Od lat przekonuje się nas, iż imigranci z „trzeciego świata” są potrzebni dla europejskiej gospodarki. Ten propagandowy mit właśnie upadł. Duński poseł Mikkel Bjørn z Dansk Folkeparti zwrócił uwagę na wyliczenia dotyczące wpływu imigracji na finanse publiczne. Dane, o które wystąpił do duńskiego Ministerstwa Finansów, pokazują znaczące różnice między poszczególnymi grupami pochodzenia.
Muzułmańscy imigranci niszczą Danię. Wdług ujawnionych danych, szczególnie wysokie ujemne saldo odnotowano wśród imigrantów i potomków osób pochodzących z państw Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej oraz Turcji, określanych w duńskich statystykach jako grupa MENAPT.
Według odpowiedzi Ministerstwa Finansów, łączny ujemny wkład finansowy imigrantów i potomków z państw MENAPT wynosi 33,6 mld koron duńskich rocznie, czyli około 19,35 mld zł. Średnio jeden imigrant z tej grupy oznacza dla finansów publicznych koszt netto około 102 tys. koron rocznie, co odpowiada około 58,8 tys. zł. W przypadku potomków wynik pozostało wyższy – 151 tys. koron, czyli około 87 tys. zł na osobę rocznie.
Dane dotyczą wyliczeń dla 2019 roku, ale wartości zostały przeliczone na poziom cen z 2026 roku. Sam resort podkreśla również, iż zmiany w strukturze imigracji oraz sytuacji imigrantów na rynku pracy po 2019 roku powodują, iż wyników tych nie należy traktować jako prognozy kosztów imigracji w 2026 roku.
Największe różnice widać po rozbiciu danych na poszczególne kraje pochodzenia. W przypadku osób pochodzących z Somalii średni ujemny wkład imigranta wynosi około 180 tys. koron rocznie, natomiast w przypadku potomka – aż 224 tys. koron. To odpowiednio około 103,7 tys. i 129 tys. zł. Łączny koszt netto obu grup wynosi ponad 4,2 mld koron, czyli około 2,4 mld zł. Dane te opublikował również Mikkel Bjørn.
W przypadku Syrii ujemny bilans wynosi 164 tys. koron na imigranta i 198 tys. koron na potomka. Łącznie grupa ta generuje około 7,2 mld koron ujemnego salda, czyli ponad 4,1 mld zł.

Jeszcze bardziej zwraca uwagę sytuacja osób pochodzących z Iraku. Średni koszt netto imigranta wynosi około 125 tys. koron, podczas gdy wśród potomków sięga 210 tys. koron. Łączne ujemne saldo dla tej grupy wynosi około 5,1 mld koron, czyli blisko 3 mld zł. W przypadku Libanu wartości wynoszą odpowiednio 141 tys. i 190 tys. koron na osobę. Łączny koszt netto to około 4,5 mld koron, czyli około 2,6 mld zł.
Wysokie ujemne saldo występuje także w przypadku Turcji. Choć średni koszt przypadający na pojedynczego imigranta jest niższy niż w przypadku Somalii, Syrii czy Iraku, ogromna liczebność tej grupy sprawia, iż łączny koszt sięga około 4,3 mld koron.
Jednym z najbardziej interesujących elementów przedstawionych danych jest różnica między imigrantami a ich potomkami. W wielu przypadkach można by oczekiwać, iż osoby urodzone już w Danii, wychowane w duńskim systemie edukacji i znające język oraz realia miejscowego rynku pracy będą stopniowo zbliżały się pod względem ekonomicznym do reszty społeczeństwa.
Tymczasem przedstawione przez Ministerstwo Finansów dane pokazują, iż w badanym zestawieniu przeciętny potomek z grupy MENAPT ma jeszcze bardziej ujemny bilans niż przeciętny imigrant. Średnia wynosi 151 tys. koron kosztu netto rocznie w przypadku potomków wobec 102 tys. koron w przypadku imigrantów.
Różnica jest szczególnie wyraźna w niektórych grupach. Dla Iraku jest to 125 tys. koron wobec 210 tys., dla Somalii 180 tys. wobec 224 tys., a dla Libanu 141 tys. wobec około 190 tys. koron. W przypadku Syrii wartości wynoszą 164 tys. i 198 tys. koron.
Nie oznacza to jednak, iż każda osoba należąca do tych grup generuje taki koszt. Ministerstwo wylicza średnią dla całej grupy, obejmującą osoby znajdujące się w różnym wieku, o różnym poziomie aktywności zawodowej i różnym statusie pobytowym. Na wynik wpływają między innymi podatki płacone przez poszczególne osoby oraz korzystanie z transferów i usług publicznych.
Duńskie Ministerstwo Finansów nie traktuje „kosztu imigranta” jako jednej konkretnej wypłaty z budżetu. Chodzi o bilans wszystkich przypisanych danej osobie dochodów i wydatków sektora publicznego.
Po stronie dochodów znajdują się między innymi podatki i składki. Po stronie wydatków – świadczenia społeczne oraz przypisana część kosztów usług publicznych, takich jak edukacja, ochrona zdrowia czy inne świadczenia finansowane przez państwo.
Resort wykorzystuje w tym celu szczegółowe dane rejestrowe. Tam, gdzie konkretnego wydatku nie można bezpośrednio przypisać określonej osobie, stosowane są odpowiednie klucze podziału. Ministerstwo zaznacza jednocześnie, iż przy indywidualnych wynikach istnieje pewien margines niepewności.
Dlatego określenie „koszt 180 tys. koron” należy rozumieć jako średni roczny bilans netto przypisany osobom z danej kategorii, a nie jako kwotę, którą państwo przelewa konkretnej osobie. Z perspektywy całych finansów publicznych najważniejsza jest jednak nie pojedyncza kwota, ale suma.
Według najnowszej odpowiedzi Ministerstwa Finansów grupa MENAPT liczyła w analizowanym zestawieniu około 173,8 tys. imigrantów oraz 105,3 tys. potomków. Ich średni ujemny wkład wynosił odpowiednio 102 tys. i 151 tys. koron. Po zsumowaniu daje to około 17,8 mld koron ujemnego salda w przypadku imigrantów oraz 15,9 mld koron w przypadku potomków. Łącznie jest to około 33,6 mld koron, czyli około 19,35 mld zł.
Największe łączne obciążenia przypadają na kilka grup. W przypadku Syrii jest to około 7,2 mld koron, Iraku – 5,1 mld, Libanu – 4,5 mld, Turcji – 4,3 mld, a Somalii – 4,2 mld koron.
Warto przy tym zauważyć, iż wysokość łącznego kosztu zależy nie tylko od sytuacji ekonomicznej danej grupy, ale także od jej liczebności. Dlatego kraj z niższym kosztem przypadającym na jedną osobę może generować większe łączne obciążenie niż znacznie mniejsza grupa o wyższym koszcie jednostkowym. Dane Ministerstwa Finansów pokazują również, dlaczego proste stwierdzenie, iż „imigracja kosztuje” albo „imigracja się opłaca”, może być mylące.
W oficjalnej analizie występują bardzo duże różnice pomiędzy poszczególnymi grupami pochodzenia. Wśród imigrantów z państw zachodnich bilans netto jest dodatni, podczas gdy grupy MENAPT wykazują znaczące ujemne saldo. W 2019 roku wszyscy imigranci i potomkowie w Danii razem odpowiadali za około 16 mld koron netto wydatku, ale grupa MENAPT odpowiadała za około 24 mld koron z tej kwoty.
Jednocześnie imigranci i potomkowie z państw zachodnich generowali dodatni wkład netto.
Publikacja danych przez Mikkela Bjørna wpisuje się w trwającą w Danii debatę o skutkach wieloletniej polityki migracyjnej lewicowych rządów. Poseł wykorzystuje je jako argument na rzecz tezy, iż problem nie ogranicza się do kosztów pierwszego pokolenia, ale może utrzymywać się także wśród kolejnych pokoleń.
Szczególnie istotna jest tutaj różnica między średnim wynikiem 102 tys. koron kosztu netto dla imigranta a 151 tys. koron dla potomka. Z punktu widzenia debaty publicznej podważa to prosty model, według którego koszty migracji automatycznie zmniejszają się wraz z kolejnymi pokoleniami.
Przedstawione wyliczenia pokazują bardzo wyraźną dysproporcję pomiędzy poszczególnymi grupami pochodzenia. W przypadku MENAPT duńskie państwo ma według tej metodologii do czynienia z dziesiątkami miliardów koron ujemnego bilansu rocznie, a w niektórych grupach koszt przypadający na potomków okazuje się wyższy niż w przypadku pierwszego pokolenia.
To właśnie ten ostatni wniosek stał się jednym z głównych argumentów Mikkela Bjørna: jeżeli celem polityki integracyjnej jest stopniowe zmniejszanie obciążenia finansów publicznych w kolejnych pokoleniach, przedstawione dane nie pokazują takiego procesu w grupie MENAPT. W skrócie – imigracja z półdzikich państw muzułmańskich nie opłaca się i to nie tylko jeżeli chodzi o bezpieczeństwo na ulicach ale po prostu – finansowo.
Polecamy również: „Osoba rektorska” i obowiązkowe szkolenia gender na uczelniach















