Die Linke wygrała 20 września wybory do parlamentu Berlina z wynikiem 25,7 proc. Jej kandydatka Elif Eralp chce przekazać pod kontrolę publiczną około 240 tys. mieszkań wielkich spółek. jeżeli plan wejdzie w życie, niemieccy podatnicy mogą zostać obciążeni wielomiliardowym rachunkiem, a inwestorzy dostaną sygnał, iż własność zależy od politycznej większości.
Die Linke pierwszy raz na czele Berlina
Lewicowa Die Linke zdobyła 468 060 głosów, czyli 25,7 proc., i po raz pierwszy została najsilniejszą partią w wyborach do berlińskiej Izby Deputowanych. Tak wynika z oficjalnego wstępnego wyniku krajowego komisarza wyborczego. CDU uzyskała 18,8 proc., AfD 16,3 proc., Zieloni 14,3 proc., a SPD zaledwie 12,1 proc. Frekwencja wyniosła 74,2 proc.
To mocne przesunięcie w mieście, które od lat walczy z drogimi mieszkaniami i niedoborem lokali. Elif Eralp zbudowała kampanię na obietnicy obniżenia kosztów najmu. Teraz chce prowadzić rozmowy koalicyjne z Zielonymi i SPD. Arytmetyka daje takiej koalicji większość, ale nie oznacza jeszcze porozumienia ani wyboru Eralp na urząd burmistrza rządzącego.
Wynik Die Linke trzeba też widzieć na tle szerszego pęknięcia niemieckiej sceny. AfD rośnie w siłę we wschodnich landach, podczas gdy w Berlinie zwyciężyła radykalna lewica. Partie dawnego centrum tracą wyborców po obu stronach.
Plan przejęcia mieszkań wielkich spółek
Eralp zapowiedziała uruchomienie procesu uspołecznienia zasobów należących do dużych firm posiadających w Berlinie ponad 3 tys. mieszkań. Według analiz przywoływanych przez niemieckie media pod kontrolę publiczną mogłoby trafić około 240 tys. lokali. Nie chodzi więc o mieszkania zwykłych rodzin czy drobnych właścicieli, ale o portfele największych podmiotów. To rozróżnienie jest ważne. Nie usuwa jednak zasadniczego problemu: państwo chce politycznie rozstrzygnąć, kto może zachować legalnie nabytą własność.
Die Linke planuje powołać instytucję prawa publicznego, która zaciągnęłaby kredyty, przejęła mieszkania i nimi zarządzała. Zwolennicy liczą, iż większy udział sektora publicznego zahamuje wzrost czynszów. W berlińskim referendum z 2021 roku większość głosujących poparła uspołecznienie zasobów dużych koncernów, ale wynik nie był prawnie wiążący.
Problem zaczyna się przy rachunku. Berliński Trybunał Obrachunkowy oszacował wartość rynkową około 240 tys. mieszkań na 40 do 42 mld euro. Sama Eralp mówi o odszkodowaniach rzędu 8 do 18 mld euro, zakładając wycenę znacznie poniżej wartości rynkowej. Im niższa rekompensata, tym większe ryzyko prawne. Im wyższa, tym cięższe zobowiązanie dla miasta.
Tanie czynsze i drogi kredyt
Lewica chce finansować operację kredytem spłacanym z czynszów. Tu plan wpada we własną pułapkę. Przychody z najmu miałyby jednocześnie pokrywać odsetki, spłatę długu, zarządzanie oraz remonty, a czynsze powinny pozostać niskie. o ile wpływy nie wystarczą, odpowiedzialność spadnie na finanse Berlina i podatników. Miasto już ma dziesiątki miliardów euro długu.
Ekonomiczny spór nie dotyczy jedynie ceny przejęcia. Berlin potrzebuje nowych mieszkań. Przymusowe przejmowanie istniejących lokali nie zwiększa ich liczby choćby o jeden. Może za to podnieść ryzyko inwestycyjne i zniechęcić kapitał do finansowania kolejnych budów. Kryzys podaży pozostanie, a politycy dostaną większą władzę nad rynkiem.
To szczególnie ważne, gdy ta sama formacja łączy rozbudowę kontroli państwa z liberalną polityką migracyjną. Niemiecka lewica opowiada się także za szerszym przyjmowaniem migrantów. Rosnący popyt na mieszkania wymaga większej podaży, sprawnej infrastruktury i jasnych zasad. Ideologiczne zarządzanie własnością nie zastąpi budowania.
Lekcja dla Polski: własność musi być bezpieczna
Berlin pokazuje, jak realny problem mieszkaniowy może stać się paliwem dla programu uderzającego w wolność gospodarczą. Gdy centrum przez lata nie potrafi zwiększyć podaży lokali, radykalna lewica obiecuje prosty skrót: przejąć istniejący majątek i rozdzielać go według politycznego planu. Koszt zostaje odsunięty na później.
Dla Polski stawka jest czytelna. Państwo powinno ułatwiać budowę mieszkań, uwalniać grunty, upraszczać procedury i pilnować uczciwych reguł rynku. Nie może tworzyć atmosfery, w której legalna własność staje się łupem kolejnej większości. Bez pewności prawa nie będzie inwestycji, nowych lokali ani niższych cen. Będzie za to większy dług i jeszcze silniejsza zależność obywatela od urzędu.
Źródła: Krajowy komisarz wyborczy Berlina, ZDFheute, n-tv.
Źródło: liberoquotidiano











