Kinga Gacka i Polki siódme w sztafecie. Brak Bukowieckiej zabolał

dzienniknarodowy.pl 5 hours ago
Zdjęcie: Kinga Gacka i Polki siódme w sztafecie. Brak Bukowieckiej zabolał


Polska sztafeta kobiet 4×400 m zajęła w niedzielę 16 sierpnia siódme miejsce w finale mistrzostw Europy w Birmingham, uzyskując 3:27.70. Natalia Bukowiecka wypadła po urazie na rozgrzewce, a Kinga Gacka i koleżanki nie mogły już realnie walczyć o podium. Złoto zdobyła Holandia z Femke Broeders-Bol.

Uraz liderki zmienił finał

Polski plan był prosty: utrzymać kontakt z czołówką i dać Natalii Bukowieckiej możliwość walki na ostatniej zmianie. Taki wariant miał sportowy sens, bo Bukowiecka dzień wcześniej została wicemistrzynią Europy na 400 m. Finał sztafety pokazał jednak brutalną prawdę sportu. Gdy liderka wypada w ostatniej chwili, cały misterny układ przestaje istnieć.

Według relacji Interii Sport, Bukowiecka doznała urazu na rozgrzewce, a w składzie zastąpiła ją Izabela Smolińska. Polska pobiegła w ustawieniu: Anna Gryc, Kinga Gacka, Izabela Smolińska i Anastazja Kuś. To nie była kosmetyczna korekta. To była zmiana, która zepchnęła biało-czerwone z marzeń o medalu do walki o uratowanie twarzy.

Siódme miejsce i holenderska kontrola

Już po pierwszej zmianie Polki były daleko od najlepszych. Kinga Gacka próbowała trzymać bieg, ale strata do czołówki rosła. Na trzeciej zmianie Smolińska musiała wejść w rolę awaryjną, bez komfortu przygotowanego scenariusza. Anastazja Kuś kończyła bieg, ale różnica była za duża, by myśleć o pościgu za medalem.

W finale wygrała Holandia z czasem 3:21.10. Wielka Brytania zdobyła srebro, a Włochy brąz. Wynik Polek, 3:27.70, dał siódme miejsce. To liczba chłodna, ale uczciwa. W sporcie nie ma sentymentów. Jest forma, zdrowie, rezerwa i głębokość składu.

Femke Bol zamknęła sprawę

Holenderki miały luksus, którego Polsce zabrakło: stabilność i gwiazdę gotową do końcowego uderzenia. Femke Broeders-Bol nie musiała robić rzeczy niemożliwych. Wystarczyło, iż utrzymała kontrolę, gdy Brytyjka Emily Newnham próbowała ją nacisnąć. Zrobiła to z zimną głową.

To kolejny mocny sygnał z Birmingham. Holandia potrafi zbudować sztafetę wokół klasy jednostki, ale nie zostawia wszystkiego jednej zawodniczce. U nas Bukowiecka jest skarbem. Problem zaczyna się wtedy, gdy skarb staje się jedynym realnym zabezpieczeniem całej konkurencji. Dlatego wcześniejszy start Femke Bol na 800 m warto czytać szerzej: najlepsze reprezentacje produkują zawodniczki wszechstronne, odporne i gotowe do kilku zadań.

Lekcja dla polskiej lekkoatletyki

Nie ma sensu pastwić się nad Gacką, Gryc, Smolińską czy Kuś. Każda z nich weszła w finał pod presją, a Smolińska szczególnie wzięła na siebie rolę ratunkową. Reprezentowanie Polski nie polega na bieganiu tylko wtedy, gdy wszystko jest idealne. Czasem polega na tym, by wyjść na stadion, kiedy sytuacja jest już prawie przegrana.

Ale uczciwość wobec kibiców wymaga czegoś więcej niż pocieszania. Polska sztafeta 4×400 m kobiet przez lata była marką. "Aniołki Matusińskiego" dawały medale, emocje i poczucie, iż w tej konkurencji jesteśmy poważnym graczem. Birmingham przypomniało, iż tradycja sukcesu nie zastępuje świeżej siły. Kadra potrzebuje zaplecza, które nie rozsypuje się po jednym urazie.

Stawka większa niż jeden finał

Dla polskiego sportu to lekcja organizacyjna. o ile chcemy flagi na podium, nie wystarczy czekać na jedną mistrzynię. Trzeba inwestować w trenerów, kluby, szkolenie młodzieży i spokojne prowadzenie talentów. Państwo, samorządy i związki sportowe lubią zdjęcia z medalistami. Prawdziwa robota zaczyna się jednak tam, gdzie nie ma kamer.

Siódme miejsce w Birmingham boli, bo Polki mogły mieć większe ambicje. Nie kompromituje ich. Pokazuje za to rachunek, którego nie da się odłożyć. Narodowa duma w sporcie nie rodzi się z haseł. Rodzi się z systemu, który pozwala przetrwać choćby wtedy, gdy liderka wypada na rozgrzewce.

Źródło: Interia Sport, World Athletics, Biegowe.pl

Read Entire Article