Po liście otwartym Viktora Orbána do Wołodymyra Zełenskiego nasuwa się jeden wniosek – węgierski premier chwyta się wszystkiego przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi i widmem utraty władzy. Jego czwartkowy wpis w mediach społecznościowych jest pełen zarzutów do Kijowa, Wołodymyra Zełenskiego i Ukraińców, którzy od czterech lat bronią się przed rosyjskim najeźdźcą. Po jego "liście" na Kremlu prawdopodobnie wystrzelą korki od szampanów.
Viktor Orbán napisał "list otwarty" do Wołodymyra Zełenskiego
"Panie prezydencie, przez cztery lata nie potrafiliście zaakceptować stanowiska suwerennego rządu węgierskiego i narodu węgierskiego wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej. Przez cztery lata zabiegał pan o to, by Węgry wdały się w wojnę między pańskim krajem a Rosją. W tym czasie uzyskał pan wsparcie Brukseli i zapewnił sobie poparcie węgierskiej opozycji" – takimi słowami już na wstępie zwrócił się Orbán do Zełenskiego.
Węgierski premier poszedł dalej, ponieważ zarzucił Kijowowi działania – przy wsparciu Unii Europejskiej i węgierskiego rządu – prowadzące do powstania na Węgrzech "proukraińskiego rządu". "Widzimy również, iż wy, Bruksela i węgierska opozycja koordynujecie działania, aby doprowadzić do powstania na Węgrzech rządu proukraińskiego" – czytamy.
Orbán skrytykował ponadto zamknięcie rurociągu naftowego Przyjaźń, nazywając to zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego i cen energii na Węgrzech. "Państwa działania są sprzeczne z interesami Węgier i zagrażają bezpieczeństwu i niedrogim dostawom energii dla węgierskich rodzin. Wzywam was zatem do zmiany antywęgierskiej polityki!" – napisał polityk.
Orbán boi się utraty władzy? Komentarz czeskiego europosła obnaża premiera Węgier
Orbán dodał, iż "naród węgierski nie jest odpowiedzialny za sytuację, w jakiej znajduje się Ukraina". Tu pojawiło się zdanie o "współczuciu", które jest jednak tylko przecinkiem. "Współczujemy narodowi ukraińskiemu, ale nie chcemy brać udziału w wojnie. Nie chcemy finansować wysiłku wojennego i nie chcemy płacić więcej za energię" – uważa lider Fideszu.
W ostatnim zdaniu Orbán wziął wzór z Donalda Trumpa i oznajmił, iż Ukraina nie szanuje Węgier. "Wzywam państwa do natychmiastowego ponownego otwarcia rurociągu naftowego Przyjaźń i powstrzymania się od dalszych ataków na bezpieczeństwo energetyczne Węgier. Więcej szacunku dla Węgier!" – podsumował.
Pod jego "listem otwartym" pojawiło się mnóstwo komentarzy. Do wpisu odniósł się m.in. Tomáš Zdechovský, czeski poseł do Parlamentu Europejskiego, który w kontrze napisał swój list otwarty do Orbána.
"Szanowny panie premierze, drogi Viktorze, mój były przyjacielu, rozumiem twój strach przed nadchodzącymi wyborami. Po szesnastu latach u władzy ty i twoja klika możecie w końcu zostać zmuszeni do odejścia. Rozumiem również twoją obawę, iż gdy to nastąpi, twoje podejrzane interesy mogą zostać poddane poważnemu śledztwu" – napisał czeski europoseł.
"Ale dlaczego zdecydowałeś się działać jako prorosyjska marionetka, zdradzając nie tylko Europę, ale przede wszystkim obywateli Węgier? Okazujcie więcej szacunku wolności i demokracji, a znacznie mniej szacunku rosyjskim agresorom" – podsumował.









