Kijów nie ma kim walczyć. Zmobilizuj kobiety?

magnapolonia.org 4 hours ago

Ukraina wchodzi w kolejny etap wojny z coraz poważniejszym problemem kadrowym. Na froncie brakuje ludzi, mobilizacja napotyka coraz większy opór, a liczba przypadków dezercji osiągnęła poziom, który sami ukraińscy wojskowi określają jako alarmujący. W tej sytuacji coraz głośniej mówi się o rozwiązaniach, które jeszcze niedawno wydawały się politycznie nie do przyjęcia – w tym o mobilizacji kobiet.

Kijów nie ma kim walczyć. Serhij Gniezdiłow, żołnierz 56. Samodzielnej Brygady Piechoty Zmotoryzowanej, w rozmowie z RBC-Ukraina stwierdził wprost, iż mobilizacja kobiet jest „nieunikniona”.

Jak tłumaczył wojskowy, Ukraina ma coraz mniej ludzi zdolnych do uzupełniania jednostek. Jego zdaniem, jeżeli Rosja przeprowadzi kolejną dużą mobilizację, Kijów może zostać zmuszony zarówno do obniżenia wieku mobilizacyjnego, jak i rozpoczęcia przygotowań do objęcia poborem części kobiet.

Problem jest znacznie szerszy niż sama liczba nowych rekrutów. Ukraińskie władze zmagają się z narastającym uchylaniem się od mobilizacji, ucieczką dzieci oligarchów za granicę, zmęczeniem społeczeństwa wojną oraz dezercjami. Gniezdiłow mówił o choćby 400 tys. przypadków dezercji, choć jest to liczba podawana przez niego, a nie oficjalnie potwierdzony bilans wszystkich dezercji. Jest to jednak liczba bliska prawdzie, którą Kijów ukrywa.

Skala kryzysu widoczna jest również na ulicach. Według danych ukraińskiej policji od początku 2026 roku odnotowano ponad 600 ataków na pracowników centrów mobilizacyjnych. Władze mają więc problem nie tylko ze znalezieniem nowych żołnierzy, ale również z rosnącym społecznym oporem wobec samego procesu mobilizacji. Jak widać, propaganda ciągłych zwycięstw w wojnie z Rosją oraz znikomych stratach własnych, przestała działać.

O problemach kadrowych Ukrainy informował także Ośrodek Studiów Wschodnich. Według jego analizy Ukraina stara się utrzymać liczebność swoich sił zbrojnych na poziomie około 800 tys. żołnierzy, jednak coraz mniej obywateli jest zainteresowanych podjęciem służby, przede wszystkim z obawy przed skierowaniem na front.

W tym samym czasie w Polsce przez cały czas pozostają setki tysięcy ukraińskich „uchodźców wojennych” w wielu poborowym. Według danych przedstawionych jeszcze w 2024 roku, zarejestrowanych było u nas około 371 tys. ukraińskich mężczyzn zdolnych do walki.

Problem jest politycznie istotny. Polska w czerwcu poparła na forum UE propozycję ograniczenia ochrony tymczasowej dla ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym. W lipcu państwa UE wstępnie uzgodniły, iż nowo przybywający do Unii ukraińscy mężczyźni nie będą automatycznie obejmowani dotychczasowym systemem ochrony tymczasowej.

Jednocześnie rząd warszawski nie zdecydował się na wprowadzenie specjalnych ograniczeń wobec przebywających już w Polsce Ukraińców w wieku poborowym. Minister Tomasz Siemoniak zadeklarował, iż takich obostrzeń nie będzie.

Powstaje więc paradoks: Ukraina coraz wyraźniej sygnalizuje, iż brakuje jej ludzi do prowadzenia wojny, a jednocześnie poza jej granicami pozostaje znaczna grupa mężczyzn w wieku mobilizacyjnym. Kijów chce ograniczać możliwość odpływu kolejnych osób w wieku poborowym do Europy, podczas gdy Warszawa nie zdecydowała się na rozwiązania zmuszające przebywających już w Polsce mężczyzn do powrotu.

Faktycznie Polska ukrywa ukraińskich poborowych, co jest z jednej strony dywersja antyukraińską, a z drugiej decyzją szkodzącą polskim obywatelom, którzy na codzień muszą konfrontować się z cwaniactwem i roszczeniowością Ukraińców. Co więcej, w Polsce ukrywa się przed poborem przede wszystkim ukraińska śmietanka – dzieci i córy mafii oraz skorumpowanych urzędników – osoby, które było stać na ucieczkę z kraju dzięki koneksjom i łapówkom.

Kryzys kadrowy ukraińskiej armii jest faktem, choćby państwowa propaganda dwoiła się i troiła, by grzmieć o sukcesach. o ile wojna będzie się przedłużać na kolejne lata, a liczba poborowych przez cały czas będzie spadać, presja na rozszerzanie mobilizacji będzie rosła. Wtedy pytanie nie będzie już dotyczyć wyłącznie tego, ilu kolejnych mężczyzn można wysłać na front, ale również tego, czy Ukraina zdecyduje się na objęcie obowiązkiem służby nowych grup społeczeństwa.

Deklaracja ukraińskiego żołnierza, iż mobilizacja kobiet może być „nieunikniona”, pokazuje, jak poważny stał się problem z uzupełnianiem strat osobowych i jak nieodpowiedzialna jest polityka Warszawy, która wspiera ukraińskich dezerterów.

Polecamy również: Ślązakowcy znów zaatakowali krzyż powstańczy

Read Entire Article