Odejdźmy już jednak od tych szkolnych metafor, bo dla Pałacu Prezydenckiego robocza wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w USA była bardzo ważnym i doniosłym wydarzeniem. Udział głowy państwa w konferencji ruchu konserwatystów CPAC w Dallas był przedstawiany jako sukces, Nawrocki miał być na miejscu przywitany niczym gwiazda i jedna z ostatnich nadziei Europy na normalność.
Nie było Trumpa, nie było Rubio...
I faktycznie, patrząc na listę obecnych na prawicowym zlocie w Teksasie, nazwisko polskiego prezydenta mogło wyglądać na niej imponująco. Zwłaszcza jeżeli prześledzimy listę nieobecnych.
Spotkania CPAC nie zaszczycili swoją obecnością bowiem najważniejsi w tej chwili politycy republikańscy w USA. Nie było Donalda Trumpa, nie było Marco Rubio, nie było J.D. Vance'a. Był próbujący usprawiedliwić ich nieobecność obowiązkami wojennymi ojciec chrzestny ruchu MAGA Steve Bannon, który prosił, by jak najmniej rozmawiać o szykujących się wyborach połówkowych. Tak, tych, które Republikanie mogą sromotnie przegrać, bo ich prezydent bije rekordy niepopularności.
Symboliczny był też moment, w którym szef CPAC Matt Schlapp zapytał tłum, czy chce usłyszeć przesłuchania w sprawie impeachmentu, licząc na chóralne "NIE!". Tłum chyba nie zrozumiał o co chodzi i odpowiedział owacjami. Schlapp musiał wtedy ich poprawiać i tłumaczyć jaka jest prawidłowa reakcja na jego zakrzyk.
Nawrocki na zlocie przeciwników NATO
Ten przykład bardzo wyraziście pokazuje, do kogo w sobotę przemawiał na CPAC Karol Nawrocki. Fani Donalda Trumpa z ruchu MAGA przesiąknęli jego antynatowską retoryką i niektórzy wprost mówili o tym, iż Stany Zjednoczone powinny z sojuszu się wypisać.
Znakomicie pokazał to Marek Wałkuski z Polskiego Radia, który nagrywał uczestników konferencji zarówno przed wystąpieniem Karola Nawrockiego ("Nigdy nie lubiłam NATO. Szczególnie od czasu upadku Związku Radzieckiego. Jaki jest sens istnienia NATO?") jak i po nim ("NATO nie jest dobre. Nie zgadzam się z NATO. Kocham Polskę, ale USA powinny być jak najdalej NATO").
Jedno trzeba Karolowi Nawrockiemu oddać - w swoim wystąpieniu bardzo wyraźnie postawił granicę między dobrem a złem. Prezydent miał bardzo antyrosyjskie wystąpienie. – To reżim, który najeżdża sąsiadów, niszczy miasta i uważa, iż siła daje mu prawo do dominacji nad innymi. I dziś ten sam reżim próbuje wmówić światu, iż to właśnie on jest obrońcą tradycyjnych wartości. To kłamstwo – mówił w Dallas prezydent.
Problem w tym, iż podobnie jak z Orbanem, z uczestnikami CPAC rozmowa o tym, jakim złem jest Rosja, przypomina prowadzenie dysputy z szafą, do której śpiewał słynny trener II klasy Wacław Jarząbek. Dzień po tym jak polski prezydent rozmawiał z Viktorem Orbánem, Węgry odcięły Ukrainie dostawy gazu. A w trakcie wizyty Nawrockiego w USA Biały Dom zastanawiał się, czy mógłby nie przekazać Ukrainie zamówionych przez NATO pocisków do obrony powietrznej i skierować je na Bliski Wschód.
Obecni na CPAC polscy dziennikarze pokazali też, iż Karol Nawrocki nie okazał się pierwszoplanową postacią konferencji. Na filmie opublikowanym przez korespondenta Faktów TVN Marcina Wronę widać, iż tuż przed wystąpieniem polskiego prezydenta ludzie z tylnych rzędów w pośpiechu proszeni byli o zajmowanie frontowych miejsc, żeby przemowa lepiej wyglądała w obrazku. Oczywiście w przekazach TV Republika wszystko wyglądało tak, jakby CPAC przebiła tegoroczną galę rozdania Oscarów. Ale uwierzyli w to chyba tylko płonący entuzjazmem Michał Rachoń i kaleczący język angielski ze sceny Tomasz Sakiewicz.
Pytania o sens takiej wizyty
Zastanawiam się zatem, po co Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej poświęca kilka dni swojej aktywności na to, by pojechać na marginalną imprezę wypełnioną miłośnikami Rosji i przeciwnikami NATO. Przecież pomimo tego, iż jest to wizyta robocza, to wciąż reprezentuje on na niej Polskę, kraj stający się potęgą w Europie, będący w szczytowym momencie rozwojowym swojej najnowszej historii, z wypracowanym dzięki uporowi ludzi wysokim wskaźnikiem wzrostu gospodarczego i rozbudowującą się do potężnych rozmiarów armią.
Czy warto stawiać na szali nasz prestiż po to, by dostać oklaski od grupy kolorowych kowbojów, którzy zaraz potem opowiedzą, iż wolą Rosję od wieloletniego sojuszu z Polską?









