W brytyjskim parlamencie głośno wybrzmiały świadectwa, które powinny wstrząsnąć każdym cywilizowanym społeczeństwem. Podczas prezentacji wyników niezależnego dochodzenia w sprawie imigranckich gangów gwałcicieli, poseł Rupert Lowe przytoczył relacje kobiet, które jako nieletnie dziewczęta przez lata były gwałcone, wykorzystywane seksualnie, zastraszane i sprzedawane. Nagrania z jego wystąpienia błyskawicznie obiegły Internet, wywołując szok i gniew opinii publicznej.
Gangi imigranckich gwałcicieli od lat terroryzują angielskie ulice. Najbardziej przerażające jest jednak nie samo okrucieństwo sprawców, ale zachowanie brytyjskich instytucji, które przez lata nie chciały zmierzyć się z prawdą i zwalczyć proceder. Co więcej, negowały jego istnienie.
Od dawna pojawiały się oskarżenia, iż policja, samorządy, pracownicy socjalni oraz politycy ignorowali sygnały ostrzegawcze. W wielu miastach Anglii ofiary były lekceważone, a ich zeznania traktowano jako niewiarygodne. Dziewczęta określano jako „sprawiające problemy”, podczas gdy ich oprawcy pozostawali bezkarni. Kolejne raporty wykazywały poważne zaniedbania instytucji odpowiedzialnych za ochronę dzieci.
Szczególnie kontrowersyjna pozostaje kwestia prowadzenia śledztw i postępowań karnych. W licznych głośnych sprawach, między innymi w Rotherham, Rochdale czy Oldham, wśród skazanych dominowali mężczyźni pochodzenia pakistańskiego. Przez lata każdy, kto zwracał uwagę na ten fakt, ryzykował oskarżenia o rasizm lub islamofobię. Tymczasem audyt przygotowany pod kierownictwem Louise Casey wskazał, iż kwestie etnicznego pochodzenia sprawców były przez instytucje „omijane”, a zamiast rzetelnego badania problemu dochodziło do „zaciemniania obrazu sytuacji”, co prowadziło do utrudnienia działań policji.
To właśnie tutaj pojawia się najpoważniejszy zarzut wobec brytyjskiego establishmentu. Ochrona własnego wizerunku oraz obawa przed napięciami społecznymi wydawały się dla części urzędników ważniejsze niż bezpieczeństwo dzieci i kobiet. W praktyce oznaczało to, iż niewygodne pytania odkładano na bok, a ofiary pozostawiano same sobie, w imię fałszywej tolerancji i multi-kulti.
Przez lata politycy związani z lewicą przekonywali, iż problem należy analizować wyłącznie przez pryzmat przestępczości seksualnej, unikając dyskusji o kulturowych czy środowiskowych uwarunkowaniach gangów gwałcicieli. Tymczasem była to forma politycznej poprawności, która utrudniała pełne zrozumienie zjawiska i skuteczną reakcję państwa. Gdyby wzięto pod lupę środowiska imigranckie, jako grupy podwyższonego ryzyka, wiele gangów zostałoby rozbitych przed popełnieniem części przestępstw.
Pewne wzorce występujące w konkretnych sprawach zasługują na uczciwe zbadanie. Jednym z nich jest związek imigrantów z masowymi gwałtami i innymi aktami przemocy, co czyni ich grupą ryzyka, podobnie jak sodomici są grupą podwyższonego ryzyka zakażenia wirusem HIV. Państwo nie powinno wybierać, które fakty są politycznie wygodne, a które należy przemilczeć w imię lewicowej utopii.
Dzisiejsze oburzenie brytyjskiej opinii publicznej wynika właśnie z poczucia, iż przez lata prawda była ukrywana za zasłoną biurokratycznych wymówek i politycznej poprawności. choćby rządowe raporty przyznawały, iż wiele wcześniejszych zaleceń dotyczących ochrony dzieci nie zostało wdrożonych.
Historie przedstawione przez ocalałe kobiety nie są jedynie świadectwem bestialstwa przestępców. Są również aktem oskarżenia wobec instytucji, które miały obowiązek je chronić. Każda kolejna relacja przypomina, iż największą porażką państwa nie jest samo istnienie przestępców. Jest nią sytuacja, w której władza zna problem, ale przez lata nie ma odwagi nazwać go po imieniu. Dlatego najważniejszym pytaniem nie jest dziś to, ilu sprawców uda się jeszcze skazać. Brzmi ono: dlaczego tysiące dziewcząt musiały cierpieć przez tyle lat w imię ideologii multi-kulti?
Zdjęcie poglądowe: poseł Rupert Lowe.
Polecamy również: Chińskie auta obnażyły kryzys europejskiej motoryzacji










