My tu gadu, gadu, a czas leci, płynie nieubłaganie. Co jak wszystko, ma swoje dobre i złe strony. Ostatnio pisałem o KL Auschwitz widziane okiem więźnia i nadzorcy, czyli o rzeczach uznawanych powszechnie za ponure, nieciekawe i przygnebiające. Dawno miniona przeszłość. Zatem czas wrócić do rzeczywistości. Do naszego cudownego, wspaniałego, nowego świata. Nowy, wspaniały świat, kto to jeszcze pamięta? Będzie to takie trzy po trzy. Okruchy i inne drobiazgi. To co mi się spodobało albo zaciekawiło. Bądź rozbawiło. Pierwsze z brzegu. Reklama z mojej ulubionej, postępowej gazety, dział Najlepsze Oferty:
„Te figi polskiej marki nie odznaczają się pod ubraniem, nie uciskają i podnoszą pośladki. Ideał za niewielki pieniądze”. Na zdjęciu ponętne biodra kobiece. Część ciała pań, którą kiedyś nazywano „wypoczynkiem wojownika” albo „naczyniem rozkoszy”. Ciekawe, iż twarzy właścicielki bioder nie pokazano, bo i po co? Czy to, aby nie seksizm, nie przedmiotowe traktowanie kobiety i jej ciała? Można przecież nałożyć gacie na manekin i cyknąć fotkę, ale żywa kobieta przyciągnie większe zainteresowane. Postępowcom, w imię wyższych celów, czyli zarabiania kasy na szczytny cel, wolno. Atoli tutaj obleczone w czarne, koronkowe majtki, to jest figi. Gazeta specjalizuje się w takich zdjęciach z gatunku soft porno. Handel żywym towarem to specjalność narodu wybranego. Prawie zawsze na stronie gazety znajdzie się zdjęcie kobiecego łona w powiększeniu przesłonięte pro forma mniejszym czy większym kawałkiem materiału. Trzeba jakoś zarabiać na życie, by nieść kaganek postępu pośród tej polskiej hołoty. Tu mamy majtki, które unoszą posadki, nie odznaczają się i nie uciskają. Po prostu ideał! I to za niewielkie pieniądze. I te koronki, które zasłaniają i odsłaniają jednocześnie. Genialne gacie! W reklamach produktów dla pań to słowo: genialne jest tak częste! Odmieniane na wszystkie przypadki. Genialna przyjaciółka, to serial, interesujące w czym objawia się geniusz tej geniuszki? Lepiej nie wiedzieć. Genialne maskara, genialny krem, genialna sukienka, genialne buty, genialne więc i majty. Czemu by nie? Skoro wszystko może być genialne, czemu gacie mają nie być genialne? Genialne i idealne. Czy to nie marzenie nas wszystkich? To hasło naszych czasów. Ideał za niewielki pieniądze!
Inny tytuł: „Te zasadę króla Karola każdy musi przestrzegać. Chodzi o kuchnie.” Czy to ten król Karol, co podarował królowej Karolinie korale koloru koralowego…? Chyba nie. Już wiem. To ten angielski król Karol, co doczekał się królewskiego stolca, to jest tronu, w zaawansowanym wieku emerytalnym dożywszy szczęśliwie śmierci swej nader długowiecznej mamusi, królowej Karoliny czy Elżbiety, mniejsza o to. Czy królewski zadek króla Karola wsparty na królewskim tronie obleczony jest w genialne majtki z czarnej koronki? Wiem, niestosowne uwagi. Swoją drogą smutnie wygląda król Karol na zdjęciu. Tyle lat czekał, biedaczek, minęły najlepsze lata na czekaniu, potem te średnie i dalsze lata przeminęły. Już mamusia miała go przeżyć i uroczyście pochować, jako wiecznego pretendenta do tronu, gdy los się uśmiechnął. Wreszcie się doczekał, i to on pochował mamusię w rodzinnym grobowcu i zasiadł na tronie. I co? Kuchnia stanęła na przeszkodzie. Złośliwość rzeczy martwych dotyka choćby króla. Przypuszczam, iż ani jako dożywotni sukcesor tronu, ani jako król, Karol nie zawitał do kuchni pałacowej. Co najwyżej dzwonił telefonem lub srebrnym dzwonkiem, jak to pokazują na filmach. Pewnie w życiu choćby nie zagotował wody na herbatę. Co zatem król Karol wie o kuchni? Tego nie wiem, ale Gazeta wie. Król Karol i rodzina królewska. Plus jedna czarna owca. Czy tylko jedna? Jeszcze trochę a będą puszczać ulubione dania króla Karola w jego wykonaniu. Mam choćby gotowy tytuł programu kulinarnego: Królewska kuchnia króla Karola! W skrócie: KKKK. To będzie hicior. Szczególnie jak zdjęcia odbędą się w kuchni pałacu Buckingham. Nie chcę się wyśmiewać z króla Karola. Lubię go, szczerze. Te jego smutne oczęta zbitego psa.
Inny temat. Też z reklamy, i prawie kalamy bielizny, to jest gaci. Reklama nownego cyklu programu w telewizji postępowej pod tytułem „Hotel Paradajs” czy jakoś tak. Hotel Raj? Na reklamie on i ona. Młodzi, piękni, idealni. On - nadmuchane mięsnie i tors, co niżej nie pokazali. Oczy puste jak… kosmos, ale bródka modna i doskonale utrefiona. Ona wyrobiona bez zarzutu, mucha nie siada. Włosy, loki, idealne fale, strój oczywiście… genialny. Twarz lalki Barbie. Oczy puste jak u tego mięśniaka. To znaczy głębokie jak szyb naftowy. Ale nie zaropiałe, czyściutkie i błękitne. W sumie pasują do siebie. Pytanie i palących problem: czy ten nadmuchany balon i ten malowany pustak zejdą się, czy nie? Oczywiście, wiadomo, iż się zejdą, ale nie wcześniej niż pod koniec serii. Czy to będzie w odcinku nr 6, czy 12, to zależy do powodzenia programu wśród publiki, czyli od wskaźnika oglądalności. Wskaźnik oglądalności decyduje o liczbie i cenie reklam, jakie się sprzedaje, czyli o zysku, a zatem określa, kiedy balon i pustak się ze sobą sparzą. Szczerze mówiąc, jak dla mnie to wolałbym film o życiu seksualnym ślimaków niż oglądać miłosne perypetie tej pary, ale gusta są różne. Są gusta i guściki, jak powiadają. Przepraszam, iż wzniosłe uczucia tej cudownej pary, pary jak z obrazka, pokazane w tym programie ujmuję tak wulgarnie. W programie tym, i podobnych, pada pełno słów na em, lub el: miłość, miłość, miłość. Lub lepiej z angielska: love, love, love… Hotel Raj. Każdy ma taki raj na jaki zasłużył. Czy piekło także? Piekło nie istnieje, to wiedza powszechna. Ale raj, a przynajmniej hotel raj na godziny, owszem, tak. Mięśniak po drodze przeleci kilka, kilkanaście przyjaciółek swej wybranki; lalka Barbie zaliczy iluś tam facetów, ale na koniec się połączą. Dojrzeją do prawdziwego związku. I będą się ryćkać aż miło. C. B. D. O.
Tak to jest, dziś pełno kobiet ze sporym przebiegiem. choćby modne. Więcej, lepiej. Z facetami tak jest od zawsze, ale panie żwawo nadrabia ten dystans. W imię czego? Walki z patriarchatem? adekwatnie to dziwne. Nasz panie nie kupiłyby majteczek, choćby najpowabniejszych, w lumpeksie, bo to gacie z drugiej… ręki? Raczej pupy. Brzydzą się, bo używane. choćby po wypraniu. Mam kolegę. Co dwa, trzy lata kupuje nowy samochód. Zawsze w salonie. Używany samochód go nie interesuje. No i go stać na nowy. „Nie chcę wypierdzianego” – wyjaśnia otwarcie. Swoje auto woli sam wypierdzieć. Czy mężczyźni lubią nowe samochody, nie jeżdżone i przechodzone narzeczone? Kontrowersyjny temat. jeżeli kobieta z przebiegiem, to jakim przebiegiem, iż się ośmielę zapytać? Kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu partnerów? Czy setki są też akceptowalne? Zależy dla kogo. W gazecie postępowej, iż odwołam się do tego autorytetu, polecają zebrać jak najwięcej doświadczeń. Jak najwięcej i jak najbardziej urozmaiconych powiedzmy oględnie, radzą postępowe ekspertki w nowoczesnej gazecie dla tubylców. Nieśmigana narzeczona to dziś rzadkość. Wręcz powód do wstydu.
Przypomina się tekst piosenki Agnieszki Osieckiej, pt. „Czy te oczy mogą kłamać?”:
A gdy się zejdą, raz i drugi,
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością.
On już je widział, on zna te dziewczyny,
z poszarpanymi nerwami, co wracają nad ranem nie
same, on już słyszał o życiu złamanym.
Ona już wie, już zna te historie,
że żona go nie rozumie, iż wcale ze sobą nie
śpią, ona na pamięć to umie.
Jakże o tym zapomnieć, jak w pamięci to zatrzeć,
lepiej milczeć przytomnie i patrzeć.
Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie.
Czy ja mógłbym serce złamać itp. ?
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Dawno temu i nieprawda. Czy te oczy mogą kłamać? Jasne, iż nie. Kiepska poezja, piosenka dobra. Piosenka z tekstem, a nie gęganiem, stękaniem i wrzaskiem. Dziś to rzadkość, podobnie jak dziewczyna z minimalnym przebiegiem. Nie żądajmy zbyt wiele. Pewna pani redaktor i inne feministki będą się strasznie oburzać na takie zdania. Skoro mężczyźni mogą, to czemu nie kobiety? No właśnie, czemu nie? Może dlatego, iż kobieta to nie facet z cyckami za to bez penisa i jajek? Pomijając różnice anatomiczne w drugorzędnych cechach płciowych, które znamy, rozbieżności między płciami są znacznie bardziej fundamentalne. Co także dobrze wiemy. Z drugiej strony zawsze znajdą się amatorzy używanych samochodów i przechodzonych narzeczonych. Każdy orze, jak może. Nie mnie to osądzać ani oceniać.
Na koniec przejdźmy do przyjemniejszego i lżejszego tematu, do naszego politycznego podwórka. Oto nowy marszałek, druga osoba w państwie, były komuch Włodek ku powszechnemu zdziwieniu objawił się jako obrońca naszej niepodległości atakując ambasadora usa. Ten, co w młodości pielgrzymował na kolanach do Moskwy, teraz broni nas przez zakusami wrażego Waszyngtonu. Przy okazji z rzadką bezczelnością wylewając wiadra pomyj na prezydenta. Ale to nic dziwnego. Komuchy i post komuchy tak mają. Tak ich wychowano. Mają łasić się do pana, kiedyś Moskwa, dziś Berlin, wypełniać posłusznie rozkazy i kąsać wrogów. Łączyć chytrość z bezczelnością. Marszałek Wołodia jako żywo przypomina czasy dawno minione. Postać z komunistycznego muzeum figur woskowych przywrócona do życia. Ważniejsze kto za nim stoi. Oczywiście to nasz cudny premier, Herr Donald. To on pociąga za sznurki za kulisami. Ulubioną taktyka Herr T., naszego ryżego premiera, jest wypuszczanie innych na zająca. Czyli zlecanie drugim, głupszym lub uzależniony od niego, niewdzięcznego zadania wyciągania za niego kasztanów z ognia. Jest tu mistrzem, to trzeba przyznać. Stosuje z powodzeniem te taktykę od samego początku swej kariery politycznej, to jest od ponad 30 lat. Dziś zającem jest stary komuch Włodek, który z radości, iż wyciągnięto go z szafy, otrzepano z kurzu i zrobiono marszałkiem Sejmu, zrobi dosłownie wszystko. Nic go nie odstraszy; żaden postępek nie jest wystarczająco nikczemny czy ohydny.
To co godne podziwu, to rzadka bezczelność marszałka Włodka. Miedziane ma czoło nasz marszałek i komuch Wołodia, to trzeba mu przyznać. Dla nowo urodzonych: miedziane czoło oznacza osobę skrajnie bezczelną, cyniczną, pozbawioną wstydu, skrupułów i honoru. Ale biorąc pod uwagę spuściznę i dokonania pobratymców ideowych, to nic zaskakującego. Komuchy i inni postępowcy, od zawsze wyróżniają się tupetem, czelnością i bezwstydem. Żadnych zahamowani, czy skrupułów. Nic nowego pod słońcem. Podobnie jak ryży folksdojcz, co siedzi sobie w cieniu, cieszy się i śmieje się w kułak.
W starożytnym Rzymie stały posagi boga Janusa. Posagi boga Janusa miał dwa oblicza skierowane w dwie, przeciwne strony. Co symbolizowało przeszłość i przyszłość. Słowianie z kolei oddawali cześć bogu Światowidowi, przedstawianemu na posągach z czterema twarzami, skierowanymi w cztery strony świata. Zostawmy Słowian i ich Światowida. My mamy to szczęcie, iż widzimy wskrzeszony, na żywo posąg Janusa, w naszej polskiej wersji. Premier Herr T. i komuch Włodek marszałek połączeni w jedno. Jedno spełniający zadanie. Jeden cel. Jedna twarz, druga twarz. Twarz czy morda? Raczej morda. Dwie mordy złączone w jedno. Patrzące w dwie, przeciwne strony
Morda pruska
Morda ruska.
Także nic nowego, mamy to od 300 lat, mordy ruskie, mordy pruskie. Ciągłości dziejów. I co tu jeszcze dodać? Chyba tylko to, iż osiągnęliśmy ideał. Są ideały górne i są… dolne. Na nasz własny koszt. Ideał za duże pieniądze. Ideał poddaństwa i zaprzaństwa. Chamstwa i bezczelności. Buty i kłamstwa. Przy którym babskie majtki z koronką, ten ideał za niewielkie pieniądze, to małe piwo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.








