"Nigdy nie powinny paść". Wiceszef MON zdecydowanie o słowach Trumpa

polsatnews.pl 2 hours ago

- W Afganistanie życie straciło ponad 40 polskich żołnierzy, zapłacili najwyższą cenę - powiedział w "Politycznym WF-ie z gościem" Cezary Tomczyk, odnosząc się do głośnych słów Donalda Trumpa o wsparciu sojuszników z NATO, którzy "pozostali często trochę z tyłu, poza linią frontu". - Te słowa nigdy nie powinny paść. Polska nie stała z tyłu, to nieprawda - podkreślił wiceszef MON.

Evan Vucci/AP/Polsat News
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk odnosi się do słów prezydenta USA Donalda Trumpa

Wiceminister obrony narodowej i wiceprzewodniczący KO był pytany przez dziennikarzy Marcina Fijołka i Łukasza Szpyrkę, czy nie czuł się zirytowany lub rozczarowany wypowiedzią prezydenta USA, który - udzielając wywiadu w Davos - przekazał, iż "ma wątpliwości, czy sojusznicy przyszliby z pomocą USA i bagatelizował pomoc NATO podczas wojny w Afganistanie".

- Tak naprawdę, nigdy niczego od nich nie żądaliśmy. Wiecie, powiedzą, iż wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali trochę z tyłu, trochę poza linią frontu. Ale byliśmy bardzo dobrzy dla Europy i wielu innych państw - mówił Donald Trump.

Nawiązał w ten sposób do operacji Enduring Freedom, gdy po zamachach 11 września po raz pierwszy uruchomiono artykuł 5. NATO. W odpowiedzi, w latach 2002-2014, Polska wysłała łącznie do Afganistanu około 33 tys. żołnierzy. Zginęło 44 z nich.

Cezary Tomczyk o słowach Donalda Trumpa. Zdecydowana reakcja

- Nigdy takie słowa nie powinny paść. Prawda jest taka, iż ponad 40 żołnierzy straciło życie, zapłacili cenę najwyższą. Część z tych żołnierzy miałem okazję poznać. Pracując w komisji obrony narodowej, przez kilkanaście lat, byliśmy na wielu wizytacjach, wielu spotkaniach. To nie jest tak, iż Polska stała z tyłu. To jest nieprawda - podkreślił Cezary Tomczyk w studiu Polsat News.

Dodał, iż "gdyby nasz kraj stał z tyłu, to nie straciłby tylu żołnierzy, często najlepszych z najlepszych, którzy brali udział w misjach bojowych, ryzykując swoje życie i zdrowie". - Takie słowa nie powinny paść, myślę, iż raczej wynikały z braku jakiejś informacji - zaznaczył.

Podkreślił też, iż Polska była jednym z pierwszych państw, które wówczas zadeklarowały wsparcie Stanom Zjednoczonym. - My pomogliśmy USA zbudować misję do Afganistanu i de facto wygrać tę wojnę na tamtym etapie. Każdy musi o tym pamiętać, a my mamy prawo to przypominać - zaakcentował Cezary Tomczyk.

Rosyjskie drony nad Polską. "W nocy budziła mnie żandarmeria"

Dziennikarze wrócili też do pamiętnej nocy z 9 na 10 września 2025 roku, gdy w polską przestrzeń powietrzną wleciało około rosyjskich 20 dronów.

- Byłem na stanowisku dowodzenia tamtej nocy, bo tak się złożyło, iż szef MON przebywał wówczas w Londynie. Nigdy nie zapomnę walenia do moich drzwi, jak w nocy budziła mnie żandarmeria wojskowa, żeby jechać na stanowisko dowodzenia - opowiadał wiceminister obrony.

ZOBACZ: Żukowska o "strasznej" wizji porodów: To triggeruje ludzi

Zgodnie z relacją Cezarego Tomczyka, później na stanowisko dowodzenia przyjechał premier Tusk, a kilkadziesiąt minut później prezydent Nawrocki. Wiceminister wspominał, iż cały czas był w kontakcie z szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Podkreślał też, iż w żadnym wypadku nie zakładał, iż zaczęła się wojna.

- Mamy naprawdę dobry wywiad i wiemy jak wyglądają przygotowania do ewentualnej eskalacji. Nikt nie zakładał, iż to jest sytuacja wojenna, tylko raczej prowokacja na dużo wyższym poziomie niż do tej pory - zaznaczył.

"Nigdy nie zapomnę pierwszego komunikatu"

Pytany o atmosferę i zachowanie premiera oraz prezydenta w tamtym czasie stwierdził, iż "każdy z nich był zbudowany tym, jak wyglądała ta relacja".

- Siedzieliśmy tam w bardzo małym gronie. Dowódca operacyjny zarządzał, a my nie wchodziliśmy w jego kompetencje, tylko staraliśmy się zarządzić przekazem zewnętrznym. Nigdy nie zapomnę pierwszego komunikatu, który podyktowałem i który sformułowaliśmy, iż "nad Polską trwa operacja neutralizacji obiektów, które przekroczyły granicę powietrzną.." - relacjonował gość programu.

- A o czym się wtedy rozmawia? Czy w ogóle jest przestrzeń na rozmowę? Czy tylko oglądacie to, z całym szacunkiem, trochę jak w filmie, bo to dowódcy podejmują decyzje? - dopytywali dziennikarze.

- Jest przestrzeń na rozmowę, tylko my sobie od samego początku zakładaliśmy, iż nie wolno ograniczać działania żołnierzom, bo oni nie mogą popełnić błędu. Oni za to odpowiadają. W tym konkretnym momencie decyduje dowódca operacyjny - wyjaśnił Cezary Tomczyk.

Dodał, iż politykom pozostaje konieczność zarządzenia informacją i bezpieczeństwem kraju, czyli np. "kontakt z najważniejszymi osobami na świecie".

- Jestem z premierem Tuskiem i w tym momencie dzwoni do niego sekretarz generalny NATO. Za chwilę dzwoni jeden prezydent, drugi prezydent, dzwoni premier i to wszystko się dzieje jakby krok po kroku, minuta po minucie w ciągu kilku godzin. Informacja rozchodzi się, wszystkie systemy NATO były rozgrzane do czerwoności - podkreślał.

ZOBACZ: Wizyta Trumpa w Polsce? Bielan: Pomysły u Nawrockiego już są

Łukasz Szpyrka dopytał wiceministra, czy jak patrzył na prezydenta i premiera, to miał poczucie, iż zachowują spokój, że to są przywódcy, na których można liczyć w chwili zagrożenia?

- Miałem poczucie, iż absolutnie zdają ten egzamin. o ile chodzi o premiera Tuska, to w ogóle nie miałem wątpliwości, bo widziałem go w bardzo trudnych momentach. Natomiast prezydenta nie miałem okazji widzieć. Rozmawialiśmy wówczas na różne tematy i uważam, iż wszyscy zdali egzamin. To był naprawdę dobry moment dla kraju. Obaj politycy mówili, iż w żaden sposób, na żadnym etapie nie można pozwolić, żeby ktoś próbował nas rozegrać - wspominał Tomczyk.

Mówiąc o tym, co najbardziej utkwiło mu w pamięci z tamtej nocy, wymienił moment zestrzelenia rosyjskich obiektów. - Po pierwsze nigdy nie doszło do zestrzelenia rosyjskich obiektów na terenie NATO, a po drugie, słyszałem pilota, dowódcę operacyjnego. To się wszystko działo na moich oczach. I ten komunikat, "clear to engage", "fire, fire, fire" - mówił.

Tomczyk: Rosja nie spełniła swoich założeń

Wspominał też komunikaty o "drugim, trzecim zestrzeleniu i dwóch prawdopodobnych, o tym, jak piloci dawali znać, co z ich perspektywy, co jest szahedem, co jest zagrożeniem, a co można odpuścić".

- Od tego czasu też uważam, iż jesteśmy dużo silniejsi, a Rosja nie spełniła swoich założeń. Chciała, żebyśmy przestali wierzyć we własny kraj, żeby nie doszło do tych zestrzeleń, żeby pokazać rozbicie wewnątrz państwa i żeby nikt nam nie pomógł. To wynika z naszych informacji wywiadowczych - podkreślił.

ZOBACZ: Mentzen uderza w Kaczyńskiego. "Jest nie tylko kłamcą, ale i chamem"

Dopytał, co się stało, iż później kontakt na linii prezydent-premier został mocno ograniczony, Tomczyk wspomniał m.in. wpisie BBN na platformie X, "który mówił, iż prezydent nie był poinformowany o sytuacji z domem w Wyrykach"(uszkodzonego podczas działań wojska reagującego na wtargnięcie rosyjskich dronów nad Polskę - red.).

- Ja najpierw myślałem, iż to jest jakiś fake. Sprawdzałem trzy razy, czy to jest prawdziwe konto BBN-u, bo wiedziałem jak było. I to był taki moment przerwania tego dobrego stanu relacji - powiedział wiceprzewodniczący KO.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: "Prace nad reformą PIP trwają". Minister poinformowała o szczegółach
Read Entire Article