Tysiące osób przedostały się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, a miejscowe ośrodki przyjęć nie wytrzymały naporu. Prezydent miasta Juan Jesús Vivas zażądał od Madrytu uznania kryzysu za sytuację nadzwyczajną, jednego ośrodka dowodzenia oraz wzmocnienia granicy. To kolejny dowód, iż państwo bez skutecznej kontroli granic traci zdolność ochrony własnych obywateli.
Tysiące ludzi przekroczyły granicę
Tysiące migrantów przekroczyły w czwartek granicę między Marokiem a hiszpańską Ceutą. Associated Press opisała tłumy, głównie obywateli Maroka, idące wokół falochronów przy plaży Tarajal, a następnie przemieszczające się po plaży i drogach. Wśród przybyłych przeważali młodzi mężczyźni, ale były też kobiety i dzieci.
Kryzys narastał od kilku dni. Według danych przedstawionych przez prezydenta autonomicznego miasta Juana Jesúsa Vivasa w ciągu tygodnia do Ceuty dotarło około 1,5 tys. osób. Władze mówiły o tempie sięgającym 300 przybyłych dziennie. W czwartek skala zdarzeń wzrosła, a AP poinformowała już o tysiącach ludzi, którzy znaleźli się po hiszpańskiej stronie granicy.
System przyjęć został przeciążony
Skutki były widoczne jeszcze przed czwartkową eskalacją. Wspólny komunikat Delegatury Rządu i władz Ceuty z 27 lipca wskazywał, iż ponad tysiąc przybyłych w ciągu tygodnia doprowadziło do załamania systemu ochrony małoletnich oraz przepełnienia Centrum Tymczasowego Pobytu Imigrantów. Vivas informował później, iż część migrantów nocuje na ulicach.
Prezydent miasta wezwał rząd Pedra Sáncheza do uznania sytuacji za stan zagrożenia o znaczeniu krajowym. Zażądał jednego ośrodka dowodzenia, większej liczby funkcjonariuszy i skierowania wojska do ochrony granicy. Chciał też dodatkowych pieniędzy na opiekę nad dorosłymi i małoletnimi oraz skuteczniejszej współpracy z Marokiem.
Madryt odrzucił możliwość zastosowania mechanizmu ochrony cywilnej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyjaśniło, iż hiszpańskie przepisy nie zaliczają przepływów migracyjnych do zagrożeń objętych takim trybem. Szef resortu Fernando Grande-Marlaska ma udać się do Ceuty, by ocenić sytuację na miejscu. Rząd zapewnia zarazem, iż marokańskie służby współpracują i zatrzymują część osób próbujących dostać się do miasta.
Granica jest obowiązkiem państwa
Ludzie podejmujący niebezpieczną przeprawę wymagają traktowania z godnością i ochrony życia. Nie zwalnia to państwa z obowiązku egzekwowania prawa. Kontrola granicy, sprawna rejestracja przybyłych i szybkie decyzje wobec osób bez prawa pobytu są podstawą bezpieczeństwa mieszkańców. Bez tego ciężar chaosu spada na lokalne służby, podatników i społeczność niewielkiego miasta.
Oficjalne dane hiszpańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego pokazują, iż presja na Ceutę rosła już wcześniej. Od początku roku do 15 lipca odnotowano tam 2826 nielegalnych przekroczeń granicy lądowej, o 150 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku. Jednocześnie łączna liczba nielegalnych przyjazdów do Hiszpanii spadła w tym czasie o 25 proc. Problem nie rozkłada się więc równomiernie. Uderza szczególnie mocno w obszary graniczne.
Dla Polski lekcja jest czytelna. Granica nie może być atrapą, a polityka migracyjna nie może zaczynać się dopiero wtedy, gdy ośrodki są pełne, ludzie śpią na ulicach, a samorząd prosi centralę o ratunek. Państwo ma działać wcześniej: chronić terytorium, odróżniać prawo do azylu od nielegalnego przekroczenia granicy i nie przerzucać kosztów własnej bezczynności na obywateli.
Źródło: WP Wiadomości







