
Celem artykułu jest prześledzenie i porównanie poglądów Romana Dmowskiego i Jana Stachniuka na problem wad narodu polskiego – powodujących według nich niż cywilizacyjny – oraz pokazaniu tychże poglądów w świetle postaw religijnych obu myślicieli.
Zasadniczym jest tutaj spór nie tyle o naturę przywar narodowych -których katalog w obu przypadkach jest bardzo podobny – co ich źródło oraz zasięg społeczny. Mówiąc krótko, Dmowski uważał je za wykwit szlachetczyzny (spowodowanej systemem pańszczyźnianym), który z racji dominacji politycznej tego stanu stał się udziałem innych warstw. Stachniuk natomiast te same przywary uznawał za z gruntu ogólnonarodowe, a ich źródła upatrywał w „polskiej ideologii grupy”.
Paradoksalnie, poglądy Dmowskiego w tej materii stają się najbardziej czytelne po zapoznaniu się z pracami Stachniuka. Problem polega bowiem na tym, iż twórca endecji zagadnieniem wad narodowych szerzej i bezpośrednio zajmował się niemal wyłącznie we wczesnych swych pracach, z Myślami nowoczesnego Polaka na czele, gdzie indziej sprawę tę traktując wyrywkowo, marginalnie lub wręcz domyślnie. Jan Stachniuk wręcz odwrotnie, uczynił z tego podstawę swej myśli i temu zagadnieniu poświęcił niemal cały swój dorobek pisarski, a doszukując się przyczyn takiego stanu rzeczy, stworzył oryginalną historiozofię. To więc, co u Stachniuka zajmuje całe tomy i jest wyłuszczane w sposób systemowy, u Dmowskiego stanowi wyłącznie tło i często trzeba wyekstraktować jego opinie na ten temat z wywodów dotyczących spraw pozornie innych. Jest przy tym absolutnie jasne, iż to właśnie poglądy i pisma Dmowskiego pobudziły do myślenia i pisania młodszego o 41 lat Stachniuka, który kilkakrotnie zresztą w swoich tekstach przywoływał tego pierwszego. Należałoby więc postawić tezę, iż myśl twórcy Zadrugi wobec myśli Dmowskiego powstała według zasady indukcji, gdyż to, co napomknął twórca endecji w formie szczegółu – ten drugi rozwinął w system ogólny. Również biorąc pod uwagę same kolejne prace Stachniuka, należałoby stwierdzić, iż powstawały według tej samej zasady, bowiem wczesne prace oparte były na szczegółowych obserwacjach i spostrzeżeniach, by później stać się wykładami teorii ogólnych, wg klucza „od ekonomii do historiozofii i filozofii”. Tak więc w Heroicznej wspólnocie narodu opisuje się stan obecny cywilizacji polskiej pod kątem ekonomii i gospodarki, w Dziejach bez dziejów podaje się przyczyny, by w Micie słowiańskim podać postulowane gospodarcze i ustrojowe metody wyjścia z zapaści. Nas u Stachniuka interesować będzie szczególnie etap związany z pracami Dzieje bez dziejów i Chrześcijaństwo a ludzkość oraz wydawanym nieco wcześniej pismem „Zadruga”.
Jan Stachniuk szczególnie dużo miejsca poświęcił chrześcijaństwu i jego roli w kształtowaniu charakteru narodowego Polaków, co zresztą stało się jego znakiem rozpoznawczym, kompleksowe więc przedstawienie jego poglądu w tej materii wymaga osobnego wywodu obejmującego również dziedziny filozofii, psychologii społecznej, ekonomii, politologii, historii Polski i świata, a także historii religii.
Nas więc zajmie tutaj wyłącznie relacja cech narodowych z czynnikiem religijnym, głównie katolicyzmem.
Roman Dmowski natomiast tylko miejscami zawierał uwagi dotyczące religii i samego katolicyzmu, wyraźnie nie chcąc otwarcie wypowiedzieć się w tej kwestii. Wyjątkiem jest tu broszura Kościół, naród i państwo, która sama w sobie jest zresztą dość dwuznaczna i wokół której narosło wiele mitów i błędnych interpretacji. Dmowski więc dostrzegał i zastanawiał się nad upadkiem cywilizacyjnym Polski oraz wiązał go expresis verbis z postawami mentalnymi Polaków, wyliczając moralizm, estetyzm, fałszywy humanitaryzm, cierpiętnictwo. Z drugiej strony widział tzw. „wartości chrześcijańskie”, jednak nie posunął się do połączenia obu składni ków, a tak uczynił na tej podstawie Jan Stachniuk – co samo w sobie jest również poparciem wyżej sformułowanej tezy o indukcyjności jego prac względem prac Dmowskiego.
Jednym z powodów różnic pomiędzy oboma myślicielami są ich odmienne doświadczenia pokoleniowe, bowiem ideolog endecji tworzył w czasach, gdy nie rozstrzygnęła się jeszcze rola, którą nacjonaliści chcieliby przypisać Kościołowi. Pozostając w swej części indyferentni religijnie, stworzyli choćby koncepcje podwójnej etyki, tj. etyki narodowej i etyki chrześcijańskiej o rozdzielonych polach
zastosowania (1). Dopiero z czasem następowało stopniowe dopasowywanie idei nacjonalistycznej do wymagań stawianych przez światopogląd chrześcijański, by osiągnąć syntezę w postaci myśli „narodowo-katolickiej”. Stachniuk zaś działał w czasie, który przypadał już po wydaniu broszury Kościół…, kiedy mówi się o „nacjonalizmie chrześcijańskim” i tworzone były idee „nowego średniowiecza”. Miały one wyraz choćby w koncepcjach Adama Doboszyńskiego, odrzucających postęp przemysłowy, dla których punktem wyjścia była myśl chrześcijańska (2). W takim zaś klimacie Stachniuk kładący duży nacisk na rozwój cywilizacyjny Polski, uznający naród za absolut, uznawał współczesne mu emanacje ruchu narodowego za agenturę „watykańskiej międzynarodówki”. Samo zaś uznanie narodu za podmiot, przedmiot i cel absolutny było uznawane przez myśl chrześcijańską za z gruntu pogańskie (3).
Kolejnym źródłem odmiennie postawionych akcentów jest inny charakter działalności.
Ostrzejsze oblicze krytyki Stachniuka wynika z faktu, iż ten, w przeciwieństwie do Dmowskiego, nie był czynnym politykiem. Dmowski zaś musiał liczyć się z sytuacją bieżącą i być może tonować własne wypowiedzi, unikając ostatecznych wniosków. Stachniuk był w zasadzie ideologiem i teoretykiem, a jego prace w swej sekwencji układają się w system myślowy zmierzający nie tyle do korekty, co do całkowitej przebudowy postaw społecznych, a przez to do zupełnej przebudowy państwa polskiego. Nie może dziwić, iż krytyka warunków zastanych podjęta przez Stachniuka obróciła się przeciwko chrześcijaństwu w sposób dalece bardziej czytelny niż pozostawione domysłom czytelnika pewne uwagi poczynione przez Dmowskiego, skoro – jak zauważył Jan Skoczyński – mimo iż chrześcijaństwo było wcześniej krytykowane przez poetów, filozofów, pisarzy i działaczy gospodarczych, to nikt przed Stoigniewem (4) nie podjął tak zdecydowanej i frontalnej krytyki (5).
Nacjonaliści przełomu XIX i XX wieku a Kościół
Aby zrozumieć poglądy Dmowskiego i Stachniuka na kwestię wad narodowych, ich pochodzenia, zasięgu i skutków, należy uznać, iż wyjściowym problemem będzie tutaj ustalenie przekonań obu autorów dotyczących wzajemnego stosunku religii do narodu i charakteru jednostki.
Powiedzieliśmy więc, iż to m.in. doświadczenie pokoleniowe ukształtowało poglądy Romana Dmowskiego i to w czasach, gdy ruch narodowy nie wypracował jeszcze jednolitej polityki wobec Kościoła i samego katolicyzmu. Potwierdzają to ówczesne publikacje obozu określającego samego siebie jako „demokratyczno-narodowy”, podnoszące trudności w określeniu adekwatnego stanowiska w
sprawach religijnych i kościelnych, tem bardziej, iż w dzisiejszem położeniu stronnictwo nasze, zmierzając do objęcia programem swoim całości interesów narodowych, musi z jednej strony dążyć do ochrony tak potężnej podstawy bytu społeczno-narodowego, jaką jest religia i Kościół narodowy, z drugiej zaś strony czuwać nad tem, ażeby uznanie religii i jej ochrona nie zmieniły się w niewolę duchową,
tamującą postęp umysłowy społeczeństwa. W uznaniu tej trudności kierunek nasz unikał dotychczas świadomie ściślejszego określania swego stanowiska w sprawach religijnych i kościelnych, ograniczając się jedynie do wyraźnego zaznaczenia, iż stoi na gruncie obrony interesów Kościoła katolickiego w Polsce przed zamachami obcych rządów(6).
Tekst ten pochodzi z 1903 r., wcześniej natomiast nacjonaliści wielokrotnie wypowiadali się w tej kwestii. Czynił to także Jan Ludwik Popławski, którego Dmowski uznawał za pierwszego spośród „twórców nowego ruchu narodowego”(7).Ów pionier traktował katolicyzm w kategoriach czysto utylitarnych, by nie powiedzieć: instrumentalnie, kiedy pisał, iż Rzym jest dla Polaków instancją wyższą, niezależną od rządów zaborczych, dzięki której sprawa polska utrzymuje charakter międzynarodowy i dlatego właśnie „nas Polaków z katolicyzmem, i to koniecznie z katolicyzmem rzymskim, z Rzymem papieskim łączy nie tylko interes religijny, ale przede wszystkiem interes polityczny”(8). Gdyby to niedostatecznie przekonywało o charakterze polityki Popławskiego wobec Kościoła, przytoczmy dalej za tym autorem:
możemy i mamy nieraz słuszne powody być niezadowolonymi z jego polityki, powinniśmy jej śmiało i stanowczo przeciwdziałać, o ile szkodzi naszym interesom narodowym, o ile je poświęca dla interesów katolicyzmu, błędnie lub chociażby choćby trafnie pojmowanych. Ale zerwanie z katolicyzmem, zerwanie z Rzymem równałoby się w warunkach dzisiejszych samobójstwu narodowemu(9).
Nawet to ostatnie zdanie bowiem, mimo pozornie wyrażonej lojalności wobec Kościoła, jest w rzeczywistości tylko potwierdzeniem hierarchii wartości autora tych słów, w której na szczycie znajduje się polityka narodowa, a to jej w konkretnych warunkach służyć ma związek z katolicyzmem. Co więcej, deklaracje takie, zmierzające ku związaniu polskich interesów narodowych z polityką Kościoła, wydają
się efektem nieco wcześniejszych obserwacji i wyciąganych na ich podstawie opinii i obaw o przyszły kierunek tej polityki. Pisał bowiem Popławski, iż prowadzona w zasadzie we wszystkich zaborach polityka duchowieństwa katolickiego wobec polskich dążeń narodowych przybiera niepożądany kształt. Źródłem tego ma być prowadzenie przez wyższą hierarchię „polityki własnej, samodzielnej, którą nazywamy rozmaicie klerykalną, katolicką, ultramontańską, kościelną, ale która w istocie swej jest jednakową we wszystkich krajach…”(10). Polityka ta natomiast miała wówczas zmierzać do całkowitego podporządkowania wszelkich interesów politycznych – i to we wszystkich krajach – własnym interesom Kościoła. Miała wręcz zdaniem Popławskiego prowadzić do objęcia przez Kościół steru polityki w każdym kraju „i przystosować z natury sprzeczne i rozbieżne dążenia narodowe i społeczne do swoich celów wyłącznych”(11). Twórca polskiego nacjonalizmu prognozował więc, iż „ musi to z konieczności wywoływać starcia i protesty i prowadzić do walki z Kościołem już nie rządów, ale narodów lub oddzielnych warstw społecznych”(12). Zastrzegając, iż w warunkach polskich, zwłaszcza w zaborach rosyjskim i pruskim walka taka byłaby niebezpieczna, nawołuje, iż „należy dołożyć wszelkich starań, żeby jej zapobiec, należy spokojnie i bezstronnie ocenić stosunek wzajemny duchowieństwa i ludu i wykazać prawdopodobne następstwa dla stron obu zerwania łączności dotychczasowej”(13). Nieco dalej, żeby pozbawić wszelkich złudzeń, wyjaśnia, na jakich podstawach wykwitła owa łączność:
stanowisko niezmiernie wpływowe w społeczeństwie naszem zdobył kościół nieugiętością zasad i postępowania, swojem kategorycznem „non possumus”. Błędnem z gruntu jest dosyć powszechne mniemanie, iż zawdzięcza je pobożności ogółu. Wskutek adekwatności polskiego temperamentu narodowego pobożność nie może być u nas bardzo żarliwą i głęboką, a podniesienie nastroju gorliwości katolickiej przypisać należy w znacznej mierze wpływom politycznym, a mianowicie roli kościoła i
duchowieństwa w walce narodowej z rządami zaborczymi(14).
Czasami jednak sprzeciw wobec polityki kościelnej wyrażany był bardzo dobitnie:
dziś jednak, kiedy polityka Kuryi stała się nad miarę dyplomatyczną i pojednawczą, kiedy w zaborze pruskim widzimy już fatalne dla narodowości naszej jej skutki, naiwna wiara, iż Rzym nigdy i niczem nie zawiedzie oczekiwań naszych i nadziei – byłaby grzechem wobec narodu(15) [albo wręcz, jak przywoływał Popławski:] dosyć mamy tej obłudy nikczemnej, tych wybiegów rzymskich i wykrętów jezuickich, tej dyplomacyi, paktującej w sprawach wiary i sumienia, tego kosmopolityzmu klerykalnego(16).
Jednak ton ulegał łagodnieniu, a nacjonaliści wypracowywali politykę wobec Kościoła, by wreszcie w 1903 r. – tym samym, od którego zaczynaliśmy artykuł -ogłosić w programie politycznym, że:
uważając Kościół […] za instytucję narodową […] stawia sobie w stosunku do niego następujące zadania: a) zapewnić mu ze strony społeczeństwa energiczną obronę przed zamachami wrogów zewnętrznych, oraz przed napaściami żywiołów przeciwnarodowych w kraju; b) ustalić zasadę kontroli opinii publicznej nad polityką władz kościelnych i zachowaniem się obywatelskim duchowieństwa, której to kontroli ze strony ogółu podlegać muszą wszystkie instytucje narodowe; c) uznając zgodność naszej polityki narodowej z polityką Kościoła, o ile ta ma na celu jedynie obronę i szerzenie katolicyzmu, przeciw
działać uzależnianiu naszych spraw narodowych od widoków polityki kościelnej, które związku
bezpośredniego z powyższym celem nie mają; d) powołać duchowieństwo do jak najszerszej pracy narodowej w szeregach obywatelskich wespół z innymi członkami społeczeństwa, pozostawiając Kościołowi rolę odrębnego czynnika politycznego tylko w sferze spraw religijnych i kościelnych(17).
Poglądy Romana Dmowskiego i Jana Stachniuka na rolę katolicyzmu w narodzie, historii i jego wpływ na jednostkę
Powyższe słowa wyraźnie już pokazują, w jaki sposób nacjonaliści początku XX w. widzieli związek narodu polskiego z Kościołem i religią katolicką. Także Roman Dmowski w tym czasie uważał „chrystianizm” za religię jednostki i ludzkości rozumianej jako zbiór jednostek. Kształtował się on bowiem w środowisku niebędącym narodem, w czasie, gdy instytucja państwa waliła się, a wraz z nią cnoty obywatelskie i pojęcie Ojczyzny. Jednostka wówczas funkcjonująca, po zerwaniu wszelkich nici społecznych, była „osamotnioną, błędną, pozbawioną wszelkiego steru w życiu”. Wówczas chrystianizm ukształtował moralność jednostkową – indywidualną w stosunku do Boga, bliźnich, siebie samego(18). Jednocześnie uznaje Dmowski, iż etyka, nazywana „etyką miłości bliźniego”, „etyką altruizmu” i zasady moralne przez nią wypracowane są niezgodne z naturą człowieka, z instynktem samozachowawczym jednostki. Co więcej, jak żądny kanon moralny nie jest w stanie przewidzieć wszelkich potencjalnych stosunków międzyludzkich i kreowanych przez nie zagadnień etycznych. Można co prawda wyciągnąć z niej algorytm postępowania, „ale tylko między jednostkami. Stosunek jednostki do narodu i narodu do narodu leży adekwatnie poza sferą chrześcijańskiej etyki”(19). Wzorem więc starszych nacjonalistów rozgraniczał pola działania katolicyzmu i zagadnień narodowych, zwłaszcza gdy jeszcze wiele lat później krytykował „prawowierność katolicką”, rozumiejącą za obowiązek prowadzenie polityki zgodnie z wytycznymi Watykanu(20). Ten przykład szczegółowy ubrał w zasadę ogólną, iż rozróżnia Kościół od polityki Stolicy Apostolskiej, bowiem
Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką, jak każda rzecz ludzka, nie wolną od błędów […]. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle tylko z nią się łączyć, o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu(21).
Stoi więc on na stanowisku, iż wyższe aspiracje nakazują działanie w sposób realny, tu i teraz, w miejsce – jak pisze z ironią – „modlenia się do przeszłej i przyszłej Polski w kapliczkach”(22). Mimochodem rzuca też, iż obok zobojętnienia, niebezpieczeństwem dla polityki narodowej może być zatonięcie w religii i filozofii, jako myślach oderwanych od życia(23).
Dopiero w „Kościół, naród, państwo” poszerzył Dmowski rolę katolicyzmu w życiu narodowym, tak, iż nie tylko bieżącą polityką i dyplomacją mierzony był stosunek nacjonalistów do katolicyzmu. Przyznawał mu bowiem także, a może przede wszystkim doniosłą rolę w kształtowaniu pożądanych typów charakteru jednostek tworzących naród. Stwierdza, iż z nauki Jezusa „nie wynika […] żeby Kościół miał stać poza sprawami doczesnymi świeckimi, ograniczając się jedynie do prawd wiary”(24). Określił też pogłębianie się obojętności religijnej wśród wszystkich warstw społecznych we wszystkich krajach cywilizacji łacińskiej, odwrót od chrześcijaństwa starszego pokolenia przy jednoczesnym zwrocie ku „religii wolnomularstwa” i okultyzmu z jednej strony oraz coraz to wyraźniejszym powrocie młodego pokolenia ku religii – z drugiej. „Wszystkie te fakty – pisze – mają pierwszorzędne znaczenie dla bliższej i dalszej przyszłości narodów”(25). Rola Kościoła miała zaznaczyć się już u zarania dziejów historycznych Polski, kiedy to we współpracy z młodym państwem piastowskim albo wręcz przeciw niemu
urabiał wiekową pracą duszę jednostki, zbliżał jąku dojrzałości, kształcił w niej sumienie, niszczył pierwotne, utrudniające byt społeczny instynkty, naprawiał obyczaje […] tworzył silną rodzinę(26). [Do dziś zaś, postępowanie] zwykłego człowieka zależy od wychowania dziejowego, przez pokolenia, w obyczajach i instytucjach, w których te pokolenia żyły, pod których wpływem wytwarzały się ich instynkty społeczne oraz od jego osobistego wychowania w rodzinie i w szkole. Toteż ze stanowiska Kościoła pierwszorzędne ma znacznie to, jakie są obyczaje społeczeństwa, jakie instytucje państwowe i inne, jaki ich wpływ moralny na ludność, jakie jest wreszcie wychowanie w rodzinie i jakie w szkole(27).
Czy jednak rzeczywiście ze stwierdzeń tam zawartych można wysnuć wniosek o jednoznacznie wyznaniowym nastawieniu ich autora? Otóż wydaje się, iż nie, a mitologizowane przejście Dmowskiego od indyferentyzmu ku pozycjom wyznaniowo-chrześcijańskim można uznać za efekt interpretacji dokonanej przez tzw.„młodych” w nurcie narodowym. Dmowski był raczej dzieckiem myśli nacjonalistycznej schyłku XIX w. i pozostał nim choćby w drugiej połowie lat 20. następnego stulecia. W omawianej pracy pisze on, iż najtrudniejszym okresem dla roli Kościoła w życiu narodów był wiek XVIII, który za cel wszelkich zabiegów postawił jednostkę i jej szczęście, zapewniając jej jak najszerszy wachlarz praw, najwęższy zaś obowiązków. W efekcie doszło do potępianych przez autora zjawisk, jak wyzwolenie z wszelkich zależności i więzów społecznych, choćby w dziedzinie szerzenia poglądów „bez względu na ich wartość umysłową i moralną”(28). W świetle uważnej lektury wersów Kościoła… jest jasne, iż autor przez cały czas za rzecz fundamentalną uważał dobro wspólnoty narodowej. Pisze on bowiem:
Słyszeliśmy często […], iż człowiek, zwłaszcza na pewnym poziomie inteligencji, nie potrzebuje religii do tego żeby być moralnym. Potwierdzały to choćby niezaprzeczone fakty. [… ] Fakty te wprowadzały często w kłopot obrońców religii jako podstaw moralności. Robili też oni nieraz ustępstwo, zgadzając się, iż bez religii może się obyć człowiek bardzo inteligentny, ale iż jest ona koniecznie potrzebna szerokim masom(29).
W dalszej części wywodu uzupełnia jednak, iż owszem, wysoki poziom moralny reprezentują liczni apostaci, jak się wyraża „ateusze”, którzy często wręcz zwalczają religię, jednak trzeba pamiętać, iż zostali oni wychowani przez rodziny i instytucje z gruntu katolickie lub protestanckie. Dopiero drugie pokolenie, wychowane już w duchu ateizmu, stanowi formację „odcinającą się od reszty społeczeństwa”(3). Należy zwrócić jednak uwagę na to, co rozumie się tutaj przez termin moralność, jak Dmowski ocenia postawę wychowanków ateizmu. Pisze bowiem, iż poza rzadkimi przykładami nawrócenia
częściej widzimy cynizm zupełny, wyzucie z wszelkiej moralności, uderzające zwłaszcza u synów ludzi wybitnych, którzy będąc obojętnymi religijnie lub choćby wrogami religii, żyli uczciwie i pracowali z wielkim nieraz zapałem i poświęceniem dla swojej idei; […] na ogół wszakże są to mniej lub więcej poprawni materialiści wlokący się przez życie bez wyraźnego celu, bez gwiazdy przewodniej. Wszystkich znamionuje wybitne kalectwo moralne, polegające na braku wszelkiego zapału [podkr. I.D.G.] umiejętności mocnej wiary w cokolwiek, do poświęcenia czegokolwiek ze swego egoizmu, wreszcie braku zdolności uwielbienia, którą jeden mądry pisarz nazwał najwyższą zdolnością człowieka. Są to chodzące po ziemi trupy(31).
Określił on Kościół katolicki jako przeszkodę dla prądów zmierzających do pozbawienia jednostki odpowiedzialności za sprawy wykraczające poza jej bez pośredni zasięg interesów. Nie widać tutaj jednak zmartwienia zanikiem wartości chrześcijańskich jako takich, a już tym bardziej odstępstwami od prawd wiary. Niepokój autora dotyczy tu wyraźnie cech jednostki obdartej z umiejętności poświęcenia się wyższym ideałom, ideałom wspólnotowym, wiary w „cokolwiek” [sic!]. A więc jakość charakteru jest tu najistotniejsza, nie zaś uniwersalne wartości, takie zaś stwierdzenia jak „kalectwo moralne, polegające na braku wszelkiego zapału” czy fragment o „zdolności uwielbienia” jako takiej pokazuje już wyraźnie o jakie cechy tutaj chodzi. Zwłaszcza zaś gdy przypomni się jego wcześniejsze stwierdzenia: częstokroć większy bez porównania wpływ na losy narodu miała jego siła moralna. Tylko trzeba pamiętać, iż siłą moralną narodu nie jest jego bezbronność, jego niewinność, jako często dziś u nas słyszymy, ale żądza szerokiego życia, chęć pomnożenia narodowego dorobku i wpływu oraz gotowość do poświęceń dla urzeczywistnienia narodowych celów(32), które mimo upływu równo 25 lat od wydania „Myśli…” pobrzmiewa echem w „Kościele….” Co więcej, przywołuje to jako żywo późniejsze pojęcie „woli tworzycielskiej” stworzone przez Stachniuka i postulaty „radosnego podporządkowania się”, „nabraniu pełnego rozmachu twórczego”, przemiany milionów w „dziejowo czujących ludzi”, mające być esencją systemu zadrugizmu, projektowanego w Micie słowiańskim(33).
Dmowski więc traktował Kościół i samo chrześcijaństwo jako instrument, pozwalający na kształtowanie charakteru jednostek na sposób pożądany dla rozwoju sił narodowych. Można by wręcz pokusić się o pytanie, czy w broszurze ocenianej jako programowa dla prądu katolicko-narodowego, jej autor nie posunął się – choćby tylko w domyśle lub choćby podświadomie – do absolutyzacji samego narodu i czynu. Taka zaś postawa określana byłaby jednoznacznie jako pogańska. Dziwnie więc w świetle wszystkich tych stwierdzeń brzmi rzucone na końcu omawianej broszury zdanie: „polityka narodu katolickiego musi być szczerze katolicka, to znaczy, iż religia, jej rozwój i siła musi być uważana za cel, iż nie można jej używać za środek do innych celów, nic wspólnego z nią nie mających”(34). Zwłaszcza gdy przypomnieć wcześniejsze myśli, zgodnie z którymi dla prowadzenia silnej polityki narodowej należy wypracować etykę narodową, która zwalczałaby dążności do regulowania spraw narodowych wyłącznie z pozycji etyki indywidualistycznej(35). Czyżby był to czysty koniunkturalizm – jakże bowiem różnią się zdania wydane w 1927 r. od poglądów wyłożonych ledwie 2-3 lata wcześniej w „Polityce polskiej” – a może zwyczajnie przypomnieć tu należy wcześniejsze nasze zdanie, iż Dmowski był przede wszystkim politykiem, działającym w określonych warunkach. Bogumił Grott zwrócił uwagę, iż treść Kościoła. .. jest podporządkowana intencji wykazania związków Kościoła katolickiego z nacjonalizmem. Dlatego też umieścił w niej stwierdzenia o katolickiej genezie nacjonalizmu, jednocześnie chcąc u katolickiego czytelnika stworzyć wrażenie, iż pewne elementy myśli nacjonalistycznej krytykowane przez Kościół, nie są immanentną jej częścią, ale były efektem praktycznej potrzeby w określonych warunkach(36).
Jednocześnie trzeba pamiętać, iż poza czynnikiem taktyki politycznej, w swej świadomości pozostawał Dmowski pod wpływem tego, co Stachniuk określał mianem „ideomatrycy katolickiej”. Rzuca przecież stwierdzenia o „reszcie społeczeństwa” (większości) jako katolickiej oraz pozostaje pod przemożnym przyzwyczajeniem mówienia o moralności choćby wówczas, gdy przykłada do tego pojęcia wartości niekoniecznie wynikające z jego tradycyjnego rozumienia. Nie dziwią więc w świetle obu faktów zdania: „naród szczerze, istotnie katolicki musi dbać o to, ażeby prawa i urządzenia państwowe, w których żyje, były zgodne z zasadami katolickimi i ażeby w duchu katolickim były wychowywane młode pokolenia”(37). Najbardziej zaś znane z „Kościoła…” i najczęściej przytaczane jest takie oto stwierdzenie: „katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu”(38). Rzadko natomiast zwraca się uwagę na kontekst owego zdania, które bezpośrednio poprzedzone jest uwagą, iż poszukiwanie źródeł cech naszej duszy zbiorowej, które „czynią nas ludźmi takimi, jakimi jesteśmy, i nowoczesnym narodem europejskim” musi doprowadzić do konstatacji, iż „tkwią one zarówno w naszym prastarym gruncie etnicznym i w istnieniu przez wieki państwa polskiego, jak w naszym od dziesięciu wieków trwającym katolicyzmie”(39).
Przytaknął by na taki punkt widzenia Stachniuk, jednak uczyniłby to z zupełnie innym nacechowaniem emocjonalnym. Uważał on bowiem, iż faktycznie od połowy XVI w. to katolicyzm w sposób zupełny kształtował charakter narodowy Polaków. Wówczas to dokonał się przewrót kulturalny, polegający na
przeniknięciu katolicyzmu do najgłębszych ośrodków nerwowych substancji narodu […] iż wszelka świadomość samorodna z rdzenia substancji narodowej wykwitająca, została bezlitośnie zniszczona. Na opustoszałym cmentarzysku pierworodnej, rodzimej polskości rozgościł się świat duchowy katolicki. Nowa kategoria kulturalna, zaszczepiona na żywym Polaku rozpoczęła przekształcanie swego podłoża w myśl swych ideałów(40).
Co więcej, uważa on, iż w Polsce próbuje się dokonać zabiegu polegającego na odwróceniu pojęć, „i tak z zasady słyszymy, iż to nie Kościół ukształtował naszą historię, ale naród polski wymodelował katolicyzm na swoją modłę!”(41). Podczas gdy „świat duchowy Polaka” ukształtowany jest przez katolicką – utożsamioną z polską – ideologię grupy tak, iż „od najwcześniejszego dziecięctwa umysł każdego Polaka jest modelowany według systemu wartości, jakie daje ideologia grupy”(42). Zasięg tego systemu wychowawczego jest totalny i określony tu mianem „absolutu świadomości”. Wszystkie bowiem elementy duchowości, kryteria dobra i zła, system wartości, są wdrażane w sposób, który każe jednostce uważać je za „absolutne i własne”, a „świat swego «ja» […] za jedynie godny czci i miłości […] jedyny słuszny”(43). Dzięki temu udało się Kościołowi katolickiemu „przekształcić to co my nazywamy Polską, w kolonie katolików, mówiących językiem polskim”(44).
Wyraźnie widać tutaj wpływ Maxa Webera i ustaleń jego socjologii religii wskazujących wyraźnie na oddziaływanie czynnika religijnego, etycznego na rozwój gospodarczy narodów(45). Poza tym Stachniuk znał pracę Ernesta Barkera, w której uczony angielski napisał: „O ile stosunek między religią a rasą jest niejasny, o tyle związek między religią a życiem narodowym jest, oczywiście, bardzo bliski. W niektórych wypadkach możemy choćby twierdzić, iż religią to jest narodowość, iż naród dany jest tym, czym jest, dzięki religii”(46).
Poglądy te były też wynikiem ściśle deterministycznych przekonań Stachniuka, iż ,jest nie do pomyślenia istnienie jakiejś izolowanej jednostki”(47), inaczej mówiąc: dąży, myśli i działa jednostka, ale jej dążenia, myśli, czyny, wynikają ze skłonności życiowych grupy. Jednostka jest więc wynikiem układu sił dążących do wyładowania się w dziełach cywilizacyjnych. Jest produktem biologicznym całego szeregu swoich przodków. Rodzice i prarodzice są sprawcami […], iż wyznaję te lub inne ideały, to też jest niepodzielną własności grupy społecznej(48). Zawsze więc jednostka jest produktem ideologii grupy. Ta bowiem stwarza „typ przeciętnej społecznej”, dzięki mechanizmu, na który składają się: religią, system wychowawczy i jego ideały, idee ogólne, treść świadomości grupy o swej istocie, język, filozofia, sztuka, nauka, urządzenia państwowe, system gospodarczy49. Kilka lat później wymieniając normy moralne, nakazy religijne, pojęcia światopoglądowe, etykę życia społecznego, prawo, ideały życiowe i styl gospodarstwa, nazwał te czynniki „wiązalnikami energii emocjonalnej”, które za zadanie mają „organizować świat psychiczny człowieka i tworzenie szlaków dla jego pracy cywilizacyjnej”(50).
Personalizm katolicki, który poprzez działanie „polskiej ideologii grupy” jest „rdzeniem psychiki” – przeciętnej, społecznej, narzuca normy zachowania i postępowania w życiu codziennym i w każdej sytuacji. Te z kolei wyznaczają jednostce, milionom Polaków, typ aktywności, a z niego wyłoniły się „styl polityki i gospodarstwa”(51). Tak więc „to, co się w Polsce dzieje w dziedzinie gospodarstwa, polityki, kultury, jest prostą konsekwencją oddziaływania zorganizowanej duszy narodowej, czyli polskiej ideologii grupy na swoje środowisko zewnętrzne”(52).
Ustaliliśmy powyżej, iż Dmowski, jak Stachniuk rozumieli, iż jednostka kształtowana jest przez czynniki wspólnotowe, przy czym obaj za głównego twórcę współczesnego im typu psychicznego Polaka uważali wychowanie w religii katolickiej. Rodzi się tutaj jednak kolejne pytanie: czym jest ideologia grupy, a w zasadzie w jaki sposób się ona kształtuje? Stachniuk wiedział bowiem, iż „sama grupa od tej strony fizycznej jest produktem rozwoju historycznego, a oprócz tego warunków geofizycznych i geopolitycznych, które odbijają swoje piętno na ustroju państwo wym i gospodarczym”(53).
Katolicyzm zaś, będący rdzeniem polskiej ideologii grupy, urabiając duchakolejnych pokoleń, doprowadził do wykreowania „stałych cech charakteru «narodowych»”, którego główną zasadą ma być personalizm katolicki. Cechy te jednak mają być zupełnie nieadekwatne wobec natury Polaków, więc zaszczepianie ich w młodym pokoleniu wiąże się z okaleczeniem jego duszy, skutkującym „wynaturzonymi wtórnymi cechami charakteru polskiego”(54).
Jeśli przyłożymy ową rzekomo przyrodzoną, biologiczną naturę Polaków do „importowanego” światopoglądu katolickiego, to pomimo iż od kilkuset lat istnieją w najściślejszym związku, okazuje się, iż są one całkowicie przeciwstawne. Narzucenie więc kierunkowej, zupełnie sprzecznej z kierunkiem, w którym ze swej natury naród polski powinien był się rozwijać, powodujące „stłamszenie naturalnych aspiracji, żywotności” nazywa Stachniuk „pierwszą antynomią dziejów Polski”(55). Nie jest więc ideologia czynnikiem, niezmiennym i na trwałe związanym z danym narodem, a „bajdurzeniem” jest mówienie o „rasie polskiej” odrębnej od podłoża słowiańskiego. Dowodem na to ma być fakt, iż przeważająca część mieszkańców Prus, które „stworzyły wielkie Niemcy”, jest pochodzenia słowiańskiego i nie różni się pod względem biologicznym od Polaków(56). W tym miejscu Stachniuk cytuje Dmowskiego:
nie zapominajmy, iż społeczeństwo pruskie, będące tak biegunowym przeciwieństwem naszego typu szlacheckiego, w znacznej mierze ulepiło się z tego samego materiału rasowego, co nasze, iż dzisiejsi, […] Prusacy to potomkowie wspólnych nam przodków lub bliskich krewniaków […]. Ten sam w znacznej mierze materiał tylko wychowany w innej szkole państwowej, dał tak silny, żywotny, tak czynny politycznie naród. (57)
Rzeczywiście, w tym względzie Stachniuk był bezpośrednim kontynuatorem Dmowskiego, który jeszcze w połowie lat 20. XX w. pisał, iż dla Europy głównym zagrożeniem nie był fakt zjednoczenia Niemiec, ale to, iż dokonały tego Prusy, których społeczeństwo zostało „sklejone ze zgermanizowanych szczepów słowiańskich”. Szczepów, które autor uważał w dodatku za najprymitywniejsze spośród Słowian i które dość późno i powierzchownie przyjęły kulturę niemiecką, zwłaszcza zaś jej dyscyplinę, a moralnie pozostały surowe. I właśnie ta dyscyplina połączona z surowością miała dać „naród feldfeblów”, który „umiał zawojować Niemcy”(58).Uważał też, iż u zarania państwowości, przodkowie Polaków nie reprezentowali typu tak biernego, jak to się często przyjmowało. Typ ten więc był na tyle aktywny, by zorganizować państwo, które w dodatku przez długi czas częściej napadało sąsiadów, niż było napadane(59).
Chociaż więc od dawna jesteśmy bardzo słabi, to „tkwią w nas zarodki wielkiej siły”, żeby je jednak wydobyć, nie można popadać w błędne przekonanie o swej wyższości nad innymi(60).
Chociaż „zapowiedziawszy się w dziejach, jako jeden z najpierwszych ludów Europy”, to „naród nasz w krótkim czasie usunął się na tyły pochodu cywilizacyjnego”, a dzisiejsza moralność narodowa, jako jałowo sentymentalna, nie zna czynnej miłości ojczyzny i powoduje zanik instynktu samozachowawczego(61). Naród polski dokonał przewartościowań, zgodnie z którymi niedołęstwo nazwał szlachetnością, a tchórzostwo rozwagą, i zaczął żyć w świecie moralnych urojeń. Żeby zaś przystosować się do takiego bytowania, tępi u siebie wszelkie odruchy zdrowych instynktów(62).
Przy wszelkich podobieństwach rysuje nam się tutaj jednocześnie różnica pomiędzy ideologiami, bowiem widać wyraźnie, iż o ile wskazywali na te same cechy pożądane i negatywne, o tyle gdzie indziej upatrywali przyczyn ich zaniknięcia w pierwszym przypadku, a wykreowania w drugim. Różnica ta nie wyklucza stwierdzeń o kontynuacji, gdyż ta – przypomnijmy – polegała na wyzbyciu się przez Stachniuka wielu ograniczeń, które były udziałem Dmowskiego i powiązaniu elementów przez tego zaproponowanych.
Kiedy i w jaki sposób dokonała się przemiana? Co do sposobu i źródeł zdania są odmienne, ale w odniesieniu do momentu jej zaistnienia – dość zbieżne. W 1937 r. Stachniuk nie znał jeszcze „metod politycznych, stosowanych przez katolicyzm, które doprowadziły do całkowitego przepojenia duszy ludów zamieszkujących do rzecze Wisły i Odry”(63). Wybiło to Polskę z orbit rozwoju historycznego, czyniąc z jej mieszkańców ahistoryczną „grupę społeczną, jakby wyrwaną z historii, której nie obowiązują wymogi miejsca i czasu”. Przygotowywana dość długo rozprawa „Dzieje bez dziejów”, która ukazała się 1939 r., przynosi już opis w perspektywie historycznej mechanizmów – politycznych i społecznych – związania polskości z ideologią katolicką.
Przełomowym była więc połowa XVI w., kiedy to ze względów ustrojowych Kościół usankcjonował dążenia szlachty, podczas gdy zakon jezuicki całkowicie opanował system kształcenia, formując według swoich zasad literaturę, naukę historii, sztukę, prawo i obyczaje. Efektem tego było to, iż z pierwotnej polskości pozostały jedynie zewnętrzne atrybuty, tj. „wąsy, karabele”. Polska zamieniła się w „kolonię katolików pochodzenia lechickiego”(64), a „ostatnie trzy przeszło stulecia naszej historii dają się sprowadzić do dziejów wyniszczani substancji narodu, a przede wszystkim jego masy biologicznej przez system kulturalny katolicyzmu”(65).Uderzające jest podana tutaj perspektywa czasowa, bowiem Dmowski wspominając prowadzoną przez swój obóz politykę zmierzającą do odzyskania niepodległości, pisze, iż naród polski w poprzednich pokoleniach nie wypracował żadnych kierunków działania, iż „przez trzy stulecia nie miał tego, co by można było nazwać państwową i narodową polityką” (66)
Przypisy:
(1) Patrz: B. Grott, Zygmunt Balicki – ideolog Narodowej Demokracji, Kraków 1995. Tutaj wybór pism Balickiego.
- A. Doboszyński, Gospodarka narodowa, Warszawa 1934. O koncepcjach gospodarczych obozu na rodowego w latach 30. Por. B. G ro tt, Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939, Kraków 1987, s. 81-96
- Odnośnie do relacji władzy świeckiej i prawa z systemem religijnym w społeczeństwach przedchrześcijańskich por. m.in. K. Modzelewsk i, Barbarzyńska Europa, Warszawa 2004;P. Urbańczyk , Władza i polityka we wczesnym średniowieczu, Wrocław 2000;M. Finley , Polityka w świecie starożytnym, tłum. D. Kozińska , Kraków 2000; M. Eliade, Sacrum i profanum, Warszawa 1999.
(4) Główny pseudonim Jana Stachniuka.
- J. Skoczyński, Neognozapolska, Kraków 2004, s. 163.
(6) Polityka narodowa w stosunku do religii i Kościoła, „Przegląd Wszechpolski” 1903, s. 322.
(7) R. Dmowsk i, Kościół, naród i państwo, Wrocław 2000, s. 20.
(8) J. L. Popławski, Z całej Polski, „Przegląd Wszechpolski” 1897, s. 7.
(9) Ibidem.
(10) Idem , Z całej Polski, „Przegląd Wszechpolski” 1896, s. 176.
(11)Ibidem.
(12) Ibidem.
(13) Ibidem.
(14) Ibidem, s. 177-178.
(15) Watykan i Rosya, „Przegląd Wszechpolski” 1896, s. 385.
(16) J. L. Popławski, Z całej Polski, „Przegląd Wszechpolski” 1898, s. 380-381
(17) Program Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w zaborze rosyjskim, Kraków 1903, s. 17-(18), [w:] B. Grott, Religia, kościół, etyka w ideach i koncepcjach prawicy polskiej, Kraków 1993, s. 57.
(18) R. Dmowski, Podstawy polityki polskiej, [w:] idem , Myśli nowoczesnego Polaka, Wrocław 1996, s. 99.
(19) Ibidem, s. 99.
(20) Idem , Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa 1988, t. 1, s. 242.
- Ibidem, s. 248.
- Idem , Świat powojenny i Polska, Wrocław 1999, s. 82
(23) Ibidem, s. 115. Chociaż uwagi te dotyczą Rosji. Kiedy indziej zaś pisze o carze Mikołaju II jako o nieszczęściu Rosji, m.in. z tego powodu, iż był mistykiem, mocno religijnym i szukał oparcia poza światem widzialnym. Idem , Polityka…, t. 1, s. 84.
(24) Idem , Kościół…, s. 24.
(25) Ibidem, s. 14.
(26) Ibidem, s. 17.
(27) Ibidem, s. 24.
- Ibidem, s. 11
(29) Ibidem, s. 14.
(30) Ibidem, s. 15.
(31) Ibidem
(32) Idem , M yśli…, s. 22.
(33) J. Stachniu k , Mit Słowiański, Warszawa 1941, wydruk komputerowy, wyd. Toporzeł, s. 11,42.
(34) R. Dmowski,Kościół…, s. 30.
- Idem , Podstawy…, s. 114.
- B. Grott, Obóz narodowy a katolicyzm, „Kultura i Społeczeństwo” 1979, nr 3, s. 193.
(37) R. Dmowski, Kościół…, s. 24.
(38) Ibidem, s. 18.
(39) Ibidem.
(40) J. Stachniuk , Rytm buntu pokoleń, „Zadruga” 1937, nr 2, s. 1.
(41) R. Sercewicz [J. Stachnik ], Fikcje błędów i wad, „Zadruga” 1937, nr 2, s. 10.
(42) Ibidem, s. 11.
(43) Ibidem.
(44) Z. Banasiak [J. Stachniuk ], Konstelacja warunków zastanych, „Zadruga” 1938, nr 1, s. 11.
- O ideach kształtujących poglądy Stachniuka zob.: B. Grott, Religia, cywilizacja, rozwój. Wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003, zwłaszcza s. 73-92.
(46) E. Barker, Charakter narodowy i kształtujące go czynniki, Warszawa 1933, s. 300.
(47) R. Sercewic z [J. Stachniuk ], Punkt wyjścia, „Zadruga” 1938, nr 10, s. 5.
(48) J. Stachniuk , Zagadnienie totalizmu, Wrocław 1990, s. 18-19.
(49) R. Sercewic z [J. Stachniuk ], Punkt…, s. 5.
(50) Idem , Zagadnienie…, s. 13.
(51) Idem , Dzieje bez dziejów, Wrocław 1990, s. 115.
(52) Zadruga , O konieczności teorii rozwoju wewnętrznego Polski, „Zadruga” 1937, nr 1, s. 3.
- R. Sercewic z [J. Stachniuk ], Punkt…, s. 5
(54) J. Stachniuk , Dzieje…, s. 115.
(55) Ibidem, s. 172-173.
(56) Ibidem, s. 41.
(57) R. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, [w:] J. S tachniuk , Dzieje…, s. 41.
(58) Idem , Polityka…, t. 1, s. 299-300.
(59) Idem , Myśli…, s. 39.
(60) Ibidem, s. 22.
(61) Ibidem, s. 23.
(62) Ibidem, s. 24.
(63) F. Kowalski [J. Stachniuk ], Podstawy ekonomiki polskiej, „Zadruga” 1937, nr 1, s. 17.
(64) J. Stachniuk , Dzieje…, s. 46-47.
(65) Idem , Rytm buntu…, s. 1.
(66) R. Dmowski, Polityka…, t. 2, s. 191.









