Włoska Modena stała się kolejną ofiarą stręczonego przez Brukselę i Berlin „ubogacenia kulturowego”. W sobotę 31-letni mężczyzna pochodzący z rodziny marokańskich imigrantów rozpędzonym samochodem wjechał w tłum przechodniów, a następnie wysiadł z auta i zaczął atakować ludzi nożem. Rannych zostało osiem osób, w tym obywatelka Polski. Według włoskich mediów część ofiar odniosła potworne obrażenia — dwie osoby przeszły amputacje, a stan Polki określany jest jako bardzo ciężki.
Nachodźca zaatakował w Modenie. Sprawca masakrował przechodniów niczym oszalały i został obezwładniony dopiero dzięki interwencji cywilów, którzy zaryzykowali własnym życiem, by go zatrzymać. Włoskie media podkreślają, iż mężczyzna był obywatelem Włoch, ale pochodził z rodziny migrantów z Maroka.
To kolejny przypadek, który brutalnie zderza europejską propagandę „udanej integracji” z rzeczywistością ulic zachodnich miast. Przez lata unijni politycy i ideologowie przekonywali społeczeństwa, iż masowa migracja z Afryki i Bliskiego Wschodu jest nie tylko moralnym obowiązkiem, ale wręcz szansą cywilizacyjną dla Europy. Każdy głos sprzeciwu wobec niekontrolowanego napływu ludzi z całkowicie odmiennych kręgów kulturowych był wyśmiewany lub stygmatyzowany jako „ksenofobia”.
Co więcej, wskazywano, iż problemy istnieją jedynie z nowymi nachodźcami, a nie tymi zasiedziałymi z drugiego i trzeciego pokolenia imigrantów. Przypadek Modeny pokazuje coś wręcz odwrotnego – muzułmanie mieszkający w europejskim kraju choćby od dziesiątek lat nie asymilują się i wręcz dorastają w atmosferze nienawiści do naszej kultury i stylu życia, co we właściwym momencie prowadzi do wybuchu agresji.
Efekty unijnej i żydowskiej polityki podmiany białego człowieka dzikimi ludami z Afryki i Azji są dziś widoczne gołym okiem. Francja, Belgia, Szwecja, Niemcy czy Włochy regularnie mierzą się z falami brutalnej przestępczości, zamachów, gangów i eksplozji przemocy ulicznej. W wielu miejscach państwo faktycznie utraciło monopol na bezpieczeństwo. Coraz częściej słyszymy o „młodych mężczyznach znanych policji”, o „problemach psychiatrycznych”, o „trudnym procesie integracji” — podczas gdy społeczeństwa Zachodu doskonale widzą powtarzający się schemat.
Integracja w wydaniu unijnym to czysta fikcja. Nie wystarczy rozdanie paszportu czy świadczeń socjalnych, by stworzyć wspólnotę cywilizacyjną. jeżeli przybysze pochodzą z kultur diametralnie różnych od europejskiej i nie mają realnej potrzeby asymilacji, powstają równoległe społeczeństwa, getta oraz środowiska wrogie wobec kraju gospodarza. W wielu zachodnich miastach policja i służby od lat alarmują o radykalizacji, przemocy i narastającej agresji. Jednak establishment polityczny często bardziej obawia się oskarżeń o „nietolerancję” niż rzeczywistych konsekwencji własnej polityki.
Atak w Modenie wpisuje się właśnie w ten szerszy kryzys Europy. Ofiarami są zwykli ludzie — przypadkowi przechodnie, turyści, rodziny, które płacą za krótkowzrocznosś i lewicowy dogmatyzm zwariowanych elit. Wśród nich znalazła się również Polka, która ciężko ucierpiała w kraju należącym do Unii Europejskiej, czyli wspólnoty mającej rzekomo gwarantować wszystkim bezpieczeństwo i stabilność.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, iż mimo kolejnych tragedii europejskie elity wciąż nie wyciągają wniosków. Zamiast realnej debaty o granicach migracji, asymilacji i bezpieczeństwie, społeczeństwom oferuje się moralizowanie oraz powtarzanie sloganów o „otwartości” i „różnorodności”. Tymczasem dla coraz większej liczby Europejczyków nie są to już abstrakcyjne hasła ideologiczne, ale kwestia codziennego bezpieczeństwa na ulicach. Niestety, wszystko wskazuje, iż elity nic z tym nie zrobią, bo taki jest ich plan – spadek bezpieczeństwa im odpowiada, bo pozwala na dalszą rozbudowę aparatu kontroli. i terroru.
Polecamy również: „Zielone pogrzeby”, czyli kolejna głupia moda z Zachodu










