Venus i Serena Williams odpadły z US Open 5 września polskiego czasu, przegrywając z Hao-Ching Chan i Mayą Joint 3:6, 7:6(6), 6:7(7) po 3 godzinach i 2 minutach. Patrick McEnroe wskazał sedno problemu: rywalki oswoiły się z siłowym tenisem, który siostry same kiedyś wprowadziły na szczyt. Legenda przez cały czas przyciąga, ale przewaga zniknęła.
Powrót zakończony po trzech godzinach
Venus i Serena Williams wróciły razem na kort US Open po czterech latach przerwy. Na stadionie Arthura Ashe'a stworzyły z Hao-Ching Chan i Mayą Joint widowisko trwające 3 godziny i 2 minuty, ale po ostatniej piłce awans należał do rozstawionych z numerem 14 rywalek. Amerykanki przegrały 3:6, 7:6(6), 6:7(7), choć w decydującym tie-breaku prowadziły już 5:0.
To druga porażka sióstr w ich wspólnym powrocie. W sierpniu w Cincinnati uległy Marcie Kostiuk i Peyton Stearns 2:6, 6:1, 8:10. W obu spotkaniach potrafiły podnieść poziom po słabym początku, ale w najważniejszej chwili zabrakło im regularności. Sam wielki powrót nie daje punktów za dawny dorobek. Na korcie liczy się obecna dyspozycja.
Patrick McEnroe: tenis dogonił pionierki
Patrick McEnroe, były znakomity deblista i komentator ESPN, zwrócił uwagę na zmianę głębszą niż wiek zawodniczek. Jego zdaniem siostry nie mogą już opierać przewagi na samej sile serwisu i uderzeń. To one przed laty narzuciły kobiecemu tenisowi tempo oraz moc, z którymi większość rywalek nie umiała sobie poradzić. Dziś zawodniczki dorastają w takim stylu gry. Mocna piłka nie jest dla nich czymś nadzwyczajnym.
Chan i Joint wytrzymały napór. Miały chwile nerwowości, zwłaszcza gdy Williams odrabiały straty, ale nie dały się złamać. To ważne, bo nazwiska po drugiej stronie siatki i pełne trybuny mogły przygnieść mniej odporny duet. Rywalki zachowały spokój, wróciły z 0:5 w końcowym tie-breaku i wygrały mecz. Szacunek należy się zwyciężczyniom, a nie samej historii sióstr.
Wielki dorobek nie zatrzymał zmian
Według oficjalnego zestawienia WTA Venus i Serena zdobyły razem 14 tytułów wielkoszlemowych w deblu. Sześć razy triumfowały w Wimbledonie, po cztery razy w Australian Open oraz po dwa razy w Roland Garros i US Open. Do tego dołożyły trzy olimpijskie złote medale w grze podwójnej. Taki dorobek zapewnia im trwałe miejsce w historii sportu. Nie gwarantuje jednak przewagi nad młodszymi rywalkami w 2026 roku.
Serena wcześniej wystąpiła w Nowym Jorku u boku Carlosa Alcaraza. Ich głośny start w mikście zakończył się w ćwierćfinale. Tam również nazwiska przyciągały uwagę, ale wynik rozstrzygnęło lepsze rzemiosło przeciwników. Powtarza się ten sam motyw: publiczność chce zobaczyć legendę, a rywale chcą ją pokonać.
Na kortach US Open trwa zwykła sportowa selekcja. Występ Jeleny Ostapenko przypomina, jak gwałtownie zmienia się układ sił, choćby gdy w turnieju grają mistrzynie z wielkim dorobkiem. Uznanie dla przeszłości nie może odbierać należnego miejsca zawodniczkom, które wygrywają dziś.
Powrót ma sens, ale wymaga nowej broni
Porażka nie odbiera siostrom prawa do dalszej gry. Przeciwnie, trzygodzinny mecz dowiódł, iż wciąż potrafią rywalizować na wysokim poziomie. Pokazał jednak granicę nostalgii. jeżeli chcą wygrywać, potrzebują lepszej regularności serwisu, pewniejszych decyzji przy siatce i sposobu na rywalki, dla których mocne uderzenia są codziennością.
Dla polskich kibiców to dobra wiadomość o sporcie jako takim. Wielkie nazwisko otwiera drzwi i zapełnia trybuny, ale nie unieważnia wyniku. W uczciwej rywalizacji zasługi budują szacunek, a zwycięstwo przez cały czas trzeba zdobyć własną pracą.
Źródło: The Big Lead, WTA












