Tragiczny bilans XXI wieku na polskich torach obnaża słabość systemu, w którym spotykają się drogi i kolej. Po dramatycznym wypadku w Sokolnikach Suchych, który wywołał falę buntu maszynistów, kraj jest przed perspektywą zaostrzenia przepisów. Jakie zmiany w prawie mają uchronić nas przed kolejną katastrofą na przejazdach?
Wrześniowa katastrofa w Sokolnikach Suchych na Mazowszu, gdzie pociąg pospieszny zderzył się z samochodem ciężarowym, na nowo wstrząsnęła opinią publiczną i otworzyła debatę o bezpieczeństwie transportu szynowego w Polsce. Wydarzenie to stało się bolesnym symbolem zagrożeń czyhających na tysiącach krajowych przejazdów, gdzie margines błędu po prostu nie istnieje, a każda chwila nieuwagi lub niespodziewana awaria może prowadzić do tragedii.
Wypadek w Sokolnikach wpisuje się w czarną serię zdarzeń, które w obecnym stuleciu naznaczyły polskie kolejnictwo. Wystarczy wspomnieć tragiczną katastrofę pod Szczekocinami z marca 2012 roku. Zderzyły się wtedy pociągi TLK „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy i Interregio „Jan Matejko” relacji Warszawa – Kraków. Pociąg jadący ze stolicy wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl – Warszawa. W akcji ratunkowej brało udział kilkuset strażaków. Wypadek doprowadził do śmierci szesnastu osób, a blisko sześćdziesiąt zostało ciężko rannych. Na miejsce przyjechał także premier Donald Tusk z ówczesnym prezydentem Bronisławem Komorowskim, który ogłosił dwudniową żałobę narodową. Jak ustaliła częstochowska prokuratura, do katastrofy przyczyniły się błędy dwojga dyżurnych ruchu z posterunków Starzyny i Sprowa, którym zarzucono nieumyślne sprowadzenie katastrofy kolejowej – skierowali jadące z naprzeciwka pociągi na ten sam tor.
Z kolei w listopadzie 2011 roku pod Piotrkowem Trybunalskim wykoleiła się lokomotywa i cztery wagony. Lokomotywa uderzyła w nasyp, a jeden z wagonów wypadł z torów i przewrócił się. Jedna osoba zginęła na miejscu, a kilka tygodni później w szpitalu zmarła kolejna. Ostatecznie poszkodowanych zostało 162 pasażerów. Według prokuratury 44-letni maszynista niedostatecznie obserwował wskazania semaforów i nieumyślnie spowodował katastrofę w ruchu kolejowym przez przekroczenie dozwolonej prędkości do 40 km na godz. w miejscu rozjazdu torów i jazdę z prędkością 113 km/h.
Czy politykom uda się wprowadzić przepisy, które zwiększą bezpieczeństwo na kolei? / fot. Marcin Klonowski (Fenestra)Nie sposób tutaj nie wspomnieć także o katastrofie kolejowej w Smętowie Granicznym, na trasie między Gdańskiem a Bydgoszczą, do której doszło w 2017 roku. Wówczas zderzył się pociąg towarowy z osobowym. Wykoleiło się siedem z jedenastu wagonów. 75 osób zostało rannych, w tym 8 ciężko. Według prokuratury za katastrofę ma być odpowiedzialny maszynista pociągu towarowego. 64-latek nie zatrzymał maszyny przed sygnalizacją kolejową, mimo iż semafor wskazywał dla jego toru jazdy sygnał „Stój”. Wjechał tym samym z toru bocznego na główny, którym poruszał się prawidłowo jadący pociąg osobowy. Wszystkie te wypadki które pokazują złożoną i trudną prawdę o polskich szlakach.
Te dramatyczne wydarzenia obnażają skomplikowany mechanizm zagrożeń: czasem za katastrofą stoi ludzka brawura, ignorowanie podstawowych przepisów ruchu drogowego, wjeżdżanie na tory na czerwonym świetle lub omijanie opuszczających się zapór w pogoni za zaoszczędzeniem kilku sekund. Kiedy indziej jednak za dramat odpowiada nieszczęśliwy zbieg okoliczności, nagła awaria techniczna pojazdu na przejeździe, usterka infrastrukturalna lub ukryty błąd systemu sterowania ruchem, na które maszynista w kabinie nie ma żadnego wpływu, stając się bezradnym świadkiem nieuchronnego zderzenia.
Tragedia na Mazowszu przelała czarę goryczy w środowisku kolejarskim, wywołując głośny sprzeciw pracowników drużyn trakcyjnych oraz organizacji zrzeszających maszynistów. Pracownicy kolei zorganizowali głośne protesty, zwalniając składy do symbolicznych, bezpiecznych prędkości na przejazdach, by zwrócić uwagę opinii publicznej na dramatyczną dysproporcję. Polska kolej intensywnie inwestuje w nowoczesny, szybki tabor oraz modernizację torowisk, podczas gdy tysiące skrzyżowań dróg z torami wciąż pozostają przestarzałymi pułapkami, w których kierowcy ryzykują życiem. Rozpędzonego pociągu ważącego setki ton nie da się zatrzymać w miejscu ani wykonać gwałtownego manewru ominięcia przeszkody – droga hamowania takich składów liczy się w setkach metrów.
Sejm uchwalił nowelizację ustawy Prawo o ruchu drogowym. Zagłosowało za nią 422 posłów, 5 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu. Senat przyjął bez poprawek nowelizację zaostrzającą przepisy. Za jej przyjęciem głosowało 90 senatorów, jeden wstrzymał się od głosu. Nikt nie był przeciw. Ustawa trafi teraz do prezydenta. W nowelizacji kodeksu drogowego zapisano, iż za przejazd przy zamkniętych szlabanach lub przy czerwonym świetle, będzie na trzy miesiące zatrzymane prawo jazdy. Regulacja wprowadza także bardziej surowy wymiar kary dla kierowców, którzy spowodują wypadek na przejeździe kolejowym. o ile kierujący zostanie skazany za katastrofę lub wypadek na przejeździe kolejowym, wówczas zakaz ma wynosić minimum trzy lata. Natomiast w przypadku sprowadzenia bezpośredniego ryzyka katastrofy na przejeździe – minimum rok.
Obecnie za wykroczenia na przejazdach kolejowych grozi mandat w wysokości 2 tysięcy złotych oraz 15 punktów karnych. W zeszłym roku zanotowano 51 wypadków, w których zginęło 27 osób. Czterdzieści osób w tych zdarzeniach zostało rannych. I w aż 30 przypadkach wina leżała po stronie kierującego pojazdem.
Julia ZYGMUNT












