecznym, głosie uciśnionych czy ochronie przyrody. Franciszek krytykował też fenomen, który określił mianem „kolonizacji kulturowej”. Bogate kraje liberalnego Zachodu wywierają presje na państwa afrykańskie, domagając się od nich koncesji w prawie na rzecz rewolucji, uzależniając od tego pomoc humanitarną czy inwestycje. Część afrykańskich rządów sprzeciwiała się temu, niekiedy kompensując sobie straty poprzez nawiązanie współpracy z Rosją albo Chinami. Inne państwa przyjmowały zachodnie oferty i postępowały na drodze liberalizacji własnych praw, co wiązało się z niszczeniem rdzennej tożsamości kulturowej – często znacznie bliższej prawu naturalnemu niż to, co oferował Zachód. Refleksja Jorge Mario Bergoglia była im w każdym razie bardzo bliska.
Z drugiej jednak strony Franciszek często współpracował z tymi samymi ośrodkami, które uważały Afrykę za przestrzeń kolonializmu kulturowego. Dotyczy to zwłaszcza tematyki homoseksualnej. Jorge Mario Bergoglio ostro potępiał prawa penalizujące aktywność homoseksualną. W niektórych krajach Afryki można za nią otrzymać karę więzienia czy chłosty. Papież podkreślał, iż choć taka aktywność pozostaje grzechem, to nie może być uważana za przestępstwo. W Afryce uznawano taką postawę za przykład właśnie kolonializmu kulturowego…
Problem homoseksualizmu
Szczególne napięcia pojawiły się po 18 grudnia 2023 roku. Wówczas Dykasteria Nauki Wiary pod wodzą kard. Victora Manuela Fernándeza opublikowała deklarację „Fiducia supplicans” o błogosławieniu par tej samej płci. Lwia część biskupów Afryki kategorycznie odrzuciła takie błogosławieństwa. Po odbyciu szeregu rozmów, Franciszek zgodził się, by Afrykanie szli w tej kwestii drogą odrębną. Jak twierdził, jest to związane właśnie z ich kulturą.
W kwestii homoseksualizmu sprawa jest już jednak zasadniczo zamknięta. Papież Franciszek postawił na decentralizację, a Kościół powszechny de facto zaakceptował to rozwiązanie. W Niemczech, Belgii, Austrii, Szwajcarii, Włoszech, USA czy choćby w Ameryce Południowej są diecezje, w których udziela się błogosławieństw parom LGBT. Stosunki intymne między osobami tej samej płci uznaje się za moralnie akceptowalne albo co najwyżej za grzech lekki, który tłumaczy się wrodzonym nieuporządkowaniem w sferze pociągu płciowego. W innych miejscach tego nie ma, na przykład w Afryce – i ten stan rzeczy prawdopodobnie jeszcze długo się nie zmieni.
Wprawdzie gdyby Afrykanie zostali zapytanie o swoją ocenę tej sprawy, prawdopodobnie argumentowaliby przeciwko wydaniu „Fiducia supplicans”. Nikt ich jednak o zdanie nie pytał. Jak ujawnił kardynał Fridolin Ambongo z Konga, choć podczas spotkań synodalnych w Rzymie temat homoseksualizmu się pojawiał, to uczestnicy tych spotkań myśleli, iż będą mieć jeszcze czas na dalsze dyskusje. Tymczasem papież razem z kardynałem Fernándezem podjęli własną decyzję, z nikim jej nie konsultując i wywołując zaskoczenie w całym Kościele powszechnym.
Spór o „Amoris laetitia”
Zupełnie inaczej może być w innej kluczowej sprawie, a mianowicie w obszarze duszpasterstwa małżeńskiego. Chodzi o adhortację „Amoris laetitia” papieża Franciszka, którą Leon XIV chce w najbliższym czasie gruntownie przedyskutować z biskupami z całego świata.
W latach 2013 – 2015 toczył się w Kościele proces synodalny dotyczący opracowania nowego podejścia duszpasterskiego do spraw rodzinnych. Ojcem intelektualnym całego procesu był niemiecki kardynał Walter Kasper, autor książki „Miłosierdzie”, w której proponował nowatorskie rozwiązania w kwestii dostępu do sakramentów dla osób po rozwodzie. Bardzo istotną rolę odegrał też kardynał Christoph Schönborn, wówczas arcybiskup Wiednia. Papież Franciszek prosił biskupów o żywą i szczerą dyskusję, ale spotkania synodalne przebiegały w bardzo specyficzny sposób: choć zgłaszano liczne zastrzeżenia, ostatecznie Ojciec Święty i tak przyjął to rozwiązanie, które od początku proponował kardynał Walter Kasper.
W „Amoris laetitia” przedstawiono możliwość dopuszczenia rozwodników do Komunii świętej choćby w sytuacji, w której żyją w powtórnym związku more uxorio, czyli jak mąż z żoną, prowadząc pożycie intymne.
Wielu Afrykanom nie podobało się to rozwiązanie. Uważali je za sprzeczne z Tradycją Kościoła, która uznaje aktywność płciową za przywilej małżeński, uznając aktywność tego rodzaju poza małżeństwem za grzeszną niezależnie od przypadku. Zdaniem biskupów z Afryki rozwiązania Kaspera i Schönborna mogłyby prowadzić do relatywizacji nierozerwalności małżeńskiej, stanowiąc zarazem element „kolonizacji kulturowej” Kościoła powszechnego przez liberalny Zachód – narzucania pomysłów, które wynikają wyłącznie ze specyficznej sytuacji duszpasterskiej szeregu państw ogarniętych przez Rewolucję.
Ląd „ciemny” teologicznie
Jest tajemnicą poliszynela, iż w Rzymie nie traktowano afrykańskiego sprzeciwu poważnie. Sam kardynał Walter Kasper został w 2014 roku nagrany podczas wygłaszania dość lekceważących komentarzy na temat poziomu teologicznego Afrykanów. Jak mówił, w krajach Afryki o niektórych sprawach – takich jak homoseksualizm – nie da się choćby rozmawiać, bo jest to temat „tabu”. Afrykanie nie powinni też „pouczać nas” – nas, czyli Europejczyków – na temat tego, jak prowadzić sprawy w Kościele. Komentarze Kaspera wywołały wówczas duże oburzenie, ale… odzwierciedlały opinio communis wiodących ośrodków w Rzymie papieża Franciszka. W kuluarach krąży anegdotyczna refleksja, którą miał opowiadać jeden z afrykańskich biskupów zaangażowanych w tamte synody. Siedząc na auli obrad chciał zaprotestować przeciwko temu, co mówili tacy ludzie jak Kasper, Schönborn czy inni europejscy teologowie. Kiedy jednak spojrzał na własną dłoń, pomyślał: jestem czarny, a oni są biali; to oni przyjeżdżali ewangelizować mój kraj, więc nie mogę ich pouczać…
Nie można dziwić się takiemu myśleniu – po żadnej ze stron. Ostatecznie jest faktem, iż tradycja teologiczna w Europie to dwa tysiące lat refleksji. Niemal wszystko, co istotne dla Kościoła, zrodziło się właśnie tutaj – chyba, żeby uznać św. Augustyna za Afrykanina. Jako mieszkaniec Afryki Północnej będącej częścią Imperium Romanum miał w istocie o wiele więcej wspólnego z Rzymianami, niż z Afrykanami sensu stricto. W krajach afrykańskich nie wypracowano jak dotąd żadnej solidnej szkoły teologicznej. Dojrzała kultura katolicka dopiero się tam kształtuje. To w zrozumiały sposób uzasadnia poczucie afrykańskiej kulturowej niższości w obszarze kościelnym.
Światło prawa naturalnego
Trzeba poczynić jednak najważniejsze zastrzeżenie. Kultura teologiczna państw Europy została z niezwykłą mocą uderzona przez antykatolicką Rewolucję. W Europie zrodziły się szaleńcze ideologie: egalitaryzmu i libertynizmu podczas rewolucji francuskiej, marksizmu, nazizmu, wreszcie relatywistycznego liberalizmu i pogardy dla życia ludzkiego… Dziś w Europie prawo naturalne jest powszechnie deptane. Ten fatalny stan rzeczy wpływa na koncepcje teologiczne: nie tylko poprzez konfrontację, wyostrzając argumenty ludzi Kościoła, ale również poprzez akomodację. Niektórzy teologowie, zamiast bronić Tradycji wobec Rewolucji, zaczynają myśleć w kategoriach rewolucyjnych – i z tej perspektywy oceniać Tradycję, by później chcieć ją przekształcać.
W Afryce ten problem nie występuje – a przynajmniej nie w tej skali. Sytuacja prawa naturalnego jest na Czarnym Lądzie nieporównywalnie lepsza, niż w Europie, Stanach Zjednoczonych czy Ameryce Południowej. Większość państw afrykańskich odrzuca nienaturalne relacje międzyludzkie, broni prawa do życia, uznaje istnienie Boga jako Stwórcy świata za oczywistość. To wspólne dziedzictwo Afrykanów, niezależnie od tego, czy wyznają wiarę w Jezusa Chrystusa, czy są muzułmanami. Afryka jest bliska prawu naturalnemu – i dzięki temu jest po prostu bliższa Panu Bogu. Co więcej, brak rozwiniętej refleksji teologicznej może być, paradoksalnie, zaletą. W sytuacji, w której współczesna teologia zeszła na manowce Rewolucji, jest po prostu lepiej trzymać się dawnych reguł teologicznych – choćby o ile są rozumiane w sposób prosty czy nieco uproszczony, stanowią przecież faktyczne światło na drodze chrześcijańskiego życia. Prosty afrykański katolik, którego prowadzi prosty afrykański biskup, może żyć w sposób „grubiański” pod względem kulturowym – ale zachowywać przykazania, które dał ludzkości Pan Bóg. Tymczasem „wyrafinowany” katolik z Belgii, Holandii czy Luksemburga będzie uzasadniać akty homoseksualne, rozwody albo eutanazję jakimiś rewolucyjnymi sofizmatami, które są kompletnie obce autentycznemu duchowi chrześcijaństwa.
Czarny Katechon?
W październiku 2026 roku papież Leon XIV zbierze w Rzymie przewodniczących Konferencji Episkopatów z całego świata. Chce przedyskutować z nimi adhortację „Amoris laetitia”, którą Franciszek ogłosił dziesięć lat wcześniej.
Leon dał niedwuznacznie do zrozumienia, iż pragnie zintensyfikować recepcję tego dokumentu, który uważa za dobry i potrzebny. o ile biskupi z Afryki będą milczeć i znowu zaakceptują rzekomą wyższość Europejczyków, nic się nie zmieni.
Jeżeli powiedzą jednak odważnie „non possumus”, nie bacząc na kolor swojej skóry i historię ewangelizacji, mogą obronić prawdę o nierozerwalności małżeństwa i adekwatne rozumienie duszpasterstwa rodzinnego.
Wówczas Czarny Ląd stanie się kościelnym Czarnym Katechonem.
Módlmy się do Ducha Świętego o mądrość, siłę i odwagę dla papieża, biskupów całego Kościoła – a szczególnie dla biskupów Afryki, którą odwiedza w tych dniach papież Leon XIV.
Paweł Chmielewski
