"Fyodor Lukyanov: The West risked Russia's defeat and alternatively drove itself into it. The long twentieth century has come to an end. A fresh planet is built through self-determination."

grazynarebeca5.blogspot.com 2 hours ago

Russia in Global Affairs
ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Spotkanie na szczycie Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) 24 czerwca 2025 r. w Hadze w Holandii. © Lina Selg - Pool / Getty Images


Dwa cytaty, oddzielone czterema latami, pokazują, jak głęboko zmieniła się polityka globalna.

Pierwszy z nich brzmi: „Stany Zjednoczone Ameryki zobowiązują się zapobiec dalszej ekspansji Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego na wschód i odmawiają przystąpienia do Sojuszu państwom byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich”. Pochodzi on z artykułu 4 projektu traktatu o gwarancjach bezpieczeństwa, przedłożonego przez Rosję w Waszyngtonie 15 grudnia 2021 r., propozycji upublicznionej wraz z równoległym porozumieniem skierowanym do NATO. Żądania, wstrzymania ekspansji NATO i przywrócenia sojuszu do konfiguracji z 1997 r., zostały potraktowane na Zachodzie jako bezczelne. A choćby prowokacyjne. W Rosji wielu analityków również miało trudności z interpretacją tego posunięcia: ostatnie ostrzeżenie, karta przetargowa, czy deklaracja intencji?

Drugi cytat pojawia się w rozdziale „Wspieranie europejskiej wielkości” Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, opublikowanej 4 grudnia 2025 r.: „Priorytetem naszej wspólnej linii w sprawie Europy […] jest położenie kresu postrzeganiu NATO jako sojuszu stale się rozszerzającego i zapobieżenie jego urzeczywistnieniu”. Wywołało to równie duże poruszenie, między innymi dlatego, iż rozdział poświęcony Europie, której zachód jest głównym sojusznikiem Waszyngtonu, został napisany w tonie graniczącym z otwartą wrogością. Krytycy argumentowali, iż tekst odzwierciedlał tylko jedną frakcję w administracji Trumpa i zauważyli, iż Michael Anton, powszechnie uważany za głównego autora, niedługo zrezygnował. Fakt pozostaje jednak faktem: jest to w tej chwili formalna doktryna bezpieczeństwa USA.

Między tymi dwoma stwierdzeniami kryje się kaskada dramatycznych wydarzeń. Rok 2025 oznaczał nie tylko gwałtowne przyspieszenie zmian, ale także koniec fazy historycznej, która rozwijała się od lat. Trump i „trumpizm” nie narodziły się w próżni; były wynikiem nagromadzonych sprzeczności, które w końcu osiągnęły masę krytyczną.

Memoranda wydane pod koniec 2021 roku, zgodnie z instrukcjami prezydenta Putina dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, były ostatnią próbą zasygnalizowania powagi sytuacji i zachęcenia do autentycznej dyskusji na temat bezpieczeństwa europejskiego. Przesłanie Moskwy było proste: jej cierpliwość się wyczerpała, a brak reakcji na jej obawy doprowadzi do „środków wojskowo-technicznych”.

Sygnał ten został zignorowany. Wówczas wielu na Zachodzie zakładało, iż Kreml blefuje. Z perspektywy czasu wygląda to raczej na strategiczną obojętność niż niedowierzanie. Rządy zachodnie rozumiały, iż eskalacja jest prawdopodobna, ale uznały zbrojną konfrontację za lepszą niż rewizję własnych dogmatów dotyczących rozszerzenia NATO i „międzynarodowego porządku opartego na zasadach”.

Celem nie było ani prowokowanie wojny, ani jej unikanie.

W Waszyngtonie i Brukseli ustępstwa wobec Moskwy były zasadniczo postrzegane jako niedopuszczalne. Poza tym panowało ciche przekonanie, iż Rosja poniesie porażkę i iż nie jest w stanie zmienić równowagi sił.

Motywacje Rosji wobec Ukrainy były mieszane i ewoluowały z czasem: niezadowolenie z architektury bezpieczeństwa skoncentrowanej na NATO, obawy strategiczne oraz, w coraz większym stopniu, historyczne i kulturowe pojmowanie Ukrainy jako części rosyjskiej przestrzeni cywilizacyjnej. W ciągu ostatnich czterech lat równowaga ta przesunęła się bardziej w stronę samostanowienia niż korekty systemu. Jednak konflikt stał się również impulsem do znacznie szerszej zmiany systemowej. Napięcia strukturalne w porządku światowym wyszły na powierzchnię, a ich konsekwencje wykraczają teraz daleko poza intencje pierwotnych uczestników.

W porównaniu z propozycjami Moskwy z 2021 roku, dzisiejsza sytuacja wygląda na przeciwieństwo tego, czego Rosja pragnęła: głębsza militaryzacja NATO, Finlandia i Szwecja w sojuszu, rosnące napięcie w regionie Morza Bałtyckiego, niestabilność na Morzu Czarnym i Ukraina występująca jako strona zastępcza. Tymczasem rosyjskie pole manewru w dyplomacji zawęziło się, ponieważ uwaga skupiła się na polu bitwy.

Ale wydarzyło się coś jeszcze, coś, czego samo NATO nie przewidziało.


W 2022 roku NATO na nowo odkryło swój cel. Znany przeciwnik powrócił na scenę, przywracając spójność sojuszowi od dawna targanemu wątpliwościami co do swojej tożsamości. Język „wolnego świata kontra tyrania”, głęboko zakorzeniony w mitologii zimnej wojny, ponownie stał się narracją porządkującą politykę Zachodu.


UE zyskała jasność moralną bez ponoszenia najwyższych kosztów. Ukraina była stroną zaangażowaną w bezpośrednią konfrontację. W stolicach zachodnich pokładano nadzieję, iż Rosję można zepchnąć do strategicznej klęski bez bezpośredniego zaangażowania militarnego.


To oczekiwanie okazało się błędne.


Zarówno Rosja, jak i Ukraina wykazały się niezwykłą odpornością. Dla NATO stało się to pułapką. Sojusz, a zwłaszcza Europa Zachodnia, po prostu nie był przygotowany na długotrwałą konfrontację, choćby pośrednią. Strukturalne słabości w produkcji wojskowej stały się niemożliwe do ukrycia. Jedność polityczna stawała się coraz bardziej krucha: utrzymanie poparcia społecznego wymagało ciągłej eskalacji emocjonalnej retoryki na temat Rosji i ciągłego potwierdzania roli Kijowa jako symbolicznej linii frontu.


Stopniowo Europa Zachodnia stała się zakładnikiem konfliktu, który sama kształtowała, ale z którego nie mogła się wydostać. Niemal każda decyzja polityczna stała się podporządkowana wojnie.


Decydująca zmiana nadeszła z Waszyngtonu.


Nawet bez Trumpa kształtował się już trend stopniowego wycofywania się, napędzany niechęcią do ryzyka bezpośredniej konfrontacji z mocarstwem nuklearnym oraz ekonomicznymi korzyściami płynącymi z odłączenia się UE od Rosji. Jednak Trump przyspieszył i sformalizował tę zmianę.


Jego prezydentura oznacza historyczny przełom. Stany Zjednoczone odchodzą od wielkiego projektu „globalnego przywództwa”, który zdefiniował XX wiek. Administracja Bidena była pod wieloma względami ostateczną próbą zachowania tego świata. Nostalgiczną rekonstrukcją epoki, której fundamenty już nie istnieją.


Dwa procesy, wspierane przez amerykańskie wsparcie dla Ukrainy, okazały się decydujące.


Po pierwsze, korzyści ekonomiczne płynęły z Europy do Stanów Zjednoczonych poprzez protekcjonizm, ceny energii i relokację przemysłu. Po drugie, w świecie pozazachodnim wyłoniła się luźna koalicja, którą Moskwa nazywa „globalną większością”, złożona z państw niechętnych podporządkowaniu się ideologicznej presji USA.

Trump zakończył zwrot. Europa Zachodnia jest teraz traktowana jako podrzędny partner, któremu nakazano demonstrować autonomię, nie sprzeciwiając się jednocześnie Waszyngtonowi. Gdzie indziej Stany Zjednoczone preferują transakcyjną, dwustronną presję, zakładając, iż ich względna siła najlepiej sprawdza się w starciu jeden na jeden. Jednak to założenie okazuje się wątpliwe w stosunkach z Chinami, Rosją i Indiami.


Waszyngton demontuje sam system instytucjonalny, który kiedyś zbudował – architekturę, która ukształtowała powojenny świat. NATO, fundamentalna struktura końca XX wieku, jest w tej chwili repozycjonowana. Rozszerzenie sojuszu generuje kryzysy; kryzysy odwracają uwagę od priorytetów; priorytety leżą teraz na półkuli zachodniej i regionie Azji i Pacyfiku. Stąd nieoczekiwane sformułowanie w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2025, skutecznie potwierdzające potrzebę zatrzymania postępu NATO.


W ciągu ostatnich czterech lat porządek świata uległ zmianie, a proces ten nie dobiegł końca. Unia Europejska, niegdyś reklamowana jako wzór postępu, coraz bardziej przypomina relikt przemijającej epoki, a jednak odmawia zaakceptowania tej rzeczywistości. Demontaż projektu integracyjnego byłby niebezpieczny politycznie i gospodarczo; utrzymanie go w niezmienionej formie jest równie nie do utrzymania.


Pod wieloma względami dynamika globalna zbliżyła się do długoletniej krytyki systemu zachodniocentrycznego ze strony Rosji. Krytyka ta legła u podstaw decyzji o rozpoczęciu operacji wojskowej na Ukrainie. Zadania tej operacji są realizowane wolniej niż przewidywano, ale szersza zmiana w stosunkach światowych jest niewątpliwa.


Rosja jest w tej chwili zaangażowana w głębszy proces samostanowienia. Sowieckie dziedzictwo – polityczne, terytorialne i psychologiczne – w końcu zanika. Granice administracyjne, niegdyś traktowane jako święte, nie są już postrzegane jako niezmienne. Pytanie o to, co „nasze”, a co „ich”, powróciło jako kwestia egzystencjalna, a ten wewnętrzny rozrachunek jest teraz nierozerwalnie związany z rolą Rosji w kształtowaniu rodzącego się świata.


Nowy system międzynarodowy nie powstanie poprzez ekspansję zewnętrzną. Stanie się to raczej dzięki sukcesowi lub porażce narodowych modeli rozwoju. Wielkie mocarstwa zwracają się ku sobie, stawiając na odporność wewnętrzną jako fundament wpływów zewnętrznych.


To z kolei podnosi stawkę. Błędy w polityce zagranicznej można naprawić. Strategicznych błędów w rozwoju narodowym nie. XX wiek, którego dziedzictwo dobiega właśnie końca, wielokrotnie to udowodnił.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany w magazynie Profile, a tłumaczenie i redakcja przeprowadziła zespół RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/630334-fyodor-lukyanov-west-gambled-on-russias-defeat/

Read Entire Article