Greenpeace uderza w Nawrockiego plakatami. Spór o wiatraki wraca po roku

dzienniknarodowy.pl 5 hours ago
Zdjęcie: Greenpeace uderza w Nawrockiego plakatami. Spór o wiatraki wraca po roku


Fundacja Greenpeace Polska 21 sierpnia 2026 r. poinformowała, iż jej aktywiści rozwiesili w Warszawie i Poznaniu plakaty wymierzone w prezydenta Karola Nawrockiego. Organizacja zarzuca mu koszt 1500 zł rocznie na rodzinę po wecie ustawy wiatrakowej z 21 sierpnia 2025 r. Stawką jest spór o ceny prądu, lokalną zgodę i suwerenność energetyczną.

Plakat zamiast rozmowy o kosztach

Greenpeace postanowił przypomnieć o pierwszej rocznicy prezydenckiego weta w swoim stylu: nocną akcją plakatową w dwóch dużych miastach. W komunikacie Greenpeace Polska organizacja podała, iż plakaty rozwieszono w centrum Warszawy i Poznania, a ich przekaz uderza w Karola Nawrockiego oraz jego decyzję dotyczącą tzw. ustawy wiatrakowej.

Sedno akcji jest polityczne. Greenpeace twierdzi, iż decyzja prezydenta kosztuje przeciętną polską rodzinę 1500 zł rocznie. To mocna liczba, ale trzeba ją nazwać uczciwie: jest to wyliczenie i teza organizacji klimatycznej, nie urzędowy rachunek przesądzający skutki weta. Właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwy spór. Zielony aktywizm próbuje zamknąć debatę hasłem o rachunku dla rodzin, a prezydent i jego zaplecze wskazywali na przemycenie wiatraków w ustawie powiązanej z cenami energii.

Co zawetował prezydent

Fakt podstawowy jest jasny. Jak informowała Kancelaria Prezydenta RP, 21 sierpnia 2025 r. Karol Nawrocki rozpatrzył 22 ustawy, podpisał 21 i zawetował jedną, czyli tzw. ustawę wiatrakową. Prezydent zapowiedział wtedy osobny projekt dotyczący zamrożenia cen energii elektrycznej.

Według sejmowego opisu druku nr 1130 projekt dotyczył m.in. złagodzenia minimalnej odległości elektrowni wiatrowych od budynków mieszkalnych z 700 do 500 metrów oraz wprowadzenia ułatwień dla inwestycji. Dla zwolenników była to droga do szybszego rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. Dla przeciwników: próba narzucenia lokalnym wspólnotom kolejnego elementu zielonej przebudowy pod presją cen prądu.

Zielona presja ma swoją cenę

Greenpeace wylicza 1500 zł rocznie, wskazując m.in. dopłaty do górnictwa, koszty emisji CO2, import gazu i rynek mocy. Taki rachunek brzmi efektownie, ale nie rozwiązuje zasadniczego pytania: kto ma ponosić koszty transformacji i kto ma decydować o krajobrazie polskich gmin. Nie warszawski plakat, nie brukselska moda i nie lobbing energetyczny powinny przesądzać o tym, co stanie kilkaset metrów od domów mieszkańców.

Polska potrzebuje tańszej energii. Potrzebuje też stabilności, lokalnej zgody i bezpieczeństwa. Tych wartości nie wolno przeciwstawiać w prostym propagandowym układzie: wiatraki albo drożyzna. Przez lata właśnie w taki sposób sprzedawano kolejne odsłony Zielonego Ładu: najpierw moralny szantaż, potem rachunek wystawiany obywatelowi.

Stawka dla Polaków

Spór o plakaty Greenpeace nie jest drobiazgiem z ulicy. To starcie dwóch wizji państwa. Pierwsza chce przyspieszać transformację pod hasłem klimatu i ekonomicznych wyliczeń, choćby gdy lokalne społeczności mają poważne obawy. Druga mówi, iż modernizacja nie może oznaczać lekceważenia ludzi, ziemi i prawa wspólnot do decydowania o swoim otoczeniu.

Prezydenckie weto można oceniać politycznie różnie. Jedno pozostaje pewne: suwerenność energetyczna nie polega na tym, iż Polska bezrefleksyjnie przyjmuje każde rozwiązanie oklejone zieloną etykietą. Polega na tym, iż państwo pilnuje interesu narodowego, portfeli rodzin i bezpieczeństwa gmin. jeżeli aktywiści chcą poważnej rozmowy o kosztach, muszą przyjąć także pytanie o koszty społeczne, przestrzenne i polityczne swojej recepty.

Źródło: Greenpeace Polska, Kancelaria Prezydenta RP, Sejm RP.

Read Entire Article