Kaczyński wypalił o miliardzie od Polski dla Rady Pokoju. Aż nie dowierzam

natemat.pl 3 hours ago
Miliard dolarów – według nieoficjalnych doniesień tyle ma kosztować stałe członkostwo w Radzie Pokoju. Karol Nawrocki również otrzymał zaproszenie od Donalda Trumpa, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Zapytano Jarosława Kaczyńskiego, co o tym sądzi. Odpowiedź może zaskoczyć.


To już oficjalne: powołano Radę Pokoju, a dokument przypieczętowujący ten fakt został podpisany 22 stycznia podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Nowy projekt Donalda Trumpa, który ma dożywotnio stać na czele organu (i mieć niemal nieograniczone uprawnienia), wywołuje emocje zarówno na polskiej, jak i międzynarodowej arenie politycznej.

Zapytano Jarosława Kaczyńskiego o Radę Pokoju. Mówi o miliardzie dolarów


Rada Pokoju ma zarządzać Strefą Gazy, ale mówi się, iż w późniejszym czasie miałaby zająć się innymi konfliktami na świecie. Biały Dom poinformował, iż zaproszenie do członkostwa otrzymali przedstawiciele około 50 krajów. Propozycję dostała także Polska. Nieoficjalnie mówi się, iż stałe członkostwo w Radzie Pokoju ma kosztować miliard dolarów, czyli około 3,6 mld zł. Minister finansów Andrzej Domański stwierdził jednak jasno, iż takiej kwoty dla prezydenta USA w budżecie państwa nie ma.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, został zapytany w Sejmie o to, czy Polska powinna być w Radzie Pokoju. Polityk wskazał, iż potrzebna jest zgoda rządu. O miliardzie dolarów wypowiedział się zaś następująco:

– Musi się na to zgodzić rząd. Rząd musi też wyasygnować ten miliard dolarów. Nie ma sensu, żeby Polska tam wchodziła jako państwo biedne. Nie jesteśmy już dzisiaj, na szczęście, państwem biednym. Powinniśmy tutaj działać jako członek pełnoprawny. Musimy działać w jak najlepszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, tym bardziej powinniśmy tam być.

Czy Karol Nawrocki usiądzie przy jednym stole z Władimirem Putinem? W odpowiedzi na to pytanie Kaczyński stwierdził, iż "Władimira Putina tam przecież nie będzie", a pytanie jest "bezprzedmiotowe".

Jak pisaliśmy w naTemat.pl, akt założycielski Rady Pokoju podpisali w Davos przywódcy 19 państw. Biały Dom utrzymywał wcześniej, iż 35 państw wyraziło gotowość do udziału w nowym gremium. Część zaproszonych rządów odmówiła, inne zwlekają z decyzją lub uzależniają ją od spełnienia konkretnych warunków.

Kto zdecyduje o tym, czy Polska będzie członkiem Rady Pokoju?


Karol Nawrocki nie podpisał aktu założycielskiego, choć sygnalizował gotowość do rozmów. Już kilka dni temu Donald Tusk przypominał, iż przystąpienie do organizacji międzynarodowej wymaga dopełnienia procedur: otrzymania zgody Rady Ministrów, a następnie ratyfikacji przez Sejm.

Zapisy dotyczące uczestnictwa Polski w międzynarodowych strukturach znajdują się w konstytucji. Według art. 146 ust. 1 i 4, za politykę zagraniczną państwa odpowiedzialny jest rząd. Organ ten sprawuje też ogólne kierownictwo w zakresie relacji z innymi krajami i organizacjami, a zatem jest decyzyjny i ocenia zasadność.

Tymczasem w art. 133 zapisano, iż prezydent jest najwyższym reprezentantem Polski w stosunkach zewnętrznych, ale ma obowiązek współdziałać z premierem i ministrami. Art. 89 konstytucji mówi jednak, iż ratyfikacja umów międzynarodowych dotyczących sojuszy, układów politycznych lub wojskowych, znacznych obciążeń finansowych oraz członkostwa w organizacjach międzynarodowych ma odbywać się za uprzednią zgodą parlamentu.

Ekspert prawa konstytucyjnego, dr Kamil Stępniak, w rozmowie z "Faktem" przeanalizował tę sytuację.

– W moim przekonaniu przystąpienie przez Polskę do Rady Pokoju wymagałoby ratyfikacji umowy międzynarodowej za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie. Należy zauważyć, iż jeżeli przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do jakiejkolwiek organizacji międzynarodowej wymaga ratyfikowania umowy międzynarodowej, to w zależności od trybu ratyfikacji niezbędne jest współdziałanie rządu i prezydenta, a także w niektórych przypadkach zgoda wyrażona w ustawie (niekiedy także kwalifikowaną większością głosów).

Następnie ekspert wskazał, iż istnieją jeszcze tzw. umowy rządowe i resortowe.

– Te nie podlegają ratyfikacji, ale zatwierdzeniu przez Radę Ministrów na mocy jej uchwał. Po zatwierdzeniu stają się one częścią prawa wewnętrznie wiążącego (mogą to być np. umowy o współpracy transgranicznej czy naukowej). Niemniej te umowy, które dotyczą chociażby sojuszy, układów politycznych, wojskowych, członkostwa w organizacji międzynarodowej, czy spraw uregulowanych w ustawach, podlegają tzw. dużej ratyfikacji (w trybie art. 89 ust. 1 Konstytucji RP), czyli przed złożeniem podpisu prezydenta wymagana jest zgoda wyrażona w ustawie – przekazał.

Read Entire Article