„Safe 0 procent” pogorszył relacje
Jak ustalił Onet, Kancelaria Premiera odesłała pismo z Kancelarii Prezydenta dotyczące kontrasygnaty nominacji do zarządu NBP, w tym Marty Kightley na wiceprezesa banku centralnego. Według informacji przekazanych redakcji przez Kancelarię Prezydenta, premier odmówił podpisania wszystkich zgłoszonych kandydatur.
Adam Glapiński chciał utrzymać mandat pierwszej wiceprezes, uznawanej za jego najbliższą współpracowniczkę i kluczową osobę w kierowaniu NBP, także w czasie jego nieobecności.
Serwis przypomina również, iż po odejściu Piotra Pogonowskiego zarząd NBP liczy w tej chwili minimalną, ustawową liczbę sześciu członków. Z tego powodu uzupełnienie wakatów jest dla prezesa istotne, zwłaszcza przed listopadem, kiedy wygasa kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego. Brak następcy mógłby spowodować spadek liczby członków zarządu poniżej wymaganego poziomu.
Według Onetu na początku roku relacje między rządem a prezesem NBP miały się poprawić, jednak sytuację pogorszył udział prezesa banku centralnego w konferencji Karola Nawrockiego, podczas której ogłoszono koncepcję „SAFE 0 proc.”. W ocenie rządu mogło to oznaczać zaangażowanie szefa NBP w działania o charakterze politycznym po stronie prezydenta.
„To nie jest zemsta, to jest ocena premiera”
Tomasz Siemoniak, wypowiadając się w programie „Jeden na jeden” w TVN24, ocenił, iż decyzja premiera powinna być dla prezydenta wyraźnym sygnałem do refleksji. Stwierdził, iż decyzja premiera nie jest zemstą, ale oceną sytuacji, która może dać prezydentowi do myślenia i pokazać, iż działania konfrontacyjne mogą mieć konsekwencje.
Siemoniak ocenił również, iż prezydent w jego opinii w sposób „skandaliczny” utrudnia pracę Trybunału Konstytucyjnego i iż nie powinien prowadzić „totalnej obstrukcji” poprzez blokowanie działań instytucji państwowych. Ocenił także, iż działania prezydenta prowadzą do powstawania w państwie „dwóch ośrodków władzy”. W jego opinii problem wynika z prób rozszerzania kompetencji przez głowę państwa poza zakres przewidziany w konstytucji, która – jak podkreślił – jasno określa podział uprawnień.
Minister stwierdził także, iż takie działania mogą wywoływać poważny kryzys ustrojowy i zapowiedział, iż prezydent poniesie ich polityczne konsekwencje.












