Tzw Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK) to organizacja, która od lat przedstawia się jako bezkompromisowy strażnik moralności publicznej i tropiciel „mowy nienawiści”. Aktualnie sama znalazła się pod lupą mediów i audyt nie jest zbyt dla jej szefów zbytnio pozytywny. Portal Zero.pl opublikował materiał dotyczący finansów fundacji przestępcy Rafała Gawła i podejrzanego Konrada Dulkowskiego, wskazując na poważne wątpliwości związane z przejrzystością ich działalności.
Według ustaleń dziennikarzy, fundacja OMZRiK miała zebrać miliony złotych z darowizn i internetowych zbiórek, jednocześnie przeznaczając jedynie niewielką część środków na cele statutowe. W materiale przywołano między innymi dane, według których w jednym z analizowanych lat na działalność statutową wydano zaledwie około 8% wpływów, za to wynagrodzenie prezesa okazało się wyższe niż wydatki na deklarowane cele organizacji. Cóż, najwyraźniej „walka z nienawiścią” to dziś wyjątkowo perspektywiczna branża.
Dziennikarze wskazują również, iż OMZRiK miał organizować kolejne zbiórki na procesy przeciw konkretnym politykom, mimo iż wcześniej środki na te same działania były już zbierane. To dość nowatorskie podejście do finansów — coś pomiędzy crowdfundingiem a perpetuum mobile.
Szczególne kontrowersje budzi także kwestia sprawozdań finansowych. Jak podano, od kilku lat organizacja nie publikuje ich w sposób łatwo dostępny dla opinii publicznej, choć sama regularnie domaga się pełnej „odpowiedzialności społecznej” od wszystkich wokół. Transparentność najwyraźniej działa tam według zasady: „jawność dla innych, dyskrecja dla nas”.
Dla czytelników portalu Magnapolonia.org nie jest to jednak żadne zaskoczenie. Od lat opisywaliśmy obrzydliwą działalność Gawła, wskazując na liczne kontrowersje i ideologiczne nagonki organizowane przeciwko prawicy, pod płaszczykiem „walki z ekstremizmem”. Sam Gaweł został prawomocnie skazany za oszustwa finansowe i uciekł z Polski do Norwegii, gdzie zaczął kreować się na prześladowanego Żyda i sodomitę. Historia niemal filmowa — zabrakło tylko muzyki z Hollywood i sceny slow motion na lotnisku z goniącym go Ziobrą albo innym Bąkiewiczem.
Od dawna zwracaliśmy również uwagę na działalność Konrada Dulkowskiego, który podejrzewany jest przez prokuraturę białostocką o oszustwa finansowe oraz na cały mechanizm funkcjonowania jaczejki OMZRiK. Model wydaje się prosty: publiczne oskarżenia, medialne nagonki, internetowe zbiórki, gadka-szmatka o sukcesach i walce z „faszyzmem”, a następnie kolejne apele o wsparcie finansowe w imię „obrony demokracji”. Problem zaczyna się, gdy ktoś pyta: gdzie dokładnie trafiają te pieniądze oraz o konkrety co do rzekomo wygranych spraw. Wtedy nagle atmosfera otwartości i tolerancji staje się zadziwiająco nerwowa.
Co ciekawe, organizacja chętnie pozywała swoich krytyków, jednak sama nie zawsze radziła sobie przed sądem tak dobrze, jak w mediach społecznościowych. Niedawno Ordo Iuris poinformowało o wygranej sprawie przeciw OMZRiK, gdzie sąd oddalił pozew fundacji dotyczący naruszenia dóbr osobistych. Z kolei z Dulkowskim wygrał Radosław Patlewicz, który obronił się przed fałszywymi oskarżeniami o rzekome zniesławianie szefa OMZRiK. w tej chwili toczy się kolejna odsłona tego procesu, w której oskarżonym jest Dulkowski. Grozi mu rok pozbawienia wolności.
Sprawa finansów fundacji Gawła i Dulkowskiego pokazuje szerszy problem współczesnych, lewicowych organizacji „aktywistycznych”, które bardzo chętnie ustawiają się w roli moralnych arbitrów, ale znacznie mniej chętnie odpowiadają na pytania o własne finanse, źródła utrzymania czy skuteczność działań. W praktyce coraz częściej przypomina to nie działalność społeczną, ale polityczno-medialny biznes oparty na emocjach, polaryzacji i niekończących się internetowych zbiórkach na walkę z wyolbrzymionym zagrożeniem „faszyzmem”.
Społeczeństwo ma pełne prawo oczekiwać, iż organizacja oskarżająca innych o ekstremizm, nienawiść, łamanie prawa i brak standardów sama będzie działała w sposób całkowicie przejrzysty, zwłaszcza jeżeli obraca milionami złotych pochodzącymi od darczyńców. No i kwestia zasadnicza – Gaweł i Dulkowski, którzy maja powazne problemy z przestrzeganiem prawa, nie mają żadnego mandatu moralnego by odgrywać rolę obrońców praworządności. Zwłaszcza Gaweł, który po prawomocnym wyroku więzienia, uciekł za granicę.
Polecamy również: UJ promuje prostytucję. Czy lewactwo panujące na uniwersytetach ma jakieś granice?











![Nowy rozdział w ZK Przytuły Stare. Kto zastąpił ustępującego dyrektora? [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/0_0_1973_1626_resize_2fb91fcea121094a7ff90b4c122bdc6e297026e0.jpg)