Węgierski parlament niedawno przyjął ustawę zakazującą organizacji Parady Równości oraz innych wydarzeń promujących prawa osób LGBTQ+. Ustawa ta, uzasadniana ochroną dzieci, zakazuje publicznych zgromadzeń, które mogą "promować lub przedstawiać" homoseksualizm osobom poniżej 18. roku życia.
Krytycy porównują tę ustawę do podobnych przepisów obowiązujących w Rosji, argumentując, iż stanowi ona kolejny krok w kierunku ograniczania praw osób LGBTQ+ na Węgrzech.
Protesty na Węgrzech przeciwko nowemu, "rosyjskiemu" prawu
Nowe przepisy pozwalają władzom nakładać grzywny na uczestników i organizatorów takich wydarzeń, a także wykorzystywać technologię rozpoznawania twarzy do identyfikowania potencjalnych sprawców naruszeń.
Tymczasem we wtorek w centrum Budapesztu zebrał się tłum, który machając węgierskimi i tęczowymi flagami, skandował hasła sprzeciwu. Na transparentach widniały napisy "Dość kłamstw" i "Precz z Orbánem! Chcemy demokracji".
– Bronimy wolności zgromadzeń – powiedziała 26-letnia psycholożka Emese, która w obawie o konsekwencje nie podała swojego nazwiska. Jej wypowiedź cytuje AFP.
Inna uczestniczka protestów, 60-letnia szefowa cukierni Agica Tothne, powiedziała agencji AFP, iż również zamierza przyłączyć się do nadchodzących demonstracji, ponieważ "ten skorumpowany system musi upaść, a ludzie zaczynają się budzić".
Dorottya Redai z organizacji LGBT_+ Labrisz zabrała głos na wtorkowym wiecu, mówiąc, iż projekt ustawy wykracza poza ograniczenie "podstawowego prawa do pokojowych zgromadzeń". Jest ona zdania, iż jego "celem jest wyraźne wymazanie osób LGBTQ z życia publicznego".
Orbán we wtorek został wywieziony z Budapesztu w kolumnie samochodów. Jego próba zdelegalizowania protestów została zatem całkowicie zignorowana.
Organizatorzy poinformowali także, iż planują zorganizować 30. edycję Budapest Pride 28 czerwca.