Kierunek południe, czyli letnie praktyki na „Wodniku”
polska-zbrojna.pl 5 hours ago
50 dni na morzu, na liczniku 9 tys. mil, a po drodze trzy porty i długie godziny nauki – po trwającym ponad półtora miesiąca rejsie nawigacyjno-szkoleniowym ORP „Wodnik” powrócił do Gdyni. Na jego pokładzie praktyki odbywało ponad 80 podchorążych z drugiego i trzeciego roku Akademii Marynarki Wojennej.
– Za nami intensywny czas. Momentami było ciężko, ale warto było coś takiego przeżyć – przyznaje mat pchor. Łukasz Góralski z drugiego roku Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Akademii Marynarki Wojennej. W środę wspólnie z koleżankami i kolegami powrócił do Gdyni po trwającym kilkadziesiąt dni rejsie na pokładzie ORP „Wodnik”. Po wejściu do portu był czas na powitanie z rodziną, ale też dopięcie ostatnich formalności. Ostatecznie na ląd podchorążowie zeszli dopiero kilkadziesiąt godzin później. Tym samym domknęli jedne z najważniejszych, a już na pewno najbardziej czasochłonne praktyki podczas studiów.
Rejs nawigacyjno-szkoleniowy rozpoczął się 3 czerwca. ORP „Wodnik” po opuszczeniu macierzystego portu, skierował się na północ. – Naszym celem był obszar, gdzie stoją platformy wiertnicze Petrobalticu. Akwen patrolowaliśmy w ramach operacji „Zatoka”, którą od dłuższego czasu prowadzi nasza marynarka wojenna – wyjaśnia kmdr por. Adrian Rusek, dowódca „Wodnika”. Później okręt ruszył na zachód, ku Cieśninom Bałtyckim. – Przeszliśmy Wielki Bełt, Kattegat i Skagerrak na Morze Północne, a stamtąd na Atlantyk – relacjonuje oficer. Po dziesięciu dobach na morzu, „Wodnik” zawinął do pierwszego portu na swojej trasie – Funchal, czyli stolicy portugalskiej Madery. Dalej przez Cieśninę Gibraltarską ruszył ku Morzu Śródziemnemu.
REKLAMA
To właśnie w tym rejonie świata zwykle prowadzone są praktyki nawigacyjne dla podchorążych drugiego roku. Powód? Latem zwykle panuje tam dobra pogoda – niebo przez większą część doby pozostaje pochmurne, ale nocą doskonale widać gwiazdy i planety. W oparciu o nie stosunkowo łatwo określać położenie i kurs okrętu, a to m.in. ćwiczą przyszli nawigatorzy. Choć oczywiście to zaledwie jeden z punktów na długiej liście zadań. – Podczas rejsu pełniliśmy wachty w szkolnej kabinie nawigacyjnej. Prowadziliśmy dziennik nawigacyjny, nanosiliśmy pozycje okrętu na mapy, obsługiwaliśmy różnego typu urządzenia – wyjaśnia mat pchor. Góralski. Innymi słowy: podchorążowie dublowali działania obsady wachty na mostku. Wykonywali wszystkie czynności przypisane członkom załogi, poza wydawaniem komend.
Na tym jednak nie koniec. – Pełniliśmy też służbę przy oficerach wachtowych. Przyglądaliśmy się, co robią, zadawaliśmy pytania. Mieliśmy okazję uczyć się od osób, z którymi kiedyś być może będziemy współpracować – opowiada podchorąży. Praktykanci byli też delegowani do pełnienia wacht pod pokładem, w centrum sterowania siłownią. – Oczywiście jako nawigatorzy w przyszłości będą skupiać się bardziej na innych częściach okrętu, ale zależało nam, by poznali go od podszewki – przyznaje kmdr por. Rusek. Ważne było też posmakowanie pokładowej codzienności, i to z różnej perspektywy – praca na pentrze, mesie, w kambuzie…
Na Morzu Śródziemnym „Wodnik” odwiedził jeszcze dwa porty – w La Valletcie na Malcie i francuskiej Marsylii. Po drodze pokonał dwie kolejne cieśniny: Mesyńską pomiędzy Półwyspem Apeniński a Sycylią oraz Bonifacio, która oddziela Sardynię od Korsyki. – Trasę rejsu ułożyliśmy tak, by po drodze zaliczyć jak najwięcej przejść ciekawych i wymagających pod względem nawigacyjnym – przyznaje dowódca „Wodnika”. Po opuszczeniu Morza Śródziemnego okręt miał jeszcze jeden postój – w Lizbonie. Następnie obrał kurs na Gdynię.
– Uważam, iż praktyki były udane. Zrealizowaliśmy wszystkie cele. Podchorążowie mieli też okazję działać w zróżnicowanych warunkach pogodowych – podkreśla kmdr por. Rusek. Na Morzu Północnym i Atlantyku okręt mierzył się ze sztormem. – W ciągu ponad miesiąca mieliśmy szereg zadań do zaliczenia i końcowy egzamin. Pracy było więc sporo, ale udało mi się wszystko pomyślnie sfinalizować. W pamięci na pewno zostaną mi również odwiedzane porty i chrzest morski, którego doświadczyliśmy – podsumowuje mat pchor. Góralski.
„Wodnik” spędził na morzu łącznie 50 dni, pokonując w tym czasie dystans blisko 9 tys. Mm. W praktykach wzięło udział 54 podchorążych drugiego roku, a także 30 z roku trzeciego – 15 płynęło z Gdyni do La Valletty, kolejnych 15 zaś z La Valletty do Gdyni. Starsi studenci nie mogli wyjść w rejs ubiegłego lata, ponieważ „Wodnik” był w tym czasie w stoczni.