Łukasz Warzecha z trzyletnim zakazem wjazdu na Ukrainę

dzienniknarodowy.pl 8 hours ago
Zdjęcie: Łukasz Warzecha z trzyletnim zakazem wjazdu na Ukrainę


Łukasz Warzecha 2 listopada otrzymał od SBU trzyletni zakaz wjazdu na Ukrainę, po ponad siedmiu godzinach oczekiwania na granicy. Jechał do Kijowa z wizytą studyjną zorganizowaną przez Centrum Mieroszewskiego i Instytut Ukraiński. Decyzja uderza w wolność debaty i wymaga jasnej reakcji polskiego MSZ.

Siedem godzin oczekiwania i odmowa wjazdu

Łukasz Warzecha podróżował z grupą polskich dziennikarzy na szóstą wizytę studyjną na Ukrainie. Wyjazd organizowały wspólnie Centrum Mieroszewskiego oraz Instytut Ukraiński, państwowa instytucja podlegająca Ministerstwu Spraw Zagranicznych Ukrainy. Program miał umożliwić rozmowy z przedstawicielami różnych środowisk i bezpośrednie poznanie sytuacji w kraju.

Publicysta relacjonował, iż podczas kontroli zatrzymano jego paszport, a następnie skierowano go do pomieszczenia straży granicznej. Po ponad siedmiu godzinach poinformował o otrzymaniu decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Zakaz wjazdu ma obowiązywać przez trzy lata, a jako przyczynę wskazano względy bezpieczeństwa. Warzecha wrócił do Warszawy.

W oficjalnym oświadczeniu Centrum Mieroszewskiego czytamy, iż lista uczestników została wcześniej uzgodniona przez obu organizatorów i przekazana adekwatnym organom Ukrainy. Na etapie przygotowań nie zgłoszono zastrzeżeń. Centrum powiadomiło o problemie polskie i ukraińskie ministerstwa spraw zagranicznych, ale interwencje nie doprowadziły do zmiany decyzji.

Krytyczny dziennikarz nie jest zagrożeniem sam przez się

Ukraina ma suwerenne prawo decydować, kogo wpuszcza na swoje terytorium. Suwerenność nie zwalnia jednak z odpowiedzialności za sposób korzystania z tego prawa, zwłaszcza wobec obywatela państwa, które poniosło ogromne koszty pomocy politycznej, wojskowej i humanitarnej. Trzyletni zakaz wobec zaproszonego dziennikarza wymaga konkretnego uzasadnienia, a nie ogólnej formuły o bezpieczeństwie.

Warzecha jest ostrym krytykiem części polityki Kijowa i polskiego zaangażowania na rzecz Ukrainy. Można się z nim nie zgadzać. Wolna debata ma jednak sens właśnie wtedy, gdy obejmuje opinie niewygodne dla władzy. Zamknięcie granicy przed publicystą jadącym na zgłoszone wcześniej spotkania tworzy wrażenie, iż krytyka jest traktowana jak zagrożenie. To szkodzi także Ukrainie, bo dostarcza argumentów przeciwnikom polsko-ukraińskiej współpracy.

Centrum Mieroszewskiego trafnie podkreśliło, iż ograniczenia pracy dziennikarzy wywołują rezonans i mogą pogarszać relacje sąsiedzkie. Wsparcie Ukrainy przeciw rosyjskiej agresji nie oznacza zgody na każdą decyzję ukraińskich instytucji. Polska polityka musi być lojalna wobec sojusznika i równocześnie twarda w obronie własnych obywateli.

Mentzen żąda działania MSZ

Sławomir Mentzen nazwał zakaz skandalem i wezwał Ministerstwo Spraw Zagranicznych do działania. Polityk wskazał na asymetrię w traktowaniu obywateli obu państw. Jego reakcja dotyka sedna sprawy: polskie państwo powinno uzyskać od strony ukraińskiej jasną informację o podstawie decyzji oraz sprawdzić, czy publicysta ma realną drogę odwoławczą.

Nie chodzi o automatyczny odwet ani o podsycanie wrogości wobec Ukraińców. Odpowiedzialność ponosi instytucja, która wydała decyzję. Polska ma jednak obowiązek reagować, gdy jej obywatel zostaje objęty dotkliwym zakazem bez przedstawienia publicznie konkretnych powodów. Milczenie oznaczałoby akceptację niebezpiecznego standardu.

Sprawa ma też wcześniejszy kontekst. Pod koniec sierpnia na granicy zatrzymano dr. Michała Siekierkę, historyka jadącego na pogrzeb ofiar rzezi wołyńskiej. Po tamtej odmowie pojawiły się pytania o reakcję polskiego MSZ, a sprawa trafiła do Sejmu. To nie dowodzi wspólnej przyczyny obu decyzji. Pokazuje za to potrzebę stałej procedury informowania polskich obywateli o zakazach i ich podstawach.

Polska musi mówić własnym głosem

Relacje z Kijowem są ważne dla bezpieczeństwa Polski, bo zwycięstwo rosyjskiego imperializmu przesunęłoby zagrożenie bliżej naszych granic. Właśnie dlatego powinny opierać się na wzajemnym szacunku i szczerości. Partnerstwo nie może oznaczać jednostronnego przemilczania spraw trudnych.

Radosław Sikorski powinien publicznie poinformować, jakie działania podjęło MSZ i jaką odpowiedź otrzymało. Polacy mają prawo wiedzieć, czy ich państwo skutecznie broni swobody pracy dziennikarskiej i praw własnych obywateli. Twarda, spokojna reakcja służy obu stronom. Bez niej kolejne incydenty będą zatruwać relacje, które powinny być budowane na realizmie, a nie na unikaniu niewygodnych pytań.

Źródła: Centrum Mieroszewskiego, NCZAS.INFO, Interfax-Ukraina.

Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)

Read Entire Article