Logika

maciejsynak.blogspot.com 1 hour ago




Tu akurat nie chodzi o ucznia, tylko o to, by zmusić, nauczyć ludzi korzystania z cyfrowej łączności z urzędem.

Jak widać, nie tylko urzędnicy, ale "pokątni" użytkownicy fb powtarzają tę frazę, tak im się spieszy, iż chyba już czują - iż Polska wyrwie im się z ręki.

Polacy - nie ustawajcie!




za fb:

OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora

16 sierpnia 2026

Mam pewien problem z jednym z internetowych „edu-ekspertów”. O kogo chodzi, niech każdy zainteresowany domyśli się sam. Nie będę odbierał Państwu tej niewielkiej przyjemności.
Ostatnio bardzo oburzyło go to, iż nauczyciele protestują przeciwko e-dziennikowi. I już na tym etapie pojawia się pierwszy problem, bo wygląda na to, iż dyskusja została sprowadzona do argumentu: „Przecież e-dziennik będzie darmowy, więc adekwatnie o co wam chodzi?”

Otóż nie.
Nikt nie protestuje przeciwko temu, iż e-dziennik ma być darmowy.
Problem polega na czymś zupełnie innym.

Szkoły, które testują rozwiązanie, mają przez pewien czas prowadzić podwójną dokumentację. Czyli starą i nową. A to oznacza dodatkową pracę. I tutaj pojawia się argument, który uwielbiam: „No przecież w wielu firmach podczas wdrażania nowych systemów też prowadzi się równolegle dwie dokumentacje”.

Oczywiście.
Tylko iż szkoła to nie korporacja, a nauczyciel nie jest pracownikiem działu administracyjnego, którego można na kilka miesięcy „dorzucić” do projektu wdrożeniowego.
W szkole każda minuta przeznaczona na zbędną biurokrację jest minutą zabraną uczniowi.
To naprawdę nie jest skomplikowana matematyka.
Nauczyciel ma określoną ilość czasu. o ile zamiast pracować z uczniem musi wykonać kolejną czynność administracyjną, to ten czas nie pojawia się magicznie znikąd. On po prostu znika z obszaru dydaktyki.

Ale dobrze. Załóżmy, iż z podwójną dokumentacją jakoś sobie poradzimy.
Przejdźmy do drugiego problemu.
Logowanie ma odbywać się przez mObywatela.
I tutaj zaczyna się robić naprawdę interesująco.

Bo nagle okazuje się, iż nauczyciel ma korzystać ze swojego prywatnego urządzenia, swojej prywatnej aplikacji i swojej cyfrowej tożsamości, aby realizować czynności związane z wykonywaniem pracy.

I teraz proszę zwrócić uwagę na pewną rzecz.

Ten sam internetowy ekspert, który tak bardzo lubi mówić o prawach ucznia, o autonomii ucznia, o tym, iż nie można ucznia do wszystkiego zmuszać, o tym, iż szkoła nie może wymagać od niego rzeczy, które nie mają odpowiedniej podstawy w statucie czy przepisach...
...nagle jakoś dużo mniej przejmuje się analogicznym problemem dotyczącym nauczyciela.

Jeżeli obowiązuje zasada:
„Nie można człowieka zmuszać do czegoś, czego nie ma w przepisach”
- to obowiązuje ona również wtedy, kiedy człowiekiem jest nauczyciel.

Nie tylko uczeń.


Nie można być obrońcą praw wtedy, kiedy jest to wygodne, a kiedy pojawia się nauczyciel, nagle uruchamiać zasadę:
„No dobrze, ale nauczyciel powinien się dostosować”.

Bo dlaczego?
I na jakiej podstawie?

Czy istnieje obowiązek posiadania przez każdego obywatela mObywatela?
Czy każdy obywatel ma obowiązek posiadać telefona?
Czy każdy pracownik ma obowiązek wykorzystywać prywatne urządzenie do realizacji obowiązków służbowych?
I wreszcie: czy szkoła może założyć, iż prywatny telefon nauczyciela jest elementem infrastruktury szkoły?

To są pytania, na które warto odpowiedzieć, zanim zaczniemy nauczycielom tłumaczyć, iż przecież „to tylko logowanie”.

Bo właśnie z takich „tylko” składa się później cała szkolna biurokracja.
„To tylko jedno logowanie”.
„To tylko jedna aplikacja”.
„To tylko jeden telefon”.
„To tylko kilka minut”.
„To tylko dodatkowa dokumentacja”.
„To przecież nic wielkiego”.

A potem nagle okazuje się, iż nauczyciel spędza coraz więcej czasu nie z uczniem, tylko przy kolejnych systemach, formularzach, aplikacjach, hasłach, uwierzytelnieniach i potwierdzeniach.

Ale zostawmy na chwilę mObywatela.
Bo pozostało jeden element tej historii, który szczególnie mnie bawi.

Ten sam ekspert niedawno argumentował mniej więcej tak:

Skoro uczeń nie może korzystać z telefonu w szkole, to dlaczego nauczyciel miałby z telefonu korzystać?

Świetnie.
Naprawdę.
Jestem za konsekwencją.
Skoro telefon jest problemem, to przyjmijmy tę zasadę w całości.

Nauczyciel również nie ma telefonu.
Nie przynosi prywatnego telefona do szkoły.
Nie korzysta z prywatnego urządzenia.
Nie loguje się do prywatnych aplikacji.
Nie wykorzystuje prywatnej infrastruktury do realizowania obowiązków zawodowych.

I teraz pojawia się pytanie, które powinno być zadane temu ekspertowi:
To jak nauczyciel ma korzystać z tego e-dziennika?
Bo przecież system wymaga określonego sposobu uwierzytelnienia.

Skoro nauczyciel nie ma telefonu - nie ma problemu.
Tylko iż wtedy nie ma również narzędzia, dzięki którego ma się zalogować.
I mamy piękny paradoks.

Z jednej strony:
„Nauczyciel nie powinien mieć telefonu, skoro uczeń nie może go mieć”.
Z drugiej:
„Nauczyciel powinien korzystać z systemu wymagającego telefonu i cyfrowej tożsamości”.

A pomiędzy jednym a drugim zdaniem stoi coś, czego w tej dyskusji zaczyna dramatycznie brakować.

Logika.

I żeby było jeszcze ciekawiej, mamy tutaj środowiska, które bardzo często odwołują się do organizacji i ruchów edukacyjnych stawiających prawa ucznia w centrum. To samo w sobie oczywiście nie jest niczym złym. Prawa ucznia są ważne.
Tylko że prawa ucznia nie mogą oznaczać automatycznie braku praw nauczyciela.

Nie można budować edukacji na założeniu, iż każda forma wymagania wobec ucznia jest opresją, natomiast każde wymaganie wobec nauczyciela jest „profesjonalizacją”.
To jest dokładnie ta sama osoba.

Człowiek.
Pracownik.
Obywatel.
I również ma swoje granice.
Ma prawo powiedzieć:
„Nie chcę wykorzystywać prywatnego telefonu do wykonywania obowiązków służbowych”.
Ma prawo zapytać:
„Dlaczego mam korzystać z prywatnej cyfrowej tożsamości?”.
Ma prawo powiedzieć:
„Nie chcę prowadzić przez określony czas podwójnej dokumentacji, o ile oznacza to dodatkową pracę bez żadnego sensownego uzasadnienia”.

I przede wszystkim ma prawo zapytać:

„Co w zamian dostaje mój uczeń?”
Bo to powinno być podstawowe pytanie przy każdej zmianie w szkole.

Nie:
„Czy system jest nowoczesny?”
Nie:
„Czy jest cyfrowy?”
Nie:
„Czy brzmi innowacyjnie?”

Tylko:
Czy to rozwiązanie poprawia pracę szkoły i daje nauczycielowi więcej czasu dla ucznia, czy zabiera mu kolejne minuty na obsługę systemu?

Bo można mieć najbardziej cyfrową szkołę w Europie i jednocześnie całkowicie zapomnieć, po co adekwatnie istnieje szkoła.

Cyfryzacja sama w sobie nie jest wartością.
Jest narzędziem.


Jeżeli dzięki niej nauczyciel szybciej wpisuje frekwencję, szybciej dokumentuje pracę, rodzic ma łatwiejszy dostęp do informacji, a dyrektor ma sprawniejszy system - świetnie.

Ale o ile cyfryzacja oznacza, iż nauczyciel ma dodatkowo prowadzić dokumentację, instalować aplikacje, korzystać z prywatnego urządzenia, uwierzytelniać się prywatną cyfrową tożsamością i wykonywać kolejne czynności administracyjne, to naprawdę trudno ogłaszać sukces tylko dlatego, iż wszystko odbywa się na ekranie.

Papierowa biurokracja jest biurokracją. Cyfrowa biurokracja również jest biurokracją.
Tylko trochę bardziej kolorową.

I dlatego naprawdę chciałbym, żeby w tej dyskusji skończyć z dziecinnym podziałem na „postępowych nauczycieli”, którzy kochają każdą cyfrową nowinkę, oraz „zacofanych nauczycieli”, którzy protestują przeciwko wszystkiemu.
Bo można być zwolennikiem cyfryzacji i jednocześnie mieć pytania dotyczące sposobu jej wdrażania.
Można popierać e-dziennik i jednocześnie sprzeciwiać się podwójnej dokumentacji.
Można popierać cyfrową administrację i jednocześnie uważać, iż pracodawca powinien zapewnić pracownikowi niezbędne narzędzia.
Można popierać nowoczesną szkołę i jednocześnie uważać, iż prywatny telefon nauczyciela nie jest darmowym wyposażeniem szkoły.
I można wreszcie bardzo mocno bronić praw ucznia, ale wtedy trzeba mieć na tyle przyzwoitości i konsekwencji, żeby dokładnie te same zasady stosować wobec nauczyciela.

Bo inaczej nie bronimy praw.
Bronimy po prostu praw jednej grupy kosztem drugiej.
A to już nie jest żadna nowoczesna edukacja.
To jest zwyczajna hipokryzja ubrana w bardzo modne słowo:
„innowacja”.


I dlatego, zanim kolejny internetowy ekspert zacznie z oburzeniem tłumaczyć nauczycielom, iż przecież „e-dziennik jest darmowy”, proponuję, żeby najpierw odpowiedział na trzy banalnie proste pytania:

Kto ma wykonać dodatkową pracę podczas podwójnego prowadzenia dokumentacji?
Kto ma zapewnić nauczycielowi urządzenie i narzędzia niezbędne do logowania?
I jak nauczyciel ma korzystać z e-dziennika, jeżeli zgodnie z jego własnym wcześniejszym argumentem nie powinien mieć telefonu?

Naprawdę nie oczekuję wiele.
Niech tylko odpowie na wszystkie trzy.
Bez haseł o nowoczesności.
Bez „praw ucznia” używanych jako pałki na nauczyciela.
Bez porównań do korporacji.
I przede wszystkim - bez zmieniania zasad w połowie dyskusji.
Bo edukacja potrzebuje dzisiaj wielu rzeczy.
Ale jedną z nich z pewnością nie jest kolejny ekspert, który domaga się od wszystkich innych konsekwencji, samemu pozostając z niej zwolnionym.

www.biologia.szkolnastrona.pl




Tu nie ma logiki, bo oni chcą niszczyć młodzież dając jej "nadprogramowe" prawa, żeby ją buntować przeciwko dorosłym i wodzić na manowce, a z drugiej strony potrzebują zmusić ludzi do korzystania z e-Obywatela, stąd sprzeczność:

uczniowie mają "prawo" do telefona, bo to im szkodzi, a jak ktoś jest przeciw i uważa, iż uczeń nie może mieć telefona, to wtedy trzeba mu "zagrozić", iż jemu też zabierze się telefona - krótko mówiąc, każda metoda jest dobra, żeby osiągnąć cel, choćby jeżeli jest nielogiczna, niespójna, gdzie brak konsekwencji.

Głupi są jak but z lewej nogi, ale to nie jest powód, żeby ich sobie lekceważyć!


Nie o logikę im idzie, tylko o realizację swoich celów.

Kiedy potrzebują, żeby nauczyciele jako grupa społeczna stali się punktem odniesienia w dalszej retoryce i propagandzie: "ale wszyscy nauczyciele już korzystają z e-Obywatela, to wy też powinniście!" to wtedy nagle: "tak, nauczyciel powinien korzystać z e-dziennika dzięki własnego telefonu!"




Mój komentarz z fb:


"Bo nagle okazuje się, iż nauczyciel ma korzystać ze swojego prywatnego urządzenia, swojej prywatnej aplikacji i swojej cyfrowej tożsamości, aby realizować czynności związane z wykonywaniem pracy"


To jest zaplanowane - koniecznie chcą przyzwyczaić ludzi do korzystania z tej aplikacji i cyfryzacji kontaktów z urzędami - a drogą do tego jest "e-dziennik" dla grupy społecznej w tym wypadku nauczycieli i np. rodziców.

Dostrzegasz, jacy oni są prości? Jakie pomysły przychodzą im do głowy?

To jest kolejny skok po Poczcie Polskiej, jaki zauważam. Wcześniej cyfrowe "udogodnienie", to im nie wypaliło, mało kto się zarejestrował, to teraz wymyślili, żeby karać ludzi za nieodebranie poczty z fotoradaru - czyli, żebyś wszystko odbierał.

Dzisiaj możesz zignorować awizo w skrzynce pocztowej, w wypadku rozwiązań cyfrowych - żond będzie chciał nakładać na ciebie obowiązki odebrania korespondencji, a zaczyna się, jak to opisywałem, od przepisów ruchu drogowego...

To jest droga do prywatyzacji państwa, tj. jacyś anonimowi urzędnicy stają się właścicielami państwa, od którego kupujesz "usługi" i przed którym musisz się rozliczać z podatków na ich rzecz, ze stosowania się do przepisów, które oni uchwalają. I wszystko ma być drogą cyfrową, żebyś nie mógł z nikim na gembę rozwiązywać problemów, tylko najpierw będą cię wsadzać jak tego rolnika za oranie asfaltu, a tam w tej ciupie się różne rzeczy mogą wydarzyć....

Jakaś mniejszość usiłuje przejąć władzą nad nami, nad całym państwem, pozorując cyfryzację państwa.

Ich jest tak mało, iż nie są w stanie wziąć nas siłą.


Przypominam:

- petent to nie klient
- "Nie odbierzesz listu z fotoradaru? Zapłacisz więcej"
- za mafię z karabinem maszynowym w ręku - 6 lat, za zaoranie asfaltu - do 10 lat, za "wypadek" na drodze zrobiony Arteonem - 20 lat
- Ciasto z lukrem !




2015 r.:
>>
Innymi słowy, przez cały czas nie jest wyjaśnione, dlaczego
- w obrębie jednego zasięgu terytorialnego komisji oraz
- na obszarach podobnych pod względem funkcjonalnym
dochodzi do bardzo dużych różnic poziomu oddawania głosów nieważnych, w tym zwłaszcza głosów wielokrotnych <<

















https://dorzeczy.pl/ekonomia/926389/nie-odbierzesz-listu-z-fotoradaru-zaplacisz-znacznie-wiecej-szykuja-rewolucje.html

https://www.pap.pl/aktualnosci/20-lat-wiezienia-dla-lukasza-zaka-sprawcy-smiertelnego-wypadku-na-trasie-lazienkowskiej


https://maciejsynak.blogspot.com/2025/11/ciasto-z-lukrem.html
https://maciejsynak.blogspot.com/2025/09/petent-nie-klient.html






Read Entire Article