Mykoła Kniażycki, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy, 12 sierpnia skrytykował propozycję PiS deportacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym bez legalnej pracy w Polsce. Polityk liczy, iż rząd Donalda Tuska jej nie wdroży, mimo iż sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje 67,2 proc. poparcia dla takiego rozwiązania.
Propozycja, która ustawiła spór
Spór zaczął się po konwencji programowej PiS „Ku nowemu rządowi”, zorganizowanej 6 sierpnia w Warszawie. Europoseł Tobiasz Bocheński zapowiedział wtedy, iż po ewentualnym powrocie PiS do władzy jedną z ważniejszych decyzji byłaby deportacja ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce. Jarosław Kaczyński doprecyzował później, iż nie chodzi o wszystkich obywateli Ukrainy, ale o tych, którzy są w Polsce, nie mają legalnej pracy i podlegają poborowi.
To rozróżnienie ma znaczenie. Państwo polskie ma prawo wymagać legalnego zatrudnienia, respektowania reguł i jasnego statusu pobytowego. Pomoc udzielona po rosyjskiej napaści na Ukrainę była wielkim wysiłkiem Polaków, ale nie może oznaczać trwałego rozmycia granic odpowiedzialności. Gościnność bez porządku staje się kosztem dla gospodarza.
Kijów odpowiada i patrzy na Tuska
Mykoła Kniażycki zareagował w mediach społecznościowych. Według relacji Interii i DoRzeczy.pl deputowany uznał, iż sprawa nie jest przesądzona, a obecny rząd w Warszawie nie zdecyduje się na takie rozwiązanie. W jego ocenie PiS próbuje odpowiedzieć na nastroje społeczne i walczy o prawicowy elektorat.
Polityk z Kijowa podał też własny rachunek: twierdzi, iż w Polsce przebywa 1,6-1,9 mln Ukraińców, którzy mają zapewniać Polsce wzrost PKB o 2,7 proc. rocznie. To argument gospodarczy, ale zarazem politycznie wygodny. Sprowadza polską debatę do pytania, czy opłaca się egzekwować prawo. A to jest fałszywy wybór. Legalna praca, składki i podatki zasługują na normalne traktowanie. Szara strefa i życie poza kontrolą państwa nie mogą być przedstawiane jako interes Polski.
Polacy dali jasny sygnał
Według sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonego 7-8 sierpnia na grupie ponad tysiąca osób, 67,2 proc. ankietowanych poparło deportację ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym bez legalnej pracy, 23,4 proc. było przeciw, a 9,4 proc. nie miało zdania. O samej skali nastrojów pisaliśmy szerzej w tekście o tym, iż 67,2 proc. ankietowanych popiera deportację Ukraińców bez legalnej pracy.
Takiego wyniku nie wolno zbywać etykietką „populizmu”. Polacy widzą, iż wojna na Ukrainie trwa, a jednocześnie część ciężarów tej wojny, finansowych i społecznych, spadła na polskie państwo i polskie rodziny. Wymóg legalnej pracy nie jest wrogością wobec Ukraińców. Jest minimalnym warunkiem uczciwości wobec podatnika.
Spór także po prawej stronie
Pomysł PiS nie przeszedł bez krytyki choćby w obozie szeroko rozumianej prawicy. Marcin Horała oceniał, iż kryterium powinno dotyczyć legalności pobytu i pracy, a nie narodowości. Ten wątek opisaliśmy przy okazji tekstu, w którym Horała punktował paradoks pomysłu PiS.
I tu leży istota sprawy. Państwo narodowe nie może działać ani emocjonalnie, ani pod dyktando obcego polityka, ani pod dyktando medialnego szantażu. Ma chronić własny porządek. jeżeli cudzoziemiec pracuje legalnie, płaci podatki i respektuje prawo, państwo powinno traktować go zgodnie z przepisami. jeżeli nie, państwo musi mieć realne narzędzia kontroli i egzekucji.
Interes Polski przed cudzą kalkulacją
Najbardziej wymowny jest fragment, w którym Kniażycki liczy na rząd Donalda Tuska. To pokazuje, jak obecna władza jest czytana poza Polską: jako gwarancja miękkiego kursu, choćby wtedy, gdy większość społeczeństwa oczekuje twardszych reguł. Dla Warszawy to sygnał ostrzegawczy.
Polska ma pomagać Ukrainie w zatrzymaniu rosyjskiej agresji, bo to leży w naszym bezpieczeństwie. Ale pomoc nie może oznaczać rezygnacji z suwerennego prawa do ustalania warunków pobytu cudzoziemców. W relacjach z Kijowem, jak pisaliśmy przy innym sporze, relacje z Ukrainą muszą opierać się na wzajemności. Bez tego polska polityka staje się administracją cudzych oczekiwań.
Źródło: DoRzeczy.pl, Interia, Rzeczpospolita
Źródło: Do Rzeczy









