Niemieccy kierowcy znów ustawiają się na stacjach w Świnoujściu, bo benzyna i diesel po polskiej stronie są wyraźnie tańsze. Według WP różnica w marcu sięgała ponad 2 zł na litrze, a e-petrol 12 sierpnia pokazywał 7,29 zł za Pb95 w Polsce i 9,21 zł w Niemczech. To zysk dla stacji, ale koszt dla mieszkańców, gdy paliwa zaczyna brakować.
Tańsze paliwo przyciąga za Odrę
Niemieccy kierowcy przyjeżdżają do Świnoujścia po tańsze paliwo, bo rachunek przy dystrybutorze jest prosty. Gdy różnica na litrze idzie w złotówki, pełny bak przestaje być drobną oszczędnością. Według WP kierowcy z Niemiec tankują do pełna i zabierają paliwo także w kanistrach. Dla nich to kalkulacja. Dla mieszkańców miasta może to oznaczać kolejki, braki i nerwy.
Taki obraz nie wymaga krzyku. Wystarczy spojrzeć na liczby. W europejskim zestawieniu e-petrol.pl z 12 sierpnia 2026 r. benzyna Pb95 kosztowała 7,29 zł za litr w Polsce i 9,21 zł w Niemczech. Olej napędowy był liczony na 8,09 zł w Polsce i 9,42 zł w Niemczech. To dane średnie dla krajów, ale dobrze pokazują kierunek: polska granica stała się dla wielu Niemców miejscem realnej oszczędności.
Świnoujście płaci za graniczną różnicę
Problem zaczyna się wtedy, gdy wolny rynek spotyka się z lokalną dostępnością. Stacja paliw nie jest abstrakcyjnym wykresem. To infrastruktura, z której korzystają mieszkańcy, przedsiębiorcy, służby i transport. o ile przygraniczny popyt nagle rośnie, lokalna społeczność odczuwa skutki szybciej niż ministerialne gabinety.
WP Finanse, powołując się na niemieckiego Bilda, opisywała marcową falę tankowania po polskiej stronie Uznamu. W Heringsdorfie diesel miał kosztować około 2,07 euro, czyli ponad 8,80 zł, podczas gdy w Świnoujściu około 5,88 zł. Benzyna po niemieckiej stronie była liczona niemal na 9 zł, a po polskiej około 5,66 zł. Przy 50 litrach różnica mogła dawać oszczędność rzędu około 130 zł. To już nie jest symbol. To konkret w portfelu.
Dlatego nie dziwi, iż Świnoujście staje się miejscem kolejnego napięcia na granicy. Miasto zna już spory wokół ruchu i presji przy granicy z Niemcami. Teraz osią sporu nie są wielkie deklaracje polityczne, ale kanister, dystrybutor i pytanie, czy mieszkańcy mają mieć pewność normalnego zaopatrzenia.
Nie chodzi o wrogość do kierowców
Trzeba powiedzieć jasno: kierowca z Niemiec korzysta z okazji, którą widzi na tablicy cenowej. To nie jest przestępstwo ani powód do pogardy. Problem leży gdzie indziej. Państwo i samorząd muszą umieć chronić interes własnych obywateli wtedy, gdy różnice podatkowe, kursowe i rynkowe przerzucają presję na lokalną infrastrukturę.
Jeżeli niemieckie portfele coraz częściej szukają ulgi po polskiej stronie, widać też coś szerszego. Polska przez cały czas bywa konkurencyjna cenowo wobec zachodniego sąsiada. Podobny mechanizm działa przy usługach, gdy Niemcy przyjeżdżają do Polski po tańszego fryzjera. To pokazuje siłę polskiej pracy i przedsiębiorczości, ale zarazem przypomina, iż graniczne miejscowości nie mogą być traktowane jak bufor dla cudzych problemów kosztowych.
Interes mieszkańców przed cudzą wygodą
Najrozsądniejsza odpowiedź nie polega na administracyjnym biciu w klientów z zagranicy. Potrzebna jest trzeźwa ochrona lokalnego bezpieczeństwa dostaw. Limity na tankowanie do kanistrów, lepsza kontrola przewozu paliwa przez granicę i bieżąca kooperacja służb mogą być narzędziami, jeżeli sytuacja zaczyna uderzać w mieszkańców.
Polska prawica powinna patrzeć na tę sprawę bez kompleksów. Tańsze paliwo przyciąga Niemców, bo polski rynek potrafi być dla nich korzystniejszy. Dobrze. Ale interes mieszkańca Świnoujścia jest pierwszy. Gospodarka ma służyć polskiej wspólnocie, a nie zamieniać przygraniczne miasto w zaplecze rabatowe dla sąsiadów. Wolny rynek ma sens wtedy, gdy państwo pilnuje porządku, a nie wtedy, gdy lokalna społeczność zostaje sama z kolejką do dystrybutora.
Źródło: WP Wiadomości, WP Finanse, e-petrol.pl.
Źródło: WP Wiadomości















