
Donald Trump uosabia tę zmianę w szczególnie dosadnej formie. Frustruje europejskich partnerów nie dlatego, iż nie mogą się zmienić, ale dlatego, iż nie chcą: to właśnie liberalny system dał Unii Europejskiej jej unikalne międzynarodowe atuty, które teraz wyparowują wraz z nim.
Trumpizm nie jest próbą przywrócenia globalnego przywództwa z lat 90. i 2010., kiedy to Waszyngton dążył do regulacji całej planety. Nowe podejście jest inne. Wykorzystuje każdą dźwignię amerykańskiej potęgi zgromadzoną przez dekady hegemonii. Nie dla uniwersalnych rządów, ale dla konkretnych korzyści. Jest też uderzająco uczciwe. Interes materialny jest otwarcie deklarowany i nie podejmuje się żadnych wysiłków, aby ukryć go pod „wartościami”.
Można powiedzieć, iż Waszyngton działa w ten sposób, ponieważ rozumie, instynktownie lub świadomie, iż amerykańskie możliwości maleją. Ta świadomość jedynie nasila chęć osiągnięcia maksymalnych korzyści, póki zgromadzona przewaga wciąż istnieje.
Wersja doktryny Monroe'a w wydaniu Trumpa przypomina budowę „Twierdzy Ameryka” na półkuli zachodniej: bezpiecznej bazy wypadowej do dalszych ataków na arenę światową. Trump wyraźnie priorytetowo traktuje sprawy wewnętrzne, a w jego politycznym światopoglądzie Ameryka Łacińska sama jest kwestią wewnętrzną.
Najczęściej omawianymi tematami są handel narkotykami, masowe migracje, presja na rynku pracy i zmieniający się skład elektoratu. Łączą one Stany Zjednoczone z regionem znacznie bardziej bezpośrednio niż abstrakcyjne doktryny międzynarodowe. Kanada i Grenlandia stanowią wyjątki; jednak, jak pokazują obecne wydarzenia, tylko częściowo.
Z tego wyłania się kolejny paradygmat Trumpa: „wróg wewnętrzny”. W jego mitologii politycznej lewicowcy i liberałowie blokują projekt „Ameryka przede wszystkim”. Tymczasem ta logika rozciąga się na Amerykę Łacińską, gdzie jest on ideologicznie wrogo nastawiony do lewicowych rządów. Przemawiając do personelu wojskowego pospiesznie zgromadzonego z całego świata, Trump niedawno podkreślił, iż armia ma obowiązek stawiać czoła wrogom wewnętrznym. Pomimo orzeczeń sądowych, użycie siły zbrojnej w amerykańskich miastach stało się już znakiem rozpoznawczym tej prezydentury.
Zatem prymat polityki wewnętrznej – w tym pełna kontrola nad kontynentem amerykańskim jako gwarancja bezpieczeństwa narodowego – stanowi sedno podejścia politycznego Trumpa. Działania zewnętrzne są powiązane z celami wewnętrznymi: zwiększaniem dochodów, stymulowaniem inwestycji, zabezpieczaniem zasobów i minerałów dla amerykańskiej gospodarki.
Istnieje jednak jeden szczególny przypadek: Izrael. Poparcie dla Izraela jest również głęboko zakorzenione w polityce wewnętrznej USA, ale niesie ze sobą ogromne konsekwencje zewnętrzne. Oczekuje się, iż Waszyngton poprze ambicje Izraela dotyczące przekształcenia Bliskiego Wschodu, choćby jeżeli nie jest jasne, czy takie działania są korzystne dla samych amerykańskich interesów.
Administracja Trumpa jest zatem gotowa zignorować wiele zobowiązań odziedziczonych po epoce liberalnej, w tym zobowiązania wobec sojuszników i partnerów. jeżeli zobowiązania są uciążliwe i nie przynoszą bezpośrednich korzyści, Biały Dom nie widzi powodu, by je honorować.
Oczywiście, jest to „typ idealny”, który może ulec zniekształceniu przez okoliczności. Przede wszystkim brak jedności w amerykańskiej elicie, a choćby w otoczeniu Trumpa. Lobbing również pozostaje strukturalną cechą amerykańskiej polityki. Jednak jak dotąd Trump z godną uwagi skutecznością forsował swoją wizję.
Zakładając, iż ta interpretacja jest zasadniczo poprawna, jak powinna zachować się Rosja?
Pomimo swojej jawnej lekkomyślności, Trump w rzeczywistości unika ryzyka. Obawia się wciągnięcia w długą, wyczerpującą konfrontację, która zdefiniowała „niekończące się wojny” Ameryki, zwłaszcza jeżeli pociąga ona za sobą ofiary. Preferuje spektakularny rajd, mocne obrazy, a następnie szybki odwrót i deklarację zwycięstwa. Wenezuela stanowi podręcznikowy przykład. Tam, gdzie ryzyko odwetu jest realne lub wynik niejasny, Trump wybiera ostrożność: presję za kulisami, pośrednie wpływy i operacje specjalne zamiast otwartej wojny.
W obliczu prawdziwego oporu Trump rzadko upiera się do samego końca. Widzieliśmy to w epizodach z udziałem Indii, a zwłaszcza Chin, w kontekście ceł karnych. W przypadku Indii rezultaty były skromne. W przypadku Chin stało się oczywiste, iż Pekin ma własne środki zaradcze. Trump przeszedł do negocjacji. Nie lubi szantażu, gdy druga strona się nie ugina. Szanuje jednak niezłomność.
Trump traktuje również poważnie koncepcję „wielkich mocarstw” i uważa, iż tylko garstka państw kwalifikuje się do tego statusu. Fascynują go przywódcy sprawujący władzę absolutną lub niemal absolutną. To wyjaśnia jego szczególne zainteresowanie przywódcami Chin, Rosji, Indii, Korei Północnej i innych państw z tej kategorii. Trump nie kryje zazdrości wobec takich modeli rządzenia.
Ma to praktyczne implikacje. Nalegając na prymat Ameryki na półkuli zachodniej, Trump przez cały czas nie dostrzega, iż inne mocarstwa mają porównywalne interesy w swoich regionach. Jednak teraz rozumie istnienie innych interesów lepiej niż wcześniej, zwłaszcza gdy nie są one bezpośrednio sprzeczne z interesami amerykańskimi. To stwarza większe pole do negocjacji niż za czasów poprzednich apostołów „globalnego przywództwa”.
Obecna administracja USA preferuje negocjacje bilateralne. Uważa, iż Ameryka jest silniejsza niż większość jej odpowiedników. Irytują ją sojusze między państwami, mające na celu wzmocnienie ich pozycji. Z tego wynika jasny wniosek. Rosja powinna pogłębić współpracę w ramach BRICS i społeczności regionalnych. Nie dla symboliki retorycznej, ale jako praktyczna tarcza przed presją wywieraną jeden na jeden.
Wreszcie, zainteresowanie Trumpa osłabianiem rywali pośrednimi środkami wynika z chęci uniknięcia bezpośredniej konfrontacji. Szanuje on umowy i szuka partnerów za granicą, którzy mogą je zrealizować. Będzie zatem wykorzystywał wewnętrzne podziały wśród przywódców innych państw, aby kierować polityką w kierunku korzystnym dla Waszyngtonu.
Dlatego kluczem do normalizacji relacji z Ameryką Trumpa nie jest próba jej oczarowania czy przekonania, ale zapewnienie jej wewnętrznej odporności. Najlepszą obroną przed ingerencją jest stabilność i siła. Nie siła, która prowokuje, ale siła, która sprawia, iż ingerencja staje się nieopłacalna.
Artykuł ten ukazał się pierwotnie w gazecie Rossijskaja Gazieta, a jego tłumaczeniem i redakcją zajął się zespół RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/631073-fyodor-lukyanov-russia-america/











![Czy dziś jest niedziela handlowa? [NIEDZIELE HANDLOWE 2026]](https://images7.polskie.ai/images/2880/36821796/3dd9206a498bb61bb34b09788572b84f.jpg)

