Szanowni Państwo,
Marsz dla Życia i Rodziny – czas afirmacji rodziny, przypominania o najważniejszych wartościach, moment euforii i zabawy.
Dla Państwa i dla mnie. Ale dla wielu innych…
Pop***doleńcy…
J***ć katozj**ów
Wy jesteście po***ani. interesujące kto się do was zgłasza, chyba sami idioci z wiosek co im p*dofile w czarnych sukienkach zrobili wodę z mózgu.
Spi***alajcie już bo rz*gać wami się chce k***a debile 21 wiek i taka ciemnota jeszcze jest, zamiast mózgu macie
Zdaję sobie sprawę, iż nie są to słowa, które ktokolwiek chciałby czytać.
Ale takie (a choćby gorsze) obelgi to codzienność wielu osób, które angażują się w obronę życia, prawdziwego i trwałego małżeństwa oraz rodziny.
A najbardziej szokujące jest to, iż takie wyzwiska pojawiają się bynajmniej nie dlatego, iż robimy coś wyjątkowo kontrowersyjnego, krzywdzącego kogokolwiek albo szkodliwego dla społeczeństwa.
Nie – takie komentarze znalazły się pod postem w mediach społecznościowych dotyczącym… Marszu dla Życia i Rodziny.
My przywykliśmy już do tego, iż firmując własnymi twarzami walkę o dobro dzieci nienarodzonych, małżeństwo i rodzinę, musimy uodpornić się na kpiny, wyzwiska, wyśmiewanie i najbardziej wulgarne obelgi.
Jednak najbardziej przykre jest dla mnie to, iż na te ataki narażają się również nasi przyjaciele, którzy działają lokalnie i organizują Marsze dla Życia i Rodziny w swoich miejscowościach. Ich sytuacja jest znacznie gorsza, bo przecież osobami, które ich atakują nie są po prostu nieznani, często anonimowi ludzie z internetu – wyzywają ich ci sami ludzie, których później mijają na ulicy. Ich sąsiedzi, czasem znajomi.
Piszę to, aby uzmysłowić Państwu, jak ważne jest nasze wsparcie.
Dla wielu organizatorów Marszów to sytuacja, którą trudno im udźwignąć. Dotychczas nie spotykali się z taką niechęcią i agresją, są ludźmi, którzy na co dzień dobrze żyją z innymi, a kiedy angażują się w tak wartościowe dzieło jak Marsze dla Życia i Rodziny, spada na nich fala nienawiści.
Nasza pomoc – dostarczanie materiałów promocyjnych, gadżetów marszowych, ale także wsparcia organizacyjnego i emocjonalnego – jest kluczowa, aby Marsze w ogóle mogły się odbywać.
Dlatego bardzo proszę Państwa o pomoc w tym dziele! Pierwsza część sezonu marszowego za nami – na kolejną, którą rozpoczniemy z końcem sierpnia, chcemy się dobrze przygotować, by móc wspierać lokalnych organizatorów tak, jak tego potrzebują!
Warto w tym miejscu zapytać: co adekwatnie dzieje się na tych Marszach, iż wywołuje aż takie emocje?
Odpowiedź jest rozczarowująco prosta dla tych, którzy szukają w nich skandalu: nic.
Marsze dla Życia i Rodziny to wydarzenia radosne, rodzinne, często wręcz świąteczne. Rodzice z dziećmi w wózkach, seniorzy, młodzież, całe rodziny, idą razem, z transparentami, balonami i wiatraczkami w rękach.
Przechodzą ulicami swoich miast i miasteczek, by po prostu powiedzieć: życie jest wartością, rodzina jest wartością, warto je chronić i się nimi cieszyć. Wielu Marszom towarzyszą festyny rodzinne, atrakcje dla dzieci, muzyka na żywo, a także pokazy naszych filmów.
Nikt nikogo nie atakuje. Nikt nie blokuje ulic dłużej niż trzeba, nikt nie krzyczy w twarz przechodniom, nikt nie przeszkadza w niczyim życiu. To wydarzenia otwarte i pełne uśmiechu – dokładnie takie, jakimi powinny być publiczne manifestacje wyrażające troskę o dobro wspólne.
Marsze są inicjatywami oddolnymi i apolitycznymi – choć, co budujące, coraz częściej otrzymują wsparcie parafii, a przy piknikach rodzinnych także samorządów.
A jednak – jak napisałem na początku tego listu – odpowiedzią na te pokojowe, radosne wydarzenia bywają wulgarne wyzwiska i próby zniechęcenia organizatorów.
Jednak wbrew przeciwnościom wielu z nich wciąż podejmuje to wyzwanie. Co więcej – na marszowej mapie Polski pojawiają się nowe miejscowości!
Tegoroczny sezon marszowy – na tyle, na ile możemy to w tej chwili oszacować, bo być może na jesieni dołączą do nas jeszcze kolejne miasta – to ponad 70 Marszów dla Życia i Rodziny w całej Polsce. Ponad 60 z nich koordynujemy bezpośrednio, krok po kroku, razem z lokalnymi organizatorami.
To, co szczególnie nas cieszy, to 8 nowych miast, w których Marsz odbył się po raz pierwszy: Baboszewo, Rawicz, Hajnówka, Łochów, Węgrów, Brańsk, Łańcut i Września.
Do tego dwa miasta reaktywowały swoje Marsze po latach przerwy – Sandomierz i Siedlce.
A już teraz zgłaszają się do nas kolejni chętni, którzy chcą zorganizować swój pierwszy Marsz w drugiej części sezonu.
Za każdą z tych liczb stoi konkretna historia.
W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej lokalne inicjatywy mogą liczyć na wsparcie samego biskupa i dziekanów dekanatów.
W diecezji drohiczyńskiej bp Piotr Sawczuk już drugi rok z rzędu osobiście zaprasza na spotkanie liderów lokalnych wspólnot z całej diecezji oraz księży zaangażowanych w duszpasterstwo rodzin – po prostu, by ich wysłuchać: jakie mają potrzeby, z czym się borykają, czego potrzebują, by ruszyć do działania.
W ubiegłym roku takie spotkanie zaowocowało przystąpieniem dwóch nowych miast do Ruchu Marszowego. W tym roku – aż czterech: wspomnianych Łochowa, Węgrowa, Hajnówki i Brańska.
Żeby być bliżej organizatorów, przejechaliśmy w tym sezonie ponad 4 000 kilometrów – byliśmy m.in. we Wrocławiu, Brańsku, Grudziądzu, Kielcach, Śremie, Gryficach, Grodzisku Mazowieckim. Wszędzie tam nie tylko przekazujemy materiały promocyjne i edukacyjne, ale rozmawiamy, słuchamy, wymieniamy się doświadczeniami – co się udało, co było trudne, jakie rozwiązania sprawdziły się w innych miastach.
Jak już Państwu pisałem, w styczniu tego roku zorganizowaliśmy również pierwsze ogólnopolskie spotkanie przedstawicieli Ruchu Marszowego, po to, by liderzy z różnych miast mogli się poznać, porozmawiać o sytuacji ochrony życia w Polsce, o zagrożeniach, przed jakimi stoi dziś rodzina i dzieci, i o wyzwaniach, z którymi mierzą się na co dzień.
Poczucie, iż nie działają w oderwaniu od innych, iż są częścią czegoś większego, było dla wielu z nich ogromnym wsparciem.
Jako koordynator Ruchu Marszowego oferujemy:
- wsparcie informacyjne – jak od podstaw zorganizować Marsz;
- personalizowane plakaty marszowe;
- banery marszowe, pikietówki oraz gadżety dla najmłodszych uczestników;
- koordynację kontaktów między organizatorami z różnych miast;
- promocję wydarzeń w mediach społecznościowych;
- realną, fizyczną obecność – choćby małą reprezentację CZiR – na jak największej liczbie Marszów.
To najważniejsze wsparcie, którego nie da się zmierzyć w sztukach plakatów czy metrach banera – to wsparcie emocjonalne. Staramy się, żeby nasi lokalni przyjaciele wiedzieli, iż nie są sami.
Dlatego mimo ogromnego zaangażowania czasowego naszych pracowników, staramy się być fizycznie obecni na możliwie wielu Marszach w całej Polsce.
Czasem to tylko rozmowa przed startem, uścisk ręki, słowa: „Jesteśmy z Wami”. Ale dla kogoś, kto dzień wcześniej przeczytał w internecie, iż jest „faszystą” i „krzywdzicielem kobiet” za to, iż chce zorganizować Marsz dla ludzi ze swojej miejscowości – to potrafi znaczyć bardzo wiele.
Wszystko to – zanim jeszcze wyliczymy koszty transportu, materiałów, druku, gadżetów – wymaga zaangażowania, którego nie sposób przecenić.
Szacujemy, iż tylko pierwsza część tegorocznego sezonu, do końca czerwca, kosztowała nas 45–50 000 złotych.
A przed nami druga, równie intensywna część sezonu – koniec sierpnia, wrzesień i październik – kiedy znów dziesiątki miast w całej Polsce będą potrzebować naszego wsparcia jednocześnie.
Chcemy, żeby żaden lokalny organizator, który zdecyduje się stanąć w obronie życia i rodziny, nie usłyszał od nas „przykro nam, w tym momencie nie możemy pomóc”.
Chcemy, żeby wiedział, iż gdy podnosi rękę i mówi „zorganizuję Marsz w moim mieście”, już stoimy za nim – z plakatami, z wiatraczkami, z pomocą organizacyjną i z obecnością, która przypomni mu, iż jest częścią czegoś znacznie większego.
Wspieram Marsze dla Życia i Rodziny
Pisząc do Państwa, myślę o człowieku z małego miasteczka, który po raz pierwszy w życiu zdecydował się zorganizować Marsz dla Życia i Rodziny – nie z pobudek politycznych, nie dla poklasku, ale dlatego, iż naprawdę wierzy, iż każde życie ma wartość i iż rodzina zasługuje na obronę.
Myślę o tym, jak musiał się poczuć, gdy pod postem w mediach społecznościowych o swoim Marszu zobaczył pierwsze wyzwiska. Jak wiele odwagi potrzebował, żeby nie skreślić wydarzenia, nie zamknąć się w domu, nie dać się zastraszyć.
I myślę o tym, iż dzięki Państwa wsparciu – nie musiał przechodzić przez to sam.
To jest sens naszej pracy.
Nie chodzi tylko o plakaty, banery czy wiatraczki – choć każdy z tych drobnych elementów się liczy. Chodzi o to, żeby każdy człowiek, który odważy się publicznie powiedzieć „jestem za życiem, jestem za rodziną”, wiedział, iż stoimy za nim. Że gdy spadają na niego wyzwiska od sąsiadów, obok jest ktoś, kto poda pomocną dłoń.
Osiem nowych miast w tym roku. Osiem wspólnot, które mimo strachu przed hejtem, mimo niewiedzy, jak się do tego zabrać, mimo braku doświadczenia – powiedziały „tak, zrobimy to u nas”. To one są prawdziwymi bohaterami tej historii, a my chcemy być tam, gdzie oni – z materiałami, z doświadczeniem, z obecnością, ale przede wszystkim z sercem.
Druga część sezonu zaczyna się już za dwa miesiące. Kolejne miasta, kolejni odważni ludzie, kolejne fale komentarzy, których – szczerze mówiąc – nikt nigdy nie powinien przeczytać. Czy możemy liczyć na Państwa pomoc?
Z całego serca dziękujemy za każde wsparcie i za wiarę, iż życie, małżeństwo i rodzina są warte tego, by o nich mówić głośno, radośnie i bez wstydu.










