Kosiniak-Kamysz: Inwestujemy w bezpieczeństwo Polaków

polska-zbrojna.pl 3 hours ago

Już za kilkadziesiąt godzin rozpoczną się największe w Polsce targi przemysłu obronnego – MSPO w Kielcach. Z tej okazji rozmawiamy z wicepremierem, ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Szef MON-u mówi o nowoczesnym wyposażeniu Wojska Polskiego, przebiegu modernizacji technicznej i współpracy ze zbrojeniówką.

Skala modernizacji polskiej armii jest dziś bezprecedensowa. Jakie programy mają największe znaczenie?

Władysław Kosiniak-Kamysz: Rzeczywiście, prowadzimy operację bez precedensu w historii Wojska Polskiego. Skala modernizacji jest ogromna i obejmuje wiele obszarów. Dla artylerii zamówiliśmy dodatkowe południowokoreańskie wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet w spolonizowanej wersji Homar-K, a także kolejne polskie samobieżne haubice Krab, których dostawy są realizowane. Inwestujemy w systemy antydronowe, m.in. w zakontraktowany w tym roku San. Modernizujemy również wojska pancerne i zmechanizowane. Dzięki środkom z SAFE zamówiliśmy wozy dowodzenia i ewakuacji medycznej na podwoziu Rosomaka. Przeznaczyliśmy też miliardy złotych na rozwój krajowej produkcji amunicji wielkokalibrowej 155 mm. Naszym celem jest osiągnięcie do 2028 roku zdolności produkcji choćby 180 tys. pocisków rocznie. Nieustannie wzmacniamy też siły powietrzne. W dniu święta lotnictwa do Polski przyleciało kolejnych pięć samolotów F-35A. Robimy wszystko, żeby jak najszybciej mieć w polskich siłach zbrojnych samoloty do tankowania – bo to daje możliwość pełnego wykorzystania bojowych odrzutowców.

REKLAMA

Jak gwałtownie rosną nasze realne umiejętności wykorzystania F-35?

Mamy już w Polsce ośmiu pilotów gotowych do pełnego użycia F-35, a kolejnych czterech niedługo będzie w naszym kraju. Baza w Łasku już dysponuje infrastrukturą przygotowaną zgodnie z bardzo restrykcyjnymi wymogami do służby samolotów piątej generacji, a w tej w Świdwinie realizowane są prace.

Dotąd zamówiliśmy dwie eskadry F-35. Czy rzeczywiście zamierzamy kupić kolejne dwie?

Zakup kolejnych dwóch eskadr F-35 został wpisany do „Programu rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2025–2039”. Nie mówimy więc o deklaracji politycznej, ale o elemencie szerszego, systemowego planu modernizacji sił powietrznych. Obejmuje on nie tylko F-35, ale również FA-50, do których kupiliśmy uzbrojenie i symulatory, oraz modernizację F-16 do F-16V. Do tego dochodzi rozbudowa infrastruktury lotniskowej, zakup śmigłowców AH-64E Apache oraz już wspomnianych samolotów do tankowania w powietrzu.

Czy wiadomo już, kiedy zapadnie decyzja dotycząca konkretnych parametrów i terminu zakupu kolejnych F-35?

Terminy i szczegóły techniczne dotyczące samolotów, których zakup dopiero planujemy, będziemy podawać bliżej momentu finalizacji rozmów z producentem.

A co wobec tego z ciężkimi samolotami transportowymi?

Otrzymaliśmy ofertę zakupu ciężkich samolotów transportowych A400 Atlas. Ich producent proponuje pierwsze dostawy już w 2028 roku. To maszyny z najwyższej półki – niezwykle szybkie i zdolne do lądowania na przygodnych lotniskach. Z pewnością zwiększyłyby możliwości sił powietrznych w zakresie transportu największych ładunków. w tej chwili badamy potrzeby naszego wojska i ustalamy, na jaką współpracę producenta z polskim przemysłem zbrojeniowym moglibyśmy liczyć.

Ostatnio mocno przyspieszyła modernizacja marynarki wojennej. Za nami wodowanie fregaty „Wicher”. Zamówiono trzy takie okręty. To już dużo, ale czy program „Miecznik” może zostać rozszerzony do czterech jednostek?

Na razie program obejmuje trzy okręty, ale Polska Grupa Zbrojeniowa, która w Stoczni Wojennej w Gdyni buduje „Wichra” i kolejne dwie jednostki, jest zainteresowana budową czwartej. Pozwala na to licencja udzielona przez brytyjskiego partnera programu, firmę Babcock. Kluczowa jest jednak ocena potrzeb, o których rozmawiamy z Agencją Uzbrojenia, marynarką wojenną oraz Sztabem Generalnym Wojska Polskiego.

Do Polski przyleciało kolejnych pięć samolotów F-35A.

Na każdej z fregat będzie pokład śmigłowcowy, ale przez cały czas nie wybrano maszyn, które miałyby z niego działać. Dlaczego nie zapadła jeszcze decyzja w sprawie następców wycofanych SH-2G Super Seasprite?

Niestety program „Kondor” utknął na etapie prac analitycznych. Problemem jest precyzyjne zsynchronizowanie wymagań technicznych śmigłowców z tym, czym będą dysponować fregaty. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z wagi tego zakupu i luki operacyjnej związanej z brakiem tych maszyn. Pamiętajmy jednak, iż fregaty będą wchodzić do służby za 3–5 lat. Mamy więc jeszcze trochę czasu w podjęcie tej decyzji.

Za to ruszył wreszcie program „Orka” i podpisaliśmy umowę ze Szwecją na trzy okręty typu A26. Czego Polska oczekuje od zagranicznego partnera poza samym sprzętem?

Negocjacje z firmą Saab zakończyliśmy 29 czerwca 2026 roku, podpisując zamówienie na trzy okręty podwodne A26 oraz porozumienie dotyczące współpracy przemysłowej. Wiele szczegółów pozostaje oczywiście tajemnicą handlową, ale mogę powiedzieć, iż wynegocjowaliśmy włączenie polskiego przemysłu obronnego do globalnego łańcucha dostaw. Szwedzi zobowiązali się również do inwestycji w nasz przemysł oraz transfer technologii. Planujemy ponadto wspólne inwestycje, m.in. w budowę systemów rażenia, detekcji i reagowania.

Kończąc wątki lotnicze i morskie, chciałbym zapytać o ciężkie śmigłowce. Polska wskazała już kierunek działania, ale zamówienia przez cały czas nie ma.

Nie ma wątpliwości, iż ciężkie śmigłowce są Polsce potrzebne. Po wycofaniu wysłużonych Mi-6 siły zbrojne mają tylko cztery ciężkie śmigłowce AW101 przystosowane do zwalczania okrętów podwodnych, a potrzebujemy maszyn zdolnych do realizacji również innych zadań. w tej chwili jesteśmy na etapie podejmowania decyzji, ile i jakie konkretnie ciężkie śmigłowce będą dla Polski najlepsze. Najczęściej rozważanym modelem jest Boeing CH-47 Chinook.

W geopolitycznym położeniu Polski kluczową rolę odgrywają wojska lądowe, dlatego z ich potrzebami związane są liczne zakupy uzbrojenia, w tym bojowych wozów piechoty Borsuk. Ich producent Huta Stalowa Wola pracuje nad ciężkim bojowym wozem piechoty. Kiedy żołnierze mogą dostać jego pierwsze egzemplarze?

Demonstrator technologii tego pojazdu będzie można podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach – jednych z największych targów zbrojeniowych w Europie. Producent deklaruje, iż będzie to już niemal docelowa wersja, a pierwsze wozy mogą trafić do armii w 2029 roku. To oczywiście jest możliwe, ale po formalnej prezentacji czekają nas jeszcze negocjacje, testy, a po ich zakończeniu – wdrażanie informacji zwrotnych od żołnierzy. To długotrwały proces, ale konieczny, ponieważ chcemy, żeby do armii trafiał najlepszy sprzęt, a pieniądze publiczne były wydawane jak najbardziej efektywnie.

Modernizacja sił zbrojnych to nie tylko ciężkie uzbrojenie. Co zmienia się w wyposażeniu osobistym żołnierzy?

Stawiamy na ludzi. Dlatego rozwijamy program „Szpej” i na wielką skalę wymieniamy wyposażenie osobiste żołnierzy. Znikają z niego stalowe hełmy, za to pojawia się coraz więcej nowoczesnych kamizelek kevlarowych i sprzętu optoelektronicznego. Pracujemy również nad tzw. zieloną listą wyposażenia przydatnego wojsku. Chcemy, żeby każdy żołnierz mógł wybrać z niej sprzęt, który najbardziej mu odpowiada. To nie jest tylko kwestia komfortu służby. Lepsze wyposażenie zwiększa poczucie bezpieczeństwa i przekłada się na jakość wykonywania zadań.

Wiele nowego sprzętu dla całych sił zbrojnych zamówiliśmy, korzystając z instrumentu unijnego SAFE. Co to oznacza dla Polski?

To historyczne osiągnięcie, wynegocjowane w czasie naszej prezydencji w Unii Europejskiej. Minister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka walczyła o SAFE w Brukseli, a później musiała walczyć z prezydenckim wetem. Nie poddaliśmy się. Wielkim wysiłkiem Agencji Uzbrojenia w zaledwie trzy dni podpisaliśmy umowy na dostawę sprzętu z polskich zakładów o wartości aż 119 mld zł.

Pierwszy etap SAFE to 60 umów o wartości 119 mld zł. Jaki sprzęt Polska będzie kupować wraz z innymi państwami w drugim etapie?

Chodzi m.in. o sprzęt, którego Polska w tej chwili nie produkuje i musi go importować. Mamy już pierwsze powody do optymizmu. Hiszpania zatwierdziła umowę ramową z Polską dotyczącą zakupu samolotów do tankowania w powietrzu A330 MRTT. Pod koniec sierpnia podpisaliśmy także wspólną umowę z Litwą, Łotwą i Norwegią obejmującą kilka tysięcy pocisków oraz setki zestawów przeciwlotniczych Piorun. To również jest efekt SAFE. Dostawy mają potrwać do 2030 roku. Jestem przekonany, iż do tego czasu podpiszemy jeszcze wiele podobnych umów.

Widać, iż dużo emocji budzi projekt „SAFE 0%”. Czy są realne szanse na jego przyjęcie? I czy pieniądze z niego są pewne?

Dobrze byłoby wypracować projekt akceptowalny dla wszystkich – zarówno parlamentu, jak i prezydenta. Dodatkowe fundusze na nasze wojsko i zwiększenie poziomu naszego bezpieczeństwa to zawsze coś dobrego i warto o nie walczyć. Nasz projekt jest poprawiony względem projektu prezydenckiego w dwóch kluczowych obszarach. Po pierwsze, zabezpiecza pieniądze nie tylko dla sił zbrojnych, ale również dla Policji i Straży Granicznej. Po drugie, przywraca porządek konstytucyjny, dając decydujący głos przedstawicielom rządu, którzy – zgodnie z Konstytucją RP – odpowiadają za budżet państwa i politykę obronną. Jest również zasadnicze pytanie: czy Narodowy Bank Polski w ogóle jest w stanie wypracować zysk. Wszyscy wiemy, iż w 2025 roku wykazał ponad 35 mld zł straty i od lat jest na minusie.

Samolot do tankowania w powietrzu A330 MRTT.

Ale SAFE to nie tylko nowy sprzęt dla wojska. Co zyska na tym programie polski przemysł?

To właśnie jest wspólny mianownik naszych inwestycji zbrojeniowych – korzyści dla polskiego przemysłu. Skończyliśmy z zakupami „z półki”, bez offsetu i transferu technologii. choćby jeżeli kupujemy sprzęt od zagranicznych partnerów, Polska ma na tym korzystać ekonomicznie, militarnie i technologicznie. I to się już dzieje. W WZL-1 w Łodzi powstaje centrum serwisowe kupionych przez nas śmigłowców, a w Dęblinie będzie działało jedyne w Europie centrum serwisowania silników do czołgów Abrams. Z kolei WZL-2 w Bydgoszczy będzie współprodukować pociski Barracuda 500. Chcemy również stworzyć w Polsce centrum serwisowe pocisków PAC-3 do systemów Patriot. To nie tylko oznacza sprzęt dla wojska, ale również zdobywanie nowych kompetencji, tworzenie miejsc pracy i rozwój technologiczny.

Dzięki nowym zamówieniom MON-u Polska Grupa Zbrojeniowa i prywatne firmy zwiększają moce produkcyjne, ale wciąż słyszymy o problemach. Czego resort konkretnie oczekuje od krajowego sektora obronnego?

Od pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku nasz przemysł obronny przeszedł ogromną transformację. Nie ma jednak co ukrywać – wciąż mierzy się z różnymi problemami. Dlatego wspólnie z Ministerstwem Finansów opracowujemy „Strategię rozwoju przemysłu obronnego na lata 2026–2030”. Chcemy stworzyć system, który przyspieszy procedury zakupowe, zmniejszy rozdrobnienie sektora i pozwoli wcześniej komunikować o potrzebach wojska. Chcemy również zwiększyć możliwości finansowania badań prorozwojowych, zmniejszyć zależność od zagranicznych dostawców, odpowiedzieć na problem braków kadrowych oraz zwiększyć udział eksportu w produkcji.

Czyli naszą ambicją jest nie tylko produkować więcej, ale też budować przemysł, który będzie konkurencyjny po zakończeniu wojny w Ukrainie?

Właśnie tak. Chcemy stworzyć system, który pozwoli rozwiązać problemy przemysłu obronnego. Ostatecznie kluczowa rola przypadnie jednak władzom poszczególnych spółek i konsorcjów. To one muszą wykazać się otwartością na zmiany. o ile rozwój polskiego sektora obronnego ma być utrzymany również po zakończeniu konfliktu w Ukrainie i uspokojeniu sytuacji w Europie, nasze produkty muszą być innowacyjne i trafiać na rynki całego świata.

Powróćmy do sił zbrojnych i spójrzmy na dalsze plany rozwoju. Jak będzie wyglądało Wojsko Polskie po 2030 roku? Jakie nowe programy modernizacyjne są planowane?

Przyjęliśmy „Program rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2025–2039”. Koncentruje się on na kilku kluczowych obszarach. Po pierwsze, stawiamy na operacje wielodomenowe. Równomiernie rozwijamy wszystkie rodzaje sił zbrojnych. Chcemy, żeby były nie tylko nowoczesne, ale również gotowe do szerokiej i precyzyjnej współpracy. Po drugie, rozwijamy odstraszanie zarówno przez odmowę dostępu, jak i przez odwet. Dlatego wzmacniamy nie tylko obronę przeciwlotniczą, przeciwrakietową i przeciwdronową, ale również siły uderzeniowe dalekiego zasięgu. Program zakłada także szeroką dronizację, robotyzację i wykorzystanie sztucznej inteligencji. A do obsługi nowoczesnego sprzętu potrzebujemy ludzi.

Skoro mówimy o żołnierzach, doprecyzujmy – jak duża będzie polska armia w przyszłości?

Realizujemy projekt „Armia 500”. Zakładamy osiągnięcie do 2039 roku poziomu pół miliona żołnierzy – 300 tys. w służbie czynnej i 200 tys. w rezerwie, w tym w rezerwie wysokiej gotowości. Jednocześnie szkolimy cywilów w ramach dobrowolnego programu „wGotowości”. Dla wielu osób może to być pierwszy krok do dalszego szkolenia wojskowego. Ale choćby jeżeli ktoś nie będzie chciał wstąpić do Wojska Polskiego, zyska konkretną wiedzę – choćby z zakresu zasad przetrwania, pierwszej pomocy czy cyberbezpieczeństwa.

Rozmawiał: Tadeusz Wróbel
Read Entire Article