Magiera, czyli kariera niedokończona

myslpolska.info 1 hour ago

Przedwczesna śmierć Jacka Magiery była dla całego środowiska piłkarskiego szokiem. Dawno nie stało się nic podobnego.

Były sportowiec we wcale niezaawanoswanym wieku, trener z ogromnym potencjałem i sukcesami na koncie, ale jak wiele jeszcze powinno się w jego dorobku znaleźć? Spróbujmy właśnie w taki, dość oryginalny sposób, oddać mu hołd. Przede wszystkim Jacek Magiera to człowiek Rakowa Częstochowa. I to nie tego, który ze wsparciem milionów Michała Świerczewskiego i jego X-Kom podbija piłkarską Polskę i pełno go w różnego rodzaju mediach (choć ten stadion obiekt sportowy wygląda ciągle jak wyrzut sumienia), ale tego który wdarł się na chwilę do Ekstraklasy, będącej wtedy obrazem nędzy i rozpaczy po upadku PRL i przy ogólnym spadku poziomu polskiej piłki, który datuje się na końcówkę lat 80-tych. Raków w tej Ekstraklasie nie zabawił zbyt długo, ale w meczu ze Stalą Mielec tam właśnie debiutował pewien częstochowianin – Jacek Magiera.

I to jest to pierwsze co się NIE stało. Magiera nie zdążył poprowadzić Rakowa pomimo wszelkich do tego „papierów”. Nie złożyło się. Był wolny w czasach „zwolnienia” (o czym zaraz) ze Śląska, ale wtedy Raków był adekwatnie prywatnym królestwem Marka Papszuna. No nie było siły. To swoją drogą też interesująca wymiana, iż częstochowianin Magiera został legendą w Legii Warszawa, a warszawiak Papszun napisał swoją historię u „Medalików” pod Jasną Górą. Bywa. Po odejściu Papszuna Magiera był już zaangażowany w projekt reprezentacji Polski, jako asystent Jana Urbana. Byłoby więc trudno, żeby z takiej posady rezygnował. Ale pewnie by to kiedyś nastąpiło.

A to już z kolei rzecz druga, która się NIE stała, a powinna, czyli Magiera jako trener pierwszej reprezentacji. Sprawdził się dość dobrze na stanowisku trenera reprezentacji do lat 20 (co nie jest łatwe, bo tę kadrę zawsze wysysa reprezentacja do lat 21, traktowana jako bardziej strategiczna bo potencjalny uczestnik młodzieżowego Euro, a potem igrzysk olimpijskich) natomiast potem Magiera zszedł… pięterko niżej czyli do kadry U-19, co też dużo mówiło właśnie o nim, jako o kimś kto ma w sobie wiele pokory i po prostu chce pracować jako trener, a nie unosi się honorem. Magiera należał do w sumie niewielkiego grona trenerów, którzy spełniali kryteria etyczne do prowadzenia najbardziej medialnej drużyny w kraju. To rzadko zauważane.

Nie zdarzyło się też mistrzostwo Polski ze Śląskim Wrocław. A mogło. I byłoby potężnym zapisem w CV Magiery. Pamięta się niestety tylko najlepszych, więc z sezonu 23/24 zapisała się nam w głowie historia pierwszego tytułu mistrzowskiego dla białostockiej Jagiellonii. A przecież magierowy Śląsk miał tyle samo punktów i przegrał ten tytuł nieznacznie: wynikiem bezpośrednich meczów między pretendentami! Co zaś było wcześniej? Zwolnienie i wielki powrót, zwieńczone wyciągnięciem zespołu ze strefy spadkowej! Gdy Magiera pracę tracił w listopadzie 2024, Śląsk już był w kryzysie i sezon ten faktycznie zakończył spadając ligę niżej, natomiast najwidoczniej żaden geniusz by wtedy nie pomógł. W każdym razie Magiera i Śląsk to była jedna z najciekawszych historii relacji klub-trener w ostatnich latach. Coś jak właśnie Papszun-Raków.

No i wreszcie, nie zdarzył się mundial, choć było blisko i nie można mieć raczej pretensji do duetu Urban-Magiera. No właśnie, napisałem o duecie, ale przecież cała śmietanka idzie na konto tego pierwszego. Coś jak z tym Śląskiem, czyli wice- o którym się zapomina. O ile jednak w tym wszystkim tkwił jakiś plan, to wydaje się iż Magiera mógł być przy Urbanie kimś kim był Joachim Low przy Jurgenie Klinsmannie, choć o podobnych skutkach to raczej nam przyjdzie tylko marzyć.

Pożegnaliśmy więc człowieka, który i tak się mocno w tej historii polskiej piłki zapisał, ale przez kolejne 20 czy 30 lat mógłby jeszcze bardziej i naprawdę mamy czego żałować. Niech Pan odpoczywa w spokoju, Panie Jacku.

Tomasz Jankowski

Myśl Polska, nr 17-18 (26.04-3.05.2026)

Read Entire Article