Genie, feces and the end of wars

niepoprawni.pl 1 hour ago

Niektórzy uważają, iż niezależnie od skali produkcji i dobrowolnej wymiany dóbr, zawsze znajdzie się ktoś z kałachem, by to wszystko zagrabić. Argumentują to prostym rachunkiem: karabin po prostu kosztuje mniej niż łup. Z tej perspektywy żadna sztuczna inteligencja czy automatyzacja nie zniesie konieczności siłowej obrony własności, a grabież na zawsze pozostanie racjonalnym wyborem w świecie wiecznych niedoborów.

  Tylko czy to założenie jest przez cały czas aktualne?

  Człowiek jest drapieżną, uzbrojoną, agresywną małpą o silnych instynktach terytorialnych i skłonności do zbiorowej przemocy. Taka jest nasza zwierzęca natura, ukształtowana przez miliony lat ewolucji. Nie prowadzimy jednak wojen dlatego, iż wojowanie jest celem samym w sobie. Zdolność do przemocy wykształciła się dlatego, iż pomagała naszym przodkom przetrwać, zdobywać pożywienie, bronić żerowisk i odbierać zasoby konkurentom.

  Wojna nie jest więc odwieczną metafizyczną potrzebą człowieka. Jest technologią zdobywania porzywienia, albo zasobów, które to zapewniają. A każda technologia traci sens, gdy pojawia się technologia tańsza i skuteczniejsza.

Dżin i kałach

  Wyobraźmy sobie eksperyment myślowy: każdy otrzymuje butelkę z Dżinem, który potrafi natychmiast zmaterializować dowolne życzenie — od obiadu, przez jacht, aż po fabrykę. W takiej sytuacji racjonalnie działający człowiek po prostu zażyczy sobie tego, czego realnie potrzebuje. Organizowanie napadu na piekarnię czy kradzież cudzego samochodu traci jakikolwiek sens, gdy te same dobra można pozyskać bezpośrednio, bez żadnego wysiłku i ryzyka.

  Karabin, podobnie jak pieniądze czy aktywa produkcyjne, to wyłącznie narzędzie służące do zdobywania dóbr zaspokajających nasze potrzeby. Prośba do Dżina o broń, by zdobyć cudze auto, jest równie absurdalna co życzenie miliona dolarów zamiast konkretnych rzeczy, które chcielibyśmy za te pieniądze kupić. To klasyczne pomylenie środka z celem.

  Przemoc może służyć do odebrania komuś jedzenia, domu, ziemi, narzędzi albo efektów jego pracy. Nie pozwala jednak zaspokoić większości innych potrzeb biologicznych. Nie mogę zmusić innego człowieka, żeby się za mnie wyspał, wysikał, najadł albo przeżył za mnie przyjemność. Mogę zmusić go do wykonania określonej czynności, ale on zawsze wykona ją swoim ciałem i dla swojego organizmu. Ja przez cały czas pozostanę niewyspany, głodny i niezaspokojony.

  Przemoc jest przydatna tylko tam, gdzie można odebrać komuś materialny zasób albo zmusić go do wytwarzania takiego zasobu. o ile zasób można otrzymać bezpośrednio od Dżina, przemoc staje się działaniem kosztownym i niedorzecznym.

Pierwszym życzeniem musi być zniszczenie innych Dżinów

  Krytycy mojego podejścia twierdzą, iż najlogiczniejszą strategią byłoby natychmiastowe zniszczenie lub przejęcie cudzych butelek, aby wyeliminować potencjalne zagrożenie. W żargonie wojskowym to postulat całkowitej eliminacji ryzyka u samego źródła.

  Warto jednak zadać pytanie o ostateczny sens takiego działania. Uzyskanie monopolu na butelki z Dżinem uczyniłoby z takiej osoby samotnego władcę cywilizacji — kogoś całkowicie pozbawionego zaufania i relacji społecznych. Władza dla samej władzy, sprowadzająca się do brutalnej satysfakcji z cudzego niedostatku, staje się grą, w której znikają rzeczywiste korzyści z posiadania dóbr. Celem staje się wyłącznie naga przewaga.

  Co więcej, próba przejęcia wszystkich butelek sama wymagałaby ogromnych nakładów: rozpoznania, uzbrojenia, organizacji, ryzyka i walki z ludźmi, którzy mogliby zażyczyć sobie pola ochronnego, schronienia albo własnych środków obrony. Zamiast korzystać z nieograniczonej obfitości, agresor wydałby pierwsze życzenia na stworzenie świata permanentnej wojny.

  Musiałby niszczyć cudze Dżiny nie dlatego, iż potrzebuje dóbr, ale dlatego, iż nie potrafi znieść istnienia ludzi, których nie kontroluje. Nie byłaby to racjonalność ekonomiczna, ale obsesja dominacji przebrana za strategię.

Czy człowiek musi mieć więcej niż inni?

  Często podnosi się argument, iż zaspokojenie podstawowych potrzeb to za mało, ponieważ ludzie natychmiast wymyślą nowe, sztucznie ograniczane dobra, by budować status i przynależność do elity. To zjawisko na pewno wystąpi, jednak wcale nie musi prowadzić do konfliktów zbrojnych. Kluczem jest tu rozróżnienie na dobra materialne i niematerialne.

  Potrzeby fizyczne mają naturalne limity biologiczne. Człowiek potrzebuje określonej ilości jedzenia, przestrzeni czy ciepła. Gromadzenie tysięcy samochodów czy milionów ton ziemniaków gwałtownie traci wymiar praktyczny i staje się wyłącznie symbolem. Symbole należą już jednak do świata niematerialnego.

  Z kolei dobra niematerialne — wiedza, sztuka, rozrywka, nowe doświadczenia — są z natury nieskończone i w przeważającej mierze nierywalizacyjne. Kopia cyfrowa praktycznie nic nie kosztuje, a konsumpcja utworu czy teorii naukowej przez jedną osobę nie zubaża innych. Rozwój sztucznej inteligencji wręcz zaleje nas obfitością takich dóbr, pozwalając na nieograniczoną generację treści dopasowanych do każdego odbiorcy. W takim środowisku walka o dostęp do nich traci rację bytu.

  Ludzie przez cały czas będą konkurować o uznanie, popularność, rekordy, pierwszeństwo odkrycia, wyjątkowe przeżycia czy pozycję w dobrowolnie tworzonych wspólnotach. Będą chcieli pisać lepsze książki, budować piękniejsze jachty, tworzyć ciekawsze światy i zdobywać trudniejsze szczyty. Taka konkurencja nie wymaga jednak odbierania innym chleba ani zajmowania ich terytorium.

  Kultura pozwala tworzyć nieskończenie wiele nowych celów bez konieczności mnożenia materialnego niedoboru. Nie da się sprawić, by każdy miał więcej ziemniaków niż wszyscy pozostali, ale każdy może przeczytać inną książkę, przeżyć inną przygodę, stworzyć inną opowieść i być najlepszy w swojej własnej niszy, nic nikomu przy tym nie ujmując.

Wojny są o jedzenie

  Wojny zawsze toczyły się wyłącznie o jedzenie, rozumiane szeroko jako materialne warunki przetrwania — energię, ziemię, wodę, surowce czy siłę roboczą. choćby gdy na sztandarach wypisywano honor, religię czy prestiż, pod polityczną dekoracją zawsze działał mechanizm zdobywania zasobów.

  Wojna o ziemię była wojną o pastwiska, pola uprawne, łowiska i podatników. Wojna o szlak handlowy była wojną o dostęp do żywności, surowców i energii. Wojna o niewolników była wojną o przejęcie cudzej pracy potrzebnej do produkowania dóbr. Wojna o imperium była walką o możliwość pobierania haraczu od większej liczby ludzi.

  Nawet gdy walczący myśleli, iż giną za honor wodza, chwałę dynastii albo prawdziwą wiarę, organizatorzy wojny zdobywali ziemię, porty, kopalnie, ludzi i podatki. Idee mobilizowały żołnierzy, ale materialne zasoby finansowały armie i stanowiły zdobycz zwycięzców.

  Dominacja to po prostu ewolucyjna technologia ułatwiająca dostęp do tych dóbr. Hierarchie stadne powstawały w celu optymalizacji przetrwania gatunku poprzez skuteczniejsze zdobywanie pokarmu. O ile stadność jako taką można odrzucić, o tyle zdobywania energii i materii oszukać się nie da — to nieusuwalny fundament biologicznego życia.

  Dominacja nie jest jednak celem ostatecznym. Osobnik stojący wyżej w hierarchii uzyskiwał pierwszy dostęp do pokarmu, bezpieczniejszego miejsca i możliwości rozmnażania. Gdyby wysoka pozycja nie dawała żadnej przewagi w dostępie do zasobów, stałaby się pustym tytułem, za który nie warto ryzykować życia.

  Wojowniczość, terytorializm i agresja nie powstały więc po to, żebyśmy mogli urządzać defilady, nosić mundury i słuchać werbli. Były metodami zdobywania energii potrzebnej żywym organizmom. o ile energia i materia staną się tanie i powszechnie dostępne, biologiczny fundament wojen zacznie zanikać.

Obfitość nie uczyni ludzi aniołami

  Postęp technologiczny oczywiście nie zmieni magicznie ludzkiej natury. Zawsze znajdą się jednostki pragnące niszczyć lub dominować. Zmiana polega na tym, iż przemoc przestanie być opłacalnym modelem ekonomicznym.

  Gdy kreacja dóbr staje się tańsza niż ich kradzież, a potencjalna ofiara jest w stanie natychmiast wygenerować obronę skuteczniejszą od ataku, złodziejstwo i podbój po prostu przestają się spinać w rachunku zysków i strat. W świecie, gdzie najcenniejsze zasoby mają charakter cyfrowy i rozproszony, fizyczne zajmowanie terytorium czy fabryk mija się z celem. choćby jeżeli psychopaci będą toczyć walki o puste symbole statusu i góry gnijących ziemniaków, dla reszty społeczeństwa te starcia pozostaną całkowicie bez znaczenia.

  Dawniej zdobywca mógł wedrzeć się do miasta, ograbić magazyny, przejąć ziemię, zagnać mieszkańców do pracy i wywieźć skarby. Dziś może zabrać jedynie to, co fizycznie znajdzie w zajętym miejscu. Nie zabierze w ten sposób kompetencji inżyniera, sieci dobrowolnych kontaktów, zaufania klientów, kultury organizacyjnej ani wiedzy rozproszonej między tysiącami specjalistów.

  To, co w nowoczesnej gospodarce najcenniejsze, coraz częściej nigdzie nie leży. Nie da się włamać do magazynu i wynieść algorytmu, marki, talentu, pomysłowości ani umiejętności współpracy. Można ukraść komputer, ale nie społeczność programistów, która stworzyła jego oprogramowanie. Można zająć fabrykę, ale bez wiedzy, dostawców, serwisu i dobrowolnej pracy ludzi pozostanie ona tylko halą pełną gwałtownie niszczejących maszyn.

  Niewolnik pracuje tyle, ile musi, aby uniknąć kary. Wolny człowiek rozwija umiejętności, podejmuje inicjatywę, eksperymentuje i współpracuje, ponieważ uczestniczy w zyskach ze swojej produktywności. W coraz bardziej złożonej gospodarce pracownik zatrudniony dobrowolnie i dobrze wynagradzany wytwarza wielokrotnie większą wartość niż człowiek pilnowany przez uzbrojonego strażnika.

  Dlatego zdobywca może jeszcze zniszczyć nowoczesną gospodarkę, ale coraz trudniej może ją sobie przywłaszczyć. Kałach przez cały czas potrafi zabić człowieka, ale coraz gorzej nadaje się do przejmowania tego, co człowiek naprawdę wartościowego wytwarza.

Dżin już nadchodzi

  Magiczna butelka to wciąż tylko eksperyment myślowy, ale jej rolę sukcesywnie przejmują AI, automatyzacja i zaawansowana robotyka. Z każdym rokiem drastycznie obniżają one koszty pracy i kapitału niezbędnych do wytwarzania wartości.

  Nie oznacza to, iż materia całkowicie straci znaczenie. Póki jesteśmy organizmami biologicznymi, musimy jeść, pić, ogrzewać się i zajmować przestrzeń. Jednak dzięki rozwojowi technologii zaspokojenie tych nieusuwalnych potrzeb pochłania coraz mniejszą część ludzkiej pracy.

  W społeczeństwie łowców i zbieraczy niemal cała aktywność służyła zdobywaniu pożywienia. Rolnictwo pozwoliło jednemu człowiekowi wyżywić kilku innych. Przemysł sprawił, iż jeden rolnik może produkować żywność dla dziesiątek, a choćby setek osób. Automatyzacja i robotyka doprowadzą ten proces jeszcze dalej.

  Jedzenie pozostanie biologicznie najważniejsze, ale ekonomicznie będzie coraz mniej cenne. Informacja, wiedza, wynalazczość i zdolność koordynowania dobrowolnej współpracy będą stanowiły coraz większą część wartości. A informacji nie zdobywa się skutecznie dzięki czołgów.

  Wkraczamy w epokę, w której taniej będzie coś stworzyć i zaoferować, niż ukraść czy wymusić. W takich realiach polityczny terroryzm i fizyczna agresja zanikną ze względu na drastyczny spadek ich rentowności. I właśnie z tego powodu tradycyjne państwa — funkcjonujące dziś jako terytorialne monopole przemocy i pobierania haraczu — są skazane na bankructwo.

  Ich upadek nie będzie efektem gwałtownej rewolucji. Będzie wynikiem bezwzględnego rachunku ekonomicznego.

Grzegorz GPS Świderski
]]>https://Twitter.com/gps65]]>
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>

Read Entire Article