DO PSYCHIATRY
Posłanka Chorosińska, znana z kompulsywnego szczekania w Sejmie, zaproponowała, aby poddać Donalda Tuska badaniom psychiatrycznym. To nic nowego, bo to tak, jakby kulawy biegł w maratonie i po przegranej domagał się badań lekarskich tych, którzy przybiegli na metę przed nim.
Przecież każdy wariat uważa, iż to lekarz jest stuknięty, a nie on. Sam postulat badania polityków też nie jest nowy. Już dawno temu Janusz Palikot proponował, aby Kaczyński poszedł do psychiatry i aby jego badania transmitować w paśmie programów rozrywkowych.
Przy okazji tej zadymy przypomina mi się ulubiony dowcip Polaków. Przychodzi Antek Macierewicz do psychiatry, a ten mówi: „Czekałem na pana”.
TRUMPIA REKLAMA
Trumpowi popularność spada jeszcze szybciej niż Nawrockiemu, w związku z czym administracja prezydenta szuka wszelkich sposobów, aby poprawić swój wizerunek. Już nie wystarcza, iż Trump ogłasza w swoich internetowych wpisach, iż jest super, i zaklina rzeczywistość, twierdząc, iż czterdzieści razy wygrał wojnę z Iranem. Potrzebne są mocniejsze chwyty.
W tym celu wyprodukowano, jak za komuny, film propagandowy o tym, jak to Amerykanie są szczęśliwi pod rządami Trumpa. Problem w tym, iż w filmie wykorzystano tzw. zdjęcia stockowe – ogromne bazy gotowych do wykorzystania zdjęć – które mają pokazywać szczęśliwych Amerykanów, a które pochodzą nie z USA, ale z takich państw jak m.in. Kanada, Estonia i… Polska.
Wpadka jest zabawna, ale przynajmniej na propagandowym filmie Trumpa robimy już za Amerykę. A to wszystko oczywiście „wina Tuska”.
DOBRE KOPYTO
W slangu gangusów „mieć dobre kopyto” oznacza tyle, co mieć dobry pistolet. Prezydent Nawrocki już nie musi nosić pistoletów, jak w czasach ustawek i przygód w sopockim Grand Hotelu, bo ma liczną ochronę, ale sentyment do czterech kopytek pozostał w postaci pasji jazdy konnej.
Jakiś czas temu Snusowy ujawnił, iż śni mu się marszałek Piłsudski i w snach rozmawia z jego duchem. I mamy chyba pierwsze efekty tych ciekawych rozmów, bo dziennikarze ujawnili, iż rodzina prezydencka jeździ konno. Przedsiębiorstwo państwowe obsługujące Kancelarię Prezydenta zakupiło konie z myślą o nowym hobby rodziny Nawrockich.
Karol i Marta, a także ich ośmioletnia córka plus ochroniarz z SOP-u, śmigają sobie na konikach na koszt podatnika. Najmniejszy koszt generuje córka, bo jeździ na małym kucyku, za to para prezydencka i ich cyngiel z kopytem w marynarce galopują na okazałych wierzchowcach. Odkryto, iż koń prezydenta nazywa się „Ramzes”.
Piłsudski jeździł na Kasztance i o tej klaczy pisano wiersze i piosenki. Cesarz Kaligula ze swojego ulubionego konia Incitatusa zrobił senatora. Tylko czekać, kiedy w uniwersum świata PiS awansuje „Ramzes”. Patrząc na końskie wybryki i obejście ministra Boguckiego, nastąpi to już niebawem.
Krzysztof Skiba












