Na granicy stratosfery

polska-zbrojna.pl 3 hours ago

Ponad 7 tys. metrów nad ziemią – z takiej wysokości żołnierze z 6 Brygady Powietrznodesantowej opuszczają pokład samolotu, by przez kilkanaście, a nierzadko kilkadziesiąt minut dryfować pod czaszą. – Przeloty z tlenem dają największą satysfakcję, bo w wojskowym spadochroniarstwie nie ma już nic bardziej wymagającego – mówi instruktor spadochronowy z 6 BPD.

– Mój pierwszy skok? Pustynia Błędowska. 2020 rok. Od tamtego czasu dużo się zmieniło. Lista wyrzeczeń jest długa. Jest dużo wyjazdów, dużo szkoleń, ale też wielu znakomitych ludzi, których spotyka się po drodze – wspomina st. kpr. „Kapo” (nazwisk nie podajemy ze względu na specyfikę wykonywanych zadań), dowódca drużyny pathfinderów z 6 Brygady Powietrznodesantowej. Od początku wiedział, iż chce trafić właśnie tu. Nie udało się od razu. Najpierw służył w innej kompanii, ale po kilku miesiącach przeniósł się i rozpoczął wieloletni proces szkolenia, który krok po kroku miał doprowadzić go do najbardziej wymagających skoków spadochronowych. – Droga do pierwszego skoku z wysokości powyżej 4 tys. metrów (HALO/HAHO – skoki z bardzo dużych wysokości) jest podzielona na wiele takich etapów. Każdy trzeba zaliczyć. Najpierw zaczynamy od spadochronów desantowych podstawowych tzw. grupy A, później przechodzimy przez kolejny spadochron, tym razem szybujący tzw. grupy B, i dopiero po minimum 30 wykonanych skokach możemy rozpocząć szkolenie Military Free Fall na spadochronach grupy C – tłumaczy „Kapo”.

Po kolejnych kilkudziesięciu przychodzi czas na loty wysokościowe z użyciem aparatury tlenowej. Wcześniej jednak żołnierz musi przejść wieloetapową selekcję, kursy oraz badania w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej (WIML). W komorach niskich ciśnień lekarze sprawdzają reakcję organizmu na warunki panujące na wysokości choćby 10 tys. metrów: niedotlenienie, spadek koncentracji i zdolność logicznego myślenia pod presją.

REKLAMA

W szeregach plutonu Pathfinder, działającego w strukturach 6 Batalionu Dowodzenia, służy kilkudziesięciu żołnierzy. Żeby dostać się do niego, nie wystarczy dobrze skakać. – Szukamy ludzi gotowych podjąć wyzwanie i przejść trudny proces kwalifikacji. To m.in. długotrwały marsz survivalowy na orientację, badania psychologiczne i egzaminy sprawnościowe – tłumaczy por. Magdalena Trzebińska-Gawin, oficer prasowy 6 Brygady Powietrznodesantowej.

Historia plutonu Pathfinder w 6 Batalionie Dowodzenia zaczęła się od potrzeby rozwinięcia nowych zdolności powietrznodesantowych. – Od 2010 roku zaczęliśmy budować kompetencje, które pozwalały wykonywać skoki z dużych wysokości. Najpierw były badania w WIML-u, później zdobywanie wiedzy i sprzętu od jednostek specjalnych, takich jak GROM czy Jednostka Wojskowa Komandosów. Krok po kroku tworzyliśmy własne procedury i budowaliśmy zespół ludzi gotowych do działań na poziomie międzynarodowym – dodaje instruktor.

Dziś pathfinderzy są gotowi do wykonywania skoków HALO/HAHO z wysokości choćby 10 tys. metrów. Ich zadaniem jest przygotowanie zrzutowisk i rozpoznanie terenu jeszcze przed desantem sił głównych. Działają skrycie, najczęściej nocą. To oni jako pierwsi pojawiają się w rejonie operacji i zabezpieczają miejsce dla kolejnych pododdziałów.

– Proces szkolenia chłopaków z grupy pathfinderów jest długi, mozolny i bardzo wymagający. To nie jest praca dla jednej osoby – poświęcić musi się cały zespół – przyznaje szef Zespołu Spadochronowo-Desantowego w 6 Batalionie Dowodzenia. I dodaje, iż umiejętności pathfinderów mogą być wykorzystywane także poza typowym polem walki – w sytuacjach kryzysowych, katastrofach czy zdarzeniach wymagających szybkiego dotarcia do trudno dostępnego terenu. Tam, gdzie zawodzi standardowa logistyka, a liczy się czas.

Tysiące metrów nad ziemią

– Strach zawsze jest. Wydaje mi się, iż nie ma ludzi, którzy się nie boją takich skoków – zwłaszcza wysokich, wykonywanych w pełnym oporządzeniu taktycznym – przyznaje „Kapo”. Zaznacza, iż po to właśnie są szkolenia, procedury i setki godzin przygotowań, by mimo tego stresu działać skutecznie i bezpiecznie.

HALO/HAHO to skoki z wysokości 7–10 tys. metrów. W praktyce oznacza to warunki, które przypominają granicę stratosfery. Temperatura może spadać do minus 50 st. C, a bez aparatury tlenowej organizm bardzo gwałtownie traci wydolność. Dlatego powyżej 4 tys. metrów każdy skoczek musi korzystać z tlenu, a cały system przygotowania obejmuje nie tylko spadochron, ale także maski, butle i procedury awaryjne. – Przygotowanie do skoku z tlenem jest zdecydowanie dłuższe i bardziej złożone niż w przypadku innych skoków. Jest więcej elementów ryzykownych, które mogą pójść nie tak, dlatego ogromny nacisk kładzie się na przygotowanie naziemne i bardzo dokładne sprawdzenie sprzętu – mówi instruktor Zespołu Zabezpieczenia Spadochronowo-Desantowego.

W praktyce jeden skok poprzedza 10–12 godzin pracy. Każdy wymaga innego przygotowania. Czasem trzeba być gotowym na dzień lub dwa bytowania w terenie. Z całym ciężarem na plecach. – Ostatnio miałem na sobie około 60 kg sprzętu. Po lądowaniu bierzesz to wszystko na plecy i po prostu idziesz dalej – wspomina „Kapo”, dowódca drużyny. Skoczek zabiera ze sobą nie tylko spadochron, ale także wyposażenie nawigacyjne oraz amunicję – wszystko waży choćby 140 kg. – Ćwiczymy dokładnie tak, jakbyśmy mieli walczyć. Nie mamy tutaj żadnej taryfy ulgowej ani ziemi wyłożonej poduszkami. Wszystko odbywa się w możliwie najbardziej realnych warunkach bojowych – od przygotowania sprzętu i ubierania się, przez przelot, aż po działania już w rejonie ćwiczeń – przyznaje szef zespołu spadochronowego. Dlatego do takich skoków dopuszczani są wyłącznie najlepiej przygotowani żołnierze. – Świeżo wyszkoleni mają zwykle około stu skoków i dopiero wtedy są gotowi do wykonywania takich zadań.

– Skoki HAHO/HALO pozwalają działać dyskretnie i skutecznie. Dzięki nim samolot może przelecieć niezauważony, a żołnierze są w stanie dotrzeć do celu bez wykrycia, czyli znaleźć się w miejscu, w którym przeciwnik się nas nie spodziewa – tłumaczy instruktor spadochronowy z 6 Batalionu Dowodzenia i przyznaje, iż największym wyzwaniem są skoki HAHO, podczas których przez długi czas trzeba szybować pod czaszą spadochronu. – One są bardzo męczące. Jest zimno i niewygodnie. Ale jeżeli wszystko się uda, satysfakcja jest ogromna. Te przeloty z tlenem w ogóle dają największą satysfakcję, bo tak naprawdę w wojskowym spadochroniarstwie nie ma już nic bardziej wymagającego – dodaje.

Ramię w ramię z sojusznikami

– To profesjonaliści, najlepsi w swojej dziedzinie. Niezależnie od tego, czy obok stoją polscy żołnierze, Amerykanie, Brytyjczycy, czy spadochroniarze z innych państw NATO – słyszymy od instruktorów plutonu Pathfinder, którzy niedawno wrócili z Bornholmu. Duńska wyspa była jednym z miejsc ćwiczeń NATO „Baltic Shield ‘26”, podczas których żołnierze z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego ćwiczyli działania desantowe, powietrznodesantowe i obronne na Bałtyku. – Warunki były wymagające. Bornholm – choć niewielki – okazał się trudnym miejscem działania. Mało zróżnicowany teren i ograniczona przestrzeń sprawiały, iż każdy ruch trzeba było dokładnie planować – opowiada „Kapo”. Jak dodaje, podczas samego skoku emocje schodzą na dalszy plan: – Przy takich wysokich skokach zostaje przede wszystkim skupienie na zadaniu i na tym, żeby wszystko wykonać sprawnie i bezpiecznie.

Jednym z elementów ćwiczeń był nocny desant pathfinderów z 6 Brygady Powietrznodesantowej. Część żołnierzy wykonała skok z wysokości 4 tys. metrów, druga grupa z ponad 7 tys. z użyciem aparatury tlenowej. Każde międzynarodowe ćwiczenia rozpoczynają się zresztą podobnie – ciszę przecina huk samolotu, a chwilę później w powietrzu pojawiają się pathfinderzy. – To zawsze robi wielkie wrażenie – nie tylko ze względu na widowiskowe skoki, ale przede wszystkim profesjonalizm i sposób współpracy żołnierzy – mówi por. Magdalena Trzebińska-Gawin, oficer prasowy 6 Brygady.

HALO i HAHO to nie tylko efektowne skoki. Każdy element, od sprawdzenia sprzętu do otwarcia czaszy, trzeba wykonać z maksymalną precyzją. Najmniejszy błąd może wpłynąć na powodzenie całej operacji.

Natalia Witkiewicz
Read Entire Article