Między rygorem a rebelią

polska-zbrojna.pl 12 hours ago

„Dyscyplina w wojsku jest najważniejsza!” To zdanie było wypowiadane w wielu językach i wielu armiach, od kiedy ludzie zaczęli ze sobą wojować. Wódz, który potrafił utrzymać porządek i wysokie morale swych wojsk, mógł być pewniejszy zwycięstwa. Dyscyplina i bunty to naczelny temat najnowszego numeru kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”, ale nie jedyny. Nie mniej uwagi poświęciliśmy historii lotnictwa bombowego.

Aby utrzymać porządek i wysokie morale żołnierzy, tworzono regulaminy i kodeksy wojskowe, których paragrafy – w czasach, kiedy niewielu ludzi umiało czytać – powtarzano żołnierzom jak mantrę w każdej wolnej chwili. Tych, którzy odważyli się je złamać, poddawano karze przed całym oddziałem. Miało to wpływać odstraszająco na innych. A jednak mimo drakońskich kar nie było w dziejach takiej armii, w której nie dochodziłoby do przestępstw przeciw dyscyplinie: bunty, dezercje, maruderstwo i wiele innych plag dręczyło choćby wojska Juliusza Cezara czy Napoleona Bonapartego. Nie inaczej na przestrzeni dziejów było i w polskim wojsku. Dość przypomnieć rokosze żołnierzy, którym po wojnie nie wypłacono żołdu, co adekwatnie było regularną bolączką I Rzeczypospolitej. Tajemnica sukcesów jej największych wodzów, takich jak hetmani Jan Zamoyski, Jan Karol Chodkiewicz czy Stanisław Koniecpolski, leżała nie tylko w ich geniuszu militarnym, ale i w tym, iż za służbę żołnierzom płacili z własnej kiesy…

Cóż dopiero mówić o dyscyplinie wojskowej w II Rzeczypospolitej! Legiony Józefa Piłsudskiego składały się przede wszystkim z ochotników – świadomych swych celów i obowiązków, więc oddziały były karne. Ale i w nich nie brakowało „łazików” wszelkiej maści. A kiedy przyszło do poboru w odrodzonym po zaborach Wojsku Polskim, dopiero się zaczęło! Prawdziwymi „bohaterami” na wsiach byli dezerterzy i dekownicy, a w pierwszych miesiącach wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku tworzono oddziały zaporowe, by wyłapywały panikarzy uciekających z szeregów lub strzelały do nich. Kiedy jednak przekonano się, jak okrutny jest najeźdźca ze wschodu, kiedy chłopskim rekrutom obiecano reformę rolną, a niejeden z nich poczuł też wojskowe powołanie – sytuacja się poprawiła, a młoda armia zdała egzamin najważniejszy – obroniła niepodległość swej ojczyzny. Po wojnie z bolszewikami wojsko wróciło do garnizonów, by przejść na stopę pokojową, choć w państwie targanym kryzysami, niepokojami społecznymi i otoczonym nieprzyjaznymi, a rosnącymi w siłę sąsiadami trudno było myśleć o spokoju… W tym roku mija 100 lat od jednego z tragicznych i granicznych zarazem epizodów w historii przedwojennej Polski – przewrotu majowego z 1926 roku. Nagle okazało się, iż Wojsko Polskie znalazło się po obu stronach tego konfliktu – oddziały wierne marsz. Piłsudskiemu maszerowały na Warszawę, a w stolicy zagrodziły im drogę siły wierne rządowi.

Vickers Wellington Mk I z 75 Dywizjonu RAF w locie, listopad 1940 r.

REKLAMA

„1926 – majowy bunt żołnierzy”, tak zatytułowaliśmy wywiad z prof. Mariuszem Wołosem, autorem najnowszej biografii Józefa Piłsudskiego, w którym staramy się m.in. odpowiedzieć na pytanie, czy Wojsko Polskie w tej sytuacji – rozdzierającej żołnierskie sumienie – zdało wojskowy i obywatelski egzamin. Dyscyplina i bunty to główny temat tego numeru, ale nie jedyny. Równorzędnym jest historia lotnictwa bombowego. Pozostaje ono najczęściej w cieniu dokonań asów myśliwskich, ale przecież służba załóg bombowców nie była mniej niebezpieczna, ale niejednokrotnie cięższa i bardziej wyczerpująca. I – aby połączyć oba tematy w jedno – na pokładzie tych wielkich maszyn wyszkolenie, zgranie i zdyscyplinowanie ich załóg było najważniejsze.

Zapraszamy do lektury!

Piotr Korczyński , p.o. redaktor naczelny kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”
Read Entire Article