Dmitrij Medwiediew opublikował listę pięciu zdarzeń, które – jak twierdzi – mają zdefiniować rok 2026. Jednym z nich jest właśnie decyzja Donalda Trumpa o wprowadzeniu ceł na osiem państw Europy: Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię. Podwyżki mają wejść w życie na początku lutego, a kilka miesięcy później zostać jeszcze zaostrzone.
Medwiediew przedstawia ten ruch jako triumf amerykańskiego egoizmu i jednocześnie policzek wymierzony wspólnym europejskim interesom. W jego narracji Stany Zjednoczone wybierają dziś Grenlandię zamiast solidarności w ramach sojuszu wojskowego, a Europa musi za to "zapłacić" wyższymi cłami. Z punktu widzenia propagandy Kremla taki konflikt jest idealny, bowiem pokazuje Zachód jako podzielony, skłócony i niezdolny do wspólnej odpowiedzi na działania Rosji.
Nieprzypadkowo rosyjski polityk podkreśla, iż cła są karą za obronę NATO. Od początku inwazji na Ukrainę jednym z celów Moskwy jest osłabienie zaufania pomiędzy sojusznikami. Każdy spór między USA a Europą – czy dotyczy wydatków na obronę, czy handlu – jest natychmiast wykorzystywany jako dowód na rzekomy rozpad zachodniego porządku.
Grenlandia w centrum gry, a Europa jako chłopiec do bicia
Tłem najnowszych komentarzy Medwiediewa jest spór o Grenlandię. Waszyngton od tygodni naciska na przejęcie kontroli nad strategiczną wyspą, argumentując to względami bezpieczeństwa. Część państw europejskich, w tym skandynawskie, otwarcie sprzeciwia się takiemu podejściu i wysłała na wyspę swoich żołnierzy w ramach ćwiczeń wspierających Danię, do której Grenlandia formalnie należy.
Trump odpowiedział typowo dla siebie: zamiast sporu dyplomatycznego wybrał broń gospodarczą i ogłosił cła na państwa, które najmocniej stanęły po stronie Danii. Oznacza to podniesienie kosztów handlu pomiędzy kluczowymi sojusznikami w NATO. Dla Europy grozi to stratami ekonomicznymi i kolejnym kryzysem politycznym, dla Kremla – jest wymarzonym dowodem, iż Stany Zjednoczone traktują sojuszników instrumentalnie.
Medwiediew próbuje teraz ten obraz jeszcze bardziej wzmocnić. W swoich prognozach przekonuje, iż w efekcie takich sporów francuska scena polityczna może przesunąć się w stronę wyjścia z NATO, a Europa stanie się coraz bardziej samotna i zagubiona. To klasyczna technika rosyjskiej dezinformacji: na kanwie realnych napięć buduje się daleko idące scenariusze o rozpadzie sojuszu i "końcu Europy, jaką znamy".
Przepowiednie jako narzędzie propagandy
Lista "przewidywań" Medwiediewa na 2026 r. nie ogranicza się jedynie do ceł i Grenlandii. Pojawiają się w niej mroczne scenariusze dla sąsiadów Rosji, jak wizja "likwidacji" państwowości Mołdawii, a także groteskowe wątki o tym, iż Trump ma niedługo ogłosić oficjalny kontakt z obcą cywilizacją. Całość jest opakowana w charakterystyczny dla byłego prezydenta miks ironii, pogardy i czarnego humoru.
Choć takie wypowiedzi mogą brzmieć jak polityczny kabaret, ich cel jest bardzo poważny. Medwiediew od lat pełni rolę jednego z głównych "głośników" Kremla. Jego wpisy są szeroko cytowane w rosyjskich mediach, a następnie trafiają do zagranicznych serwisów jako przykład rzekomo szczerych myśli rosyjskiej elity władzy. W ten sposób propaganda miesza granicę między poważną analizą a politycznym trollingiem, próbując zaszczepić w opinii publicznej myśl, iż Zachód stoi u progu chaosu, a Rosja jedynie "realistycznie opisuje przyszłość".
Takie "prognozy" są też formą nacisku psychologicznego. Gdy Moskwa otwarcie cieszy się z ceł nałożonych na europejskich sojuszników, wysyła sygnał, iż każdy konflikt w obrębie NATO jest dla niej powodem do świętowania. Tak naprawdę oznacza to zachętę dla polityków i wyborców na Zachodzie, by zamiast na Kreml, zaczęli coraz częściej wskazywać palcem na Waszyngton lub Brukselę.






