Kandydat z TikToka, czyli kto finansuje kampanie wyborcze

angora24.pl 11 hours ago

– W Polsce obowiązuje system, w którym ponad 90 proc. środków, z których utrzymują się partie polityczne obecne w Sejmie, pochodzi z budżetu państwa. Czy pana zdaniem to dobre rozwiązanie?

– Bardzo dobre, gdyż cywilizuje finansowanie polityki. Dzięki temu uniknęliśmy oligarchizacji życia publicznego i gospodarczego, jaki obserwujemy w wielu innych państwach regionu: na Słowacji, Węgrzech, w Czechach, o Ukrainie choćby nie wspominając. Oczywiście nasz system nie jest doskonały i wymaga wielu korekt, uporządkowania, zwiększenia przejrzystości i chyba także wprowadzenia mechanizmów zachęcających do większego wspierania partii przez jej sympatyków.

– Może pan powiedzieć o tych korektach i uporządkowaniu?

– Praktycznie każda partia rozpoczynająca działalność obchodzi obowiązujące przepisy, gdyż konwencje założycielskie są finansowane przez różne podmioty zewnętrzne. Tego inaczej zrobić się nie da. Jest to więc taka zbrodnia założycielska. Uważam, iż część subwencji budżetowej powinna być uzależniona od tego, czy partia jest w stanie uzyskiwać od drobnych darczyńców liczące się środki. Oczywiście z tego mechanizmu powinni być wyłączeni duzi darczyńcy. W obecnym systemie obowiązują zero-jedynkowe decyzje Państwowej Komisji Wyborczej, które sprawiają, iż można stracić dziesiątki milionów subwencji z powodu niewielkich uchybień. Tu powinno obowiązywać rozwiązanie proporcjonalne do stopnia zawinienia. Wreszcie kwestia jawności. Mamy przepisy, które nakazują publikowanie wpłat kwot powyżej 10 tys. zł, jak i rejestru wydatków. Ale nie są one wystarczająco przejrzyste, zwłaszcza w kontekście kampanii wyborczych, bo największym problemem jest nie tyle finansowanie partii, ile kampanii wyborczych. Niestety, brakuje kar za nieprzestrzeganie tych przepisów.

– W ostatniej prezydenckiej kampanii wyborczej mieliśmy wiele przypadków naruszeń tych przepisów przez różne tajemnicze zagraniczne podmioty, które poprzez internet starały się wpłynąć na poparcie dla poszczególnych kandydatów. Takie działania można przełożyć na konkretne pieniądze.

– Ten sam proceder dotyczy także kampanii wyborczych do parlamentu. To na dużą skalę zaczęło się w 2023 roku na „życzenie” Prawa i Sprawiedliwości, które proponując zorganizowanie referendum w sprawie imigrantów razem z wyborami do Sejmu i Senatu, otworzyło furtkę do bardzo wielu nieprawidłowości, gdyż przepisy dotyczące referendum są złe i nieprzystające do obecnej rzeczywistości. Początkiem tej patologii było referendum w sprawie naszej akcesji do Unii w 2003 roku. Prawie cała klasa polityczna obawiała się wówczas, iż może ono zakończyć się klęską i uznała, iż w kampanii referendalnej można wykorzystywać praktycznie dowolne pieniądze, w tym zagraniczne czy spółek Skarbu Państwa. I to wszystko jest legalne. Tylko od tego czasu minęło wiele lat i nikomu nie przyszło do głowy, iż należałoby te przepisy zmienić. I w 2023 roku pod pretekstem kampanii referendalnej za pieniądze z zagranicy prowadzono kampanię „za” i „przeciwko” określonym partiom politycznym. Na wygranie referendum PiS wydał wielkie pieniądze, pochodzące w znacznym stopniu ze spółek Skarbu Państwa, co okazało się nieskuteczne, bo referendum było niewiążące. Partia Jarosława Kaczyńskiego na własne życzenie strzeliła sobie w stopę i ośmieliło to różne podmioty do prowadzenia podobnych działań w kampanii wyborczej w 2025 roku, co obserwowaliśmy przede wszystkim w kampanii Trzaskowskiego.

– Sam Trzaskowski, tak jak jego sztab, odżegnywał się od związków z tymi działaniami.

– Podobno Senat pracuje nad poprawieniem przepisów dotyczących referendów, które miałyby polegać na wdrożeniu rozwiązań wykonawczych zgodnych z regulacjami europejskimi. Ale wygląda na to, iż żadnej liczącej się partii specjalnie się nie spieszy. Politycy chcieliby, żeby odpowiedzialność w tym zakresie spadała na PKW. Komisja odpowiada, iż nie ma do tego kompetencji, zasobów, ludzi ani pieniędzy. Wydaje się, iż w tej szarej strefie pozostaniemy przez kilka lat.

– Większość starych partii, które istniały na początku transformacji, miała swoje okazałe siedziby, które musiała sprzedać, ponieważ zgodnie z prawem nie mogła na nich zarabiać, i uzyskane z tego tytułu miliony przejadła.

– Część tych środków została jednak wytransferowana do podmiotów trzecich. Mamy przecież formalnie istniejące partie, które funkcjonują wokół tego majątku, jak ma to miejsce w przypadku Stronnictwa Demokratycznego.

– Wśród dużych partii jedynie PiS znalazł skuteczne rozwiązanie dla zbudowania sobie finansowego zaplecza. Ale jest ono dość skromne.

– To bardzo interesująca historia. Za czasów rządów Tadeusza Mazowieckiego została rozparcelowana na różne polityczne środowiska należąca do PZPR Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza Prasa-Książka-Ruch. W ten sposób środowisko Jarosława Kaczyńskiego stało się wydawcą poczytnego wówczas „Expressu Wieczornego”. Kaczyński był chyba jedyny, który zorientował się, iż z tej działalności wydawniczej nic nie będzie, sprzedał gazetę i zainwestował te środki w nieruchomości. Tak powstała spółka Srebrna. Te działania były zgodne z prawem, ale nie do końca przejrzyste. Dziś Srebrna jest reliktem tamtych czasów. Jest osobnym bytem, który nie znajduje się w strukturach partii.

– Ustawodawca nie przewidział coraz większego znaczenia internetu, w związku z tym z kampanii na kampanię wspieranie poszczególnych partii przez różne tajemnicze zewnętrze siły będzie coraz większe.

– Myślę, iż z roku na rok może być gorzej, bo liczba przypadków nieprzejrzystego finansowania czy wspierania różnych partii w kampaniach wyborczych będzie coraz większa. Unia Europejska próbuje wymyślać różne regulacje w rodzaju europejskiej tarczy demokracji, ale wydaje się, iż nie będzie ona skuteczna. Wystarczy przypomnieć wybory prezydenckie w Rumunii, gdzie o wynikach zadecydowała kampania na TikToku. Uznano, iż była to rosyjska interwencja i je powtórzono, ale okazało się, iż jedna z głównych partii uznała, iż w jej interesie będzie wspieranie radykalnego kandydata. To tak jakby Koalicja Obywatelska nieoficjalnie wspierała kampanię Grzegorza Brauna, bo w ten sposób zaszkodzi PiS. Tego typu zdarzenia, niestety, stają się rzeczywistością także w tzw. starych demokracjach.

Read Entire Article