Prokuratura bada sprawę użycia karetki szpitala w Knurowie do przewozu członka rodziny posłanki KO Krystyny Szumilas. Pojazd miał być prowadzony bez stosownych uprawnień przez dyrektora szpitala ds. administracyjnych. Posłanka wydała oświadczenie, wskazując, iż ambulansem została przewieziona jej matka. "Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" - zapewniła.
"Nie robię takich rzeczy". Posłanka KO Krystyna Szumilas tłumaczy po aferze z karetką

Sprawę opisał portal Zero.pl, który podał, iż w kwietniu 2025 roku działacz KO i dyrektor ds. administracyjnych szpitala w Knurowie wykorzystał publiczny ambulans do przewiezienia osoby z bliskiej rodziny posłanki Krystyny Szumilas. Zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód Mariusz Dulba potwierdził w piątek, iż śledztwo, które ma wyjaśnić wszelkie okoliczności zdarzenia z 11 kwietnia 2025 roku zostało wszczęte 11 lutego br., po zawiadomieniu złożonym przez szpital.
- Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez dyrektora ds. administracyjnych Zespołu Szpitali Powiatu Gliwickiego, a dokładniej szpitala w Knurowie, które miało polegać na wykonywaniu transportu medycznego osoby w podeszłym wieku i w stanie osłabienia przez tegoż dyrektora, bez wymaganych uprawnień do kierowania karetką, bez kwalifikacji medycznych i bez asysty zespołu medycznego, przy jednoczesnym wadliwym ułożeniu i zabezpieczeniu pacjentki – opisał prokurator. Jak wyjaśnił, w postępowaniu będzie badane czy doszło do narażenia pacjentki na niebezpieczeństwo oraz działania na szkodę interesu publicznego.
Afera z karetką. Krystyna Szumilas tłumaczy
W rozmowie z Zero.pl Krystyna Szumilas przyznała, iż o śledztwie prowadzonym przez prokuraturę dowiedziała się od dziennikarzy. W publikacji portalu wspomniano, iż posłanka KO "kilka razy zmieniała wersję, po tym, gdy dowiadywała się, iż znamy odpowiedzi na część zadanych pytań".
Szumilas przekazała, iż lekarz ze szpitala w Knurowie, którego nazwiska nie pamięta, był na wizycie domowej u bliskiej jej osoby. Posłanka nie zdradziła jednak w rozmowie z portalem, o kogo z jej rodziny chodziło. Dodała, iż nie wie, dlaczego dyrektor ds. administracyjnych szpitala pojawił się na wizycie wraz z lekarzem.
ZOBACZ: Zabieg bez kolejki dla syna senatora KO? "Wiele nieprawdziwych informacji"
Posłanka odniosła się później do sprawy także w mediach społecznościowych, ujawniając, iż osobą bliską, o której mowa, była jej matka. "W ubiegłym roku umarła moja 93-letnia mama. Niemal do ostatnich chwil była pod opieką rodziny. Tuż przed śmiercią jej stan uległ znacznemu pogorszeniu" - napisała na Facebooku. Podkreśliła, iż lekarz, który był na wizycie domowej powiedział, iż kobiecie można pomóc jedynie w szpitalu.
"Wraz z lekarzem na miejscu był Kamil Krzysiński. Nie pamiętam, który z panów powiedział, iż zapewnią mamie transport. Nie zastanawiałam się nad tym, bo przysługiwał on mojej mamie bezpłatnie z uwagi na jej wiek. Mama została przetransportowana do szpitala sama, ja pojechałam swoim samochodem. Nie weryfikowałam uprawnień kierowcy do prowadzenia ambulansu. Mama umierała, więc nie zastanawiałam się nad tym" - napisała Szumilas.
Krystyna Szumilas: Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom
Posłanka przekazała, iż według jej wiedzy Kamil Krzysiński "pracował bądź przez cały czas pracuje jako dyrektor ds. administracyjnych w szpitalu w Knurowie". Przyznała, iż zna go, bo spotykali się m.in. na posiedzeniach rady powiatu gliwickiego. Zaznaczyła jednak, iż nie widują się prywatnie. "Jeśli jest działaczem Platformy Obywatelskiej, to nie w moim kole, ani powiecie gliwickim" - zaznaczyła.
ZOBACZ: Tyle pieniędzy brakuje w służbie zdrowia. Minister odsłoniła karty
"Jestem pewna, iż jeżeli prokuratura stwierdzi, iż doszło do nieprawidłowości, to na pewno będzie w tej sprawie działała. Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" - zakończyła swój wpis.
Prokuratura zwróciła się o przesłanie dokumentacji medycznej pacjentki, informacji o jej transporcie do szpitala, dokumentacji pracowniczej dyrektora, a także innych dokumentów, związanych z użytkowaniem tego konkretnego ambulansu. - Na obecną chwilę wiem, iż te materiały spłynęły lub mają lada chwila spłynąć i będą analizowane – dodał prok. Dulba.
Jak opisał portal Zero.pl, ze złożonego zawiadomienia wynika, iż dyrektor miał zabrać aparat EKG ze szpitala, wsiąść z tym sprzętem do karetki odjechać nią, nie informując personelu medycznego, a po pewnym czasie wrócić z pacjentką oraz dwoma członkami jej rodziny.
ZOBACZ: Utonął podczas chrztu w basenie. Zarzuty usłyszała pastorka
Portal podał, iż zawiadomienie do gliwickiej prokuratury złożył na początku br. w imieniu placówki Tomasz Broda, do niedawna prezes zarządu szpitala w Knurowie, a w tej chwili szef szpitala św. Józefa w Mikołowie. Przekazał on śledczym nagranie wideo wykonane telefonem komórkowym przez pielęgniarkę pełniącą dyżur w izbie przyjęć. Przedstawia ono karetkę oraz niewłaściwe ułożenie pacjentki. Były szef szpitala dołączył również zeznania świadków (dwóch pielęgniarek i lekarki) oraz dokumentację medyczną z izby przyjęć – napisał Zero.pl.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


















