Zadanie skutecznego zarządzania wrażeniem w komunikowaniu politycznym w celu utrzymania popularności na stabilnym poziomie jest niezywkle złożone i z dekady na dekadę może się wydawać trudniejsze do osiągnięcia. Dzieje się tak choćby ze względu na rosnące problemy w sferze komunikacji na linii polityk-wyborca, działania mediów i konkurentów politycznych, a także piętrzące się oczekiwania elektoratu. Jak wyjaśnia[1] Stefanie Molthagen-Schnöring[2]w wywiadzie[3] przeprowadzonym na potrzeby niniejszej rozprawy:
Przede wszystkim politycy i dziedzina, którą się zajmują, stracili zaufanie publiczne poprzez oderwanie środowiska politycznego od świata zwykłych ludzi. (…) Większość społeczeństwa nie ma żadnego bezpośredniego kontaktu z politykami. Poza tym w ostatnich latach miało miejsce wiele skandali nagłaśnianych przez media. (…) Społeczeństwo nie wierzy już politykom, jeżeli ci ostatni biorą narkotyki lub są oskarżani o molestowanie seksualne. Nawet, jeżeli ludzie sami nie postępują moralnie, chcieliby, aby inni przyjmowali przyzwoitą postawę w tym względzie. I ostatnia sprawa, ale nie mniej ważna: ludzie są zawiedzeni przede wszystkim dlatego, iż obietnice składane podczas kampanii wyborczych nie są dotrzymywane[4].
Powołując się na słowa[5] Seána Kelly[6], ogólne wrażenie, iż dany polityk jest godny zaufania, jest często jedynym czynnikiem decydującym o oddaniu głosu na wybranego kandydata:
Jeśli dana osoba, tak jak ja, chce być ponownie wybrana, musi się liczyć z tym, iż gdy ludzie jej nie znają, bądź nie podoba im się jej dotychczasowa praca, nie zagłosują na nią ponownie. Tak więc oczywiście zgadzam się, iż popularność i akceptacja społeczna to ważne czynniki (…), ponieważ wielu kandydatów nie ma żadnego osobistego kontaktu z wyborcami. Elektorat będzie musiał się więc zadowolić jedynie ogólnym wrażeniem odnośnie wizerunku danego polityka i jeżeli będzie ono pozytywne – kandydat będzie miał szansę na zdobycie głosu, ale jeżeli nie – pożegna się z tą szansą[7].
Tendencje widoczne na scenie politycznej w państwach anglosaskich w negatywny sposób opisał[8] Dhananjayan Sriskandarajah[9]:
Wydaje mi się, iż jest pewna cecha wspólna świata anglosaskiego: Ameryki, Australii, a choćby Wielkiej Brytanii, uwypuklająca się szczególnie w ostatnich kilku dekadach. Spowodowała ona, iż znaleźliśmy się w bardzo niezdrowej przestrzeni, w której wizerunek ma znaczenie większe niż treść merytoryczna. A to, co nazywamy spinem po angielsku, stało się dominujące [w polityce – przyp. P.R.]. jeżeli weźmiemy na przykład kogoś takiego, jak David Cameron, to zobaczymy, iż on i jego sztab poświęcają dużo czasu w zbudowanie konkretnego wizerunku dla jego potrzeb. (…) Sądzę, iż jestem realistą, mówiąc, iż chcemy charyzmatycznych przywódców będących w stanie poprowadzić naród za sobą. Ale też potrzebujemy, żeby skupili się oni na merytorycznej, konkretnej polityce i prawdziwym zaangażowaniu w to, w co wierzą, a nie tylko na wizerunku, który chcą wykreować [10].
Nawet pomijając kwestie kultury zaufania oraz kultury nieufności[11], z powyższych wypowiedzi wynika jeden istotny fakt – komunikacja polityczna w państwach anglosaskich jest w dużym stopniu skupiona na kreowaniu image’u liderów w celu zbliżenia ich publicznych wizerunków do pewnego, ustalonego uprzednio ideału.
—
Opublikowany został fragment monografii pt. Model polityka popularnego w państwach anglosaskich
Autor: Paweł Rogaliński
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Liczba stron: 416
[1] Tłumaczenia z wersji angielskiej nie są dosłowne i częstokroć różnią się od wersji oryginalnej, by nadać kontekst i adekwatnszy sens danej wypowiedzi, ukierunkować przekaz a także uniknąć problemu nieprzetłumaczalności językowej. W związku z powyższym jedynie wersja angielska może być postrzegana jako adekwatna wypowiedź danego polityka, natomiast tłumaczenie polskie ma w tym przypadku charakter wyłącznie pomocniczy.
[2] Prof. Stefanie Molthagen-Schnöring – Ekspert w dziedzinie komunikacji i zaufania publicznego. Prowadzi wykłady w zakresie komunikacji biznesowej oraz pełni funkcję prodziekana na University of Applied Sciences (HTW) w Berlinie.
[3] Wywiad autora ze Stefanie Molthagen-Schnöring.
[4] First of all, politicians and politics have lost trust, because of alienation between people and politics. (…) Most of the population do not have any personal contact with politics or politicians anymore. Apart from that there have been many scandals in the last few years exploited by the media. (…) People do not believe politicians anymore if they take drugs or if they are accused of a sexual harassment. Even if people do not act morally themselves, they would like others to take a moral stance. And last but not least: people are disappointed because promises made during election campaigns have not been kept.
[5] Wywiad autora z Seánem Kelly.
[6] Seán Kelly – irlandzki polityk, deputowany do Parlamentu Europejskiego VII i VIII kadencji, członek Delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw stosunków ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Ukończył studia nauczycielskie na University College w Dublinie. Jest laureatem nagrody IAB Europe’s Award for Leadership and Excellence. Seán Kelly był też wymieniany jako jeden z możliwych kandydatów na urząd prezydenta Irlandii z ramienia partii Fine Gael w wyborach w 2011 roku.
[7] If you want to be re-elected, which I want to be, then if you are not known and if people do not like what you are doing, and the effort you are making to do it, then they won’t vote for you. So yes – I agree, popularity or public acceptance is a major factor especially at the European elections, because enough a lot of the candidates won’t have a personal relationships with the voters, so they will have just a general impression of them and if that is positive it’s a chance of getting a vote, but if it’s negative – you have no chance.
[8] Wywiad autora z Dhananjayanem Sriskandarajahem.
[9] Dr. Dhananjayan Sivaguru („Danny”) Sriskandarajah – sekretarz generalny światowej federacji skupiającej organizacje pozarządowe CIVICUS: World Alliance for Citizen Participation. Był także pierwszym niebrytyjskim (pochodzącym z Australii) dyrektorem generalnym Royal Commonwealth Society, 140-letniej organizacji pozarządowej z siedzibą w Londynie. Wychowany i wykształcony w Australii, ukończył University of Sydney i University of Oxford.
[10] I think there is something about the Anglo-Saxon world: America, Australia and even Britain, where especially in the last few decades we have ended up in a very unhealthy space, where image matters more than substance. And what we call spin in English, has become so dominant and if you take someone like David Cameron, you know, he and the people around him spend a lot of time building up a particular image for his needs (…) I suppose I am realistic to think that we want charismatic leaders who can carry the nation with them, but on the other hand we need them to be full of substance of real policy, of real commitment to the things they believe in, and not just the image they want to project.
[11] P. Sztompka, Socjologia, op. cit., s. 313.













