Karol Nawrocki odpowiedział 4 września Donaldowi Tuskowi na ujawnione w Sejmie fragmenty zeznań dotyczących Zondacrypto. Prezydent napisał, iż każdą obietnicę „załatwienia” ułaskawienia należy zgłosić prokuraturze, bo procedura tak nie działa. Spór dotyczy relacji świadka o zapewnieniach anonimowej, publicznie znanej osoby.
Prezydent odpowiada na słowa z mównicy sejmowej
Karol Nawrocki zwrócił się do Donalda Tuska po wystąpieniu premiera w Sejmie. Szef rządu przytoczył fragment zeznań z postępowania dotyczącego giełdy Zondacrypto. Według zacytowanej relacji osoba określona jako publicznie znana miała obiecywać świadkowi, iż po zwycięstwie Nawrockiego w wyborach prezydenckich „załatwi” mu ułaskawienie, gdyby został skazany. To twierdzenie świadka, a nie ustalenie sądu.
Prezydent odpowiedział, iż jeżeli ktokolwiek złoży premierowi lub jego otoczeniu podobną propozycję, powinien zostać zgłoszony prokuraturze jako oszust. Dodał: „To tak nie działa, przynajmniej u mnie”. Była to krótka, ironiczna riposta, ale jej sens jest poważny. Nikt poza głową państwa nie może zagwarantować przyszłej decyzji o skorzystaniu z prawa łaski.
Prawo łaski jest osobistą kompetencją prezydenta
Artykuł 139 Konstytucji RP stanowi, iż prawo łaski stosuje prezydent. Oficjalny opis Kancelarii Prezydenta wskazuje, iż decyzja zapada po analizie dokumentów konkretnej sprawy, w tym akt sądowych, wyroku, opinii sądów oraz wniosku Prokuratora Generalnego. Polityczny pośrednik nie ma prawnej mocy, by z góry obiecać rezultat tej procedury.
Jeśli ktoś rzeczywiście handlował taką obietnicą, państwo powinno ustalić jego tożsamość i odpowiedzialność. Równie stanowczo trzeba jednak odrzucić budowanie winy prezydenta na samym fakcie, iż anonimowa osoba powoływała się na przyszłą decyzję głowy państwa. W ujawnionym fragmencie nie przedstawiono dowodu, iż Nawrocki zlecał, zatwierdzał lub znał taką propozycję. Domniemanie niewinności oraz elementarna uczciwość nakazują oddzielić czyjąś deklarację od działania osoby, na którą się powoływano.
Śledztwo dotyczące Zondacrypto
Postępowanie prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach. Według informacji przytoczonych przez Polskie Radio zostało wszczęte w kwietniu i obejmuje podejrzenia oszustw znacznej wartości oraz prania pieniędzy. W sprawie zarzuty usłyszał prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz. Został tymczasowo aresztowany i nie przyznał się do zarzucanych czynów. Szczegóły zarzutów i decyzji sądu opisywaliśmy osobno.
Skala sprawy wymaga pełnego wyjaśnienia, niezależnie od partyjnych kolorów osób pojawiających się w materiałach. Dziennik Narodowy wskazywał już, iż afera obciąża zarówno część prawicy, jak i instytucje państwa pod rządami Donalda Tuska. Próba zamiany postępowania w jednostronny spektakl służy politykom, ale nie poszkodowanym i nie obywatelom oczekującym prawdy.
Stawką są oszczędności Polaków i wiarygodność państwa
Spór o jedno zdanie nie może przesłonić najważniejszego pytania: czy państwo potrafi ochronić obywateli na rynku kryptoaktywów, a potem rzetelnie rozliczyć możliwe nadużycia. Polacy mają prawo wiedzieć, kto finansował wydarzenia polityczne, kto podejmował decyzje regulacyjne i czy ktokolwiek oferował wpływy, których nie posiadał. Tu potrzebne są dokumenty, przesłuchania i jawne wnioski śledczych.
Premier ma prawo informować Sejm o poważnej sprawie. Nie powinien jednak używać niezweryfikowanych fragmentów zeznań jako narzędzia do sugerowania odpowiedzialności osób, wobec których nie przedstawiono dowodów. Prezydent słusznie przypomniał, iż ułaskawienia nie załatwia się przez znajomości. Teraz prokuratura musi sprawdzić, kto składał taką obietnicę i na jakiej podstawie. Silne państwo nie żyje insynuacją. Ustala fakty i chroni pieniądze obywateli.
Źródło: Radio Maryja, Polskie Radio 24
Źródło: Radio Maryja













