Tysiące migrantów przedostały się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, przeciążając służby graniczne i system przyjęć. Madryt skierował wojsko do wsparcia Guardia Civil. Kryzys przyniósł też ofiary śmiertelne, co pokazuje cenę utraty kontroli nad zewnętrzną granicą Europy.
Granica nie wytrzymała presji
Ceuta, hiszpańskie miasto autonomiczne na północy Afryki, znalazła się w centrum poważnego kryzysu migracyjnego. Tysiące osób przekroczyły granicę od strony Maroka, część lądem, część wpław. Skala napływu przeciążyła miejscowe służby oraz ośrodki przyjmujące migrantów.
Associated Press podała, iż po ponad 1,5 tys. wejść w ciągu tygodnia kolejne tysiące osób przedostały się do Ceuty nocą i w czwartek. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie przedstawiło jeszcze pełnego bilansu tych dni. Według danych resortu do 15 lipca granicę Ceuty drogą lądową lub morską przekroczyło w tym roku blisko 3 tys. migrantów.
W mieście setki ludzi nocowały na ulicach. Lokalne władze alarmowały, iż możliwości przyjęcia zostały wyczerpane. To sytuacja trudna dla mieszkańców, funkcjonariuszy i samych migrantów, którzy podejmowali śmiertelnie niebezpieczne próby dotarcia do brzegu.
Wojsko wspiera Guardia Civil
Rząd Hiszpanii skierował do Ceuty siły zbrojne. Żołnierze mają wspierać Guardia Civil w ochronie granicy i utrzymaniu bezpieczeństwa, działając pod koordynacją dowództwa operacyjnego. Wzmocniono również siły policyjne i komponent morski.
Juan Jesús Vivas, szef władz Ceuty, domagał się od Madrytu ogłoszenia stanu nadzwyczajnego ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Wzywał także do zwiększenia liczby policjantów oraz użycia wojska dla ochrony nienaruszalności granicy i bezpieczeństwa mieszkańców. Sam fakt, iż władze musiały sięgnąć po armię, pokazuje skalę wcześniejszego zaniedbania kontroli.
Ceuta i Melilla są jedynymi lądowymi granicami Unii Europejskiej w Afryce. o ile ten odcinek przestaje być skutecznie chroniony, problem nie pozostaje lokalny. Dotyczy całej Europy, również Polski, która ponosi polityczne, finansowe i bezpieczeństwa skutki błędnej polityki migracyjnej Unii.
Tragiczny bilans
Kryzys ma wymiar ludzki, o którym nie wolno zapominać. Cadena SER informowała w piątek rano o 15 ciałach wydobytych z morza po próbach dopłynięcia do Ceuty. Wcześniejsze relacje podawały niższe liczby, dlatego ostateczny bilans może wymagać dalszego potwierdzenia przez władze.
Śmierć ludzi na granicy wymaga powagi. Nie może jednak służyć jako argument za rezygnacją z kontroli. Przeciwnie, szczelna granica, sprawne procedury azylowe i zdecydowane zwalczanie przemytu ludzi ograniczają chaos, w którym kolejne osoby ryzykują życie, a państwo traci zdolność działania.
Nie ma sprzeczności między ochroną godności człowieka a ochroną terytorium. Państwo ma obowiązek ratować tonących, udzielać pomocy potrzebującym i jednocześnie nie dopuszczać do masowego przekraczania granicy poza legalnymi przejściami.
Lekcja dla Polski
Ceuta przypomina, iż granica państwowa nie jest dekoracją ani administracyjną umownością. To podstawowa instytucja suwerenności. Gdy władza reaguje dopiero po przeciążeniu służb i załamaniu systemu przyjęć, koszty ponoszą zwykli mieszkańcy, funkcjonariusze oraz ludzie wykorzystywani przez przemytników i polityczne napięcia.
Polska powinna wyciągnąć z tego jednoznaczny wniosek. Ochrona granicy musi wyprzedzać kryzys, a nie podążać za nim. Potrzebne są własne zdolności, szybkie decyzje i prawo, które pozwala skutecznie odpierać nielegalne przekroczenia przy zachowaniu pomocy humanitarnej. Bez tego hasła o europejskiej solidarności pozostaną pustymi słowami, a rachunek za cudzą bezczynność znów zostanie wystawiony obywatelom.
Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)











