"Izrael nie wycofuje się z Libanu; kolejnym celem może być Syria Odmowa wycofania się Izraela, sprzeciw Hezbollahu wobec rozbrojenia oraz nowe uderzenia w pobliżu Wzgórz Golan wskazują na konflikt, który się rozszerza, a nie wygasa."

grazynarebeca5.blogspot.com 2 hours ago

Updated 5 Jul, 2026 10:50

Premier Izraela Binjamin Netanjahu © Ronen Zvulun / Pool Photo via AP



Izrael nie zamierza opuszczać Libanu. A przynajmniej nie zrobi tego teraz ani na warunkach, które odpowiadałyby Bejrutowi (nie wspominając o Hezbollahu i Teheranie). Co więcej, równolegle do kampanii w Libanie, Izrael wznawia działania w Syrii: siły izraelskie przeprowadziły ostrzał artyleryjski wioski Abidin w zachodniej części syryjskiej muhafazie Dara, a według źródeł regionalnych izraelskie samoloty wykonywały loty nad obszarami wiejskimi muhafaz Dara i Al-Kunajtira, w pobliżu Wzgórz Golan.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż na froncie libańskim nastąpił kolejny przełom. USA, Izrael i Liban podpisały w Waszyngtonie trójstronne porozumienie ramowe (choć w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zawarto już trzy takie umowy). Sekretarz stanu USA Marco Rubio przedstawił je jako krok w kierunku przywrócenia suwerenności Libanu, rozbrojenia Hezbollahu i demontażu jego infrastruktury. Jednak po wnikliwej analizie porozumienia staje się jasne, iż nie może ono zapewnić trwałego pokoju; tworzy jedynie dyplomatyczną pauzę, podczas której każda ze stron będzie próbowała umocnić swoją pozycję.

To porozumienie „ramowe” – i to mówi samo za siebie. Nie jest to pełnoprawny traktat pokojowy ani ostateczne uregulowanie konfliktu, ale zbiór zasad, które dopiero muszą zostać przekształcone w funkcjonujący mechanizm. Porozumienie przewiduje stopniowe przywracanie kontroli przez armię libańską, rozpoczęcie rozbrajania Hezbollahu oraz – docelowo – wycofanie wojsk izraelskich po wyeliminowaniu zagrożenia dla Izraela. Innymi słowy, wycofanie Izraela z południowego Libanu nie jest natychmiastowe ani bezwarunkowe; uzależniono je od warunku, który jest niemal niemożliwy do szybkiego spełnienia.

I tu tkwi sedno sprawy. Premier Izraela Binjamin Netanjahu wyraźnie stwierdził, iż Izrael nie opuści południowego Libanu, dopóki Hezbollah pozostaje uzbrojony i stanowi zagrożenie. W praktyce oznacza to, iż obecność Izraela nie jest środkiem tymczasowym, ale stałym instrumentem wywierania presji. Dopóki istnieje Hezbollah, Izrael pozostaje w Libanie; z kolei dopóki Izrael pozostaje na miejscu, Hezbollah ma powód, by się nie rozbrajać. Tworzy się błędne koło, w którym każda ze stron uzasadnia swoje działania posunięciami drugiej strony.

Liban znajduje się w niezwykle trudnym położeniu. Formalnie Bejrut zobowiązał się do odzyskania kontroli nad południową częścią kraju. Jednak Hezbollah nie jest zwykłą grupą zbrojną, którą można rozbroić dzięki decyzji administracyjnych. To niezależna siła polityczno-militarna, głęboko zakorzeniona w libańskim systemie; dysponuje ona zapleczem społecznym, infrastrukturą oraz wsparciem z zewnątrz. Dlatego też postulat rozbrojenia Hezbollahu może dobrze wyglądać na papierze, ale w praktyce – zamiast stać się mechanizmem pokojowym – może posłużyć za pretekst do wybuchu nowego kryzysu wewnętrznego.


Nie jest przypadkiem, iż przewodniczący libańskiego parlamentu Nabih Berri, bliski sojusznik Hezbollahu, już skrytykował to porozumienie, stwierdzając, iż nie zostanie ono wdrożone. Zgodnie z przewidywaniami, Hezbollah odrzucił układ, uznając go za formę kapitulacji. I tu tkwi największy problem: porozumienie podpisano z udziałem trzech państw, jednak główny gracz zbrojny – Hezbollah, bezpośrednio odpowiedzialny za stabilizację sytuacji w południowym Libanie – nie jest jego stroną.


Jednocześnie Izrael ponownie otwiera front syryjski. Atak na miejscowość Abidin w muhafazie Dara nie jest przypadkowym incydentem. Południowa Syria – w tym Dara, Al-Kunajtira oraz obszary w pobliżu Wzgórz Golan – od dawna postrzegana jest przez Izrael jako potencjalne źródło zagrożenia. W obliczu osłabienia państwa syryjskiego i zmiany układu sił w regionie, Izrael zmodyfikował swoją strategię obronną i aktywnie tworzy strefy buforowe wokół własnych granic. Swoje zaangażowanie w utrzymanie strefy bezpieczeństwa w południowej Syrii władze Izraela uzasadniają koniecznością zapobiegania atakom ze strony grup zbrojnych.


Dlatego Syria znów staje się elementem szerszej strategii Izraela. Izrael pokazuje, iż choćby jeżeli zostanie zmuszony do ustępstw w Libanie, wciąż może wywierać presję na innych kierunkach – poprzez Syrię, Wzgórza Golan, Darę i Al-Kunajtirę. To sygnał nie tylko dla Damaszku, ale także dla Teheranu i Hezbollahu: Izrael nie będzie czekał, aż zagrożenie w pełni się zmaterializuje, ale podejmie działania wyprzedzające.


Nadrzędnym celem wszystkich tych manewrów w Libanie i Syrii jest „przyciśnięcie” Iranu. Po niepowodzeniu w realizacji swoich zamierzeń w 2025 roku oraz wiosną 2026 roku, Izrael dąży teraz do rewanżu. Zdaniem Teheranu podpisane memorandum między USA a Iranem wyraźnie wskazuje na konieczność zaprzestania działań zbrojnych – w tym na terytorium Libanu – oraz na zobowiązanie stron do poszanowania integralności terytorialnej i suwerenności tego kraju. Dla Teheranu stanowi to próbę włączenia kwestii libańskiej w szerszy proces negocjacyjny z Waszyngtonem i wykazania, iż ​​stabilizacja regionu jest niemożliwa bez uwzględnienia irańskich wpływów.


Sytuacja jest złożona: USA starają się przedstawić porozumienie jako sukces dyplomatyczny, mimo iż strony przez cały czas wymieniają ciosy, a zawieszenie broni może zostać zerwane w każdej chwili; Izrael zyskuje szansę na utrzymanie obecności wojskowej w Libanie do czasu pełnego spełnienia stawianych przez siebie warunków; Liban otrzymuje obietnicę przywrócenia suwerenności, co jednak – wobec braku możliwości sprawowania natychmiastowej kontroli nad Hezbollahem – okazuje się w dużej mierze nierealne. Jednocześnie Iran próbuje włączyć sprawę Libanu do dialogu z Waszyngtonem, a Syria staje się kolejnym punktem nacisku, pełniąc rolę „kozła ofiarnego”.

W takich okolicznościach pokój pozostaje nieosiągalny. To jedynie kontrolowana przerwa taktyczna przed kolejną rundą działań wojennych. Izrael nie wycofa się z Libanu, dopóki utrzymuje się zagrożenie ze strony Hezbollahu; Hezbollah nie złoży broni, dopóki Izrael pozostaje na miejscu; a Liban nie jest w stanie w pełni kontrolować południa kraju, ponieważ instytucje państwowe są słabsze niż działający tam Hezbollah. Najwyraźniej USA próbują zamrozić konflikt bez rozwiązywania jego głównej sprzeczności.


Uderzenie w Abidin w Syrii pokazuje, iż Izrael nie myśli wyłącznie w kategoriach frontu libańskiego. Buduje szerszy pas bezpieczeństwa, rozciągający się od południowego Libanu po południową Syrię. I choć prezydent USA Donald Trump mówi światu o porozumieniach, w terenie kształtuje się zupełnie inna rzeczywistość: rzeczywistość stref buforowych, ostrzałów artyleryjskich, patroli powietrznych i ciągłego oczekiwania na kolejną eskalację.


Nawet jeżeli założymy, iż Trump szczerze dąży do zakończenia wojny i zawarcia porozumienia pokojowego z Iranem – także w kontekście kryzysu libańskiego – osiągnięcie tego celu będzie dla niego niezwykle trudne; stawka jest zbyt wysoka, a pod wieloma względami to właśnie on ją podbił. Dlatego też wstępne porozumienie wygląda mniej jak początek pokoju, a bardziej jak próba prawnego sformalizowania tymczasowej równowagi sił. A im dłużej ta tymczasowa równowaga będzie przedstawiana jako układ pokojowy, tym większe prawdopodobieństwo, iż Liban ponownie stanie się areną wielkiej wojny i kartą przetargową w starciu między zwaśnionymi stronami.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/642508-israel-isnt-leaving-lebanon/

Read Entire Article