Od 1 lutego działa Krajowy System e-Faktur. Wspaniale, jesteśmy nowocześni, ale dla mojego instytutu to spory kłopot.
Do 1 lutego było tak: jak pracownik X potrzebował śrubokręt, to jechał do Castoramy, kupował, brał fakturę na Instytut, następnie jego (pracownika, nie śrubokrętu) kierownik podpisywał fakturę i pisał, iż zakup jest finansowany z grantu GGG i iż trzeba oddać pieniądze pracownikowi X. Taka faktura trafiała do księgowości, która pracownikowi X zwracała pieniądze.
Teraz papierowej faktury się nie dostanie, księgowość sprawdza w KSeFie obecność faktur, ale nie wie, w jakie koszty fakturę zaksięgować i komu pieniądze zwrócić. Dlatego codziennie dostaję maile z księgowości rozsyłane do wszystkich pracowników:
- Kto kupił śrubokręt w Castoramie?
- Kto kupił przewód elektryczny w Leroy-Merlin?
- Kto kupił mysz komputerową w firmie Computerland?
Jakaś paranoja! Jak się ktoś znajdzie, to księgowość musi fakturę wysłać kierownikowi, ten musi ją opisać, wysłać z powrotem do księgowości.
Oczywiście, dostosujemy się, ale, IMHO, sprzedający powinien mieć obowiązek (nie ma obecnie) wydania także faktury papierowej.
Michał Leszczyński









