Fallschirmjäger przeciwko Polsce

polska-zbrojna.pl 10 hours ago

W 1935 roku Armia Czerwona rozgrywała pod Kijowem wielkie manewry. Stały się one areną, na której zademonstrowano możliwości oddziałów powietrznodesantowych. Krótko po tym do spadochronowego wyścigu, w którym prym wiódł Związek Sowiecki, dołączyły również intensywnie rozbudowujące swój ofensywny potencjał Niemcy.

Fallschirmjäger ze spadochronami typu RZ1 na pokładzie samolotu transportowego Junkers Ju-52 oczekujący na komendę przygotowania do skoku.

Prace nad utworzeniem na terenie Niemiec oddziałów spadochronowych rozpoczęto w 1933 roku. Początkowo były to formacje niewielkie, funkcjonujące w ramach policji i podporządkowane ówczesnemu ministrowi spraw wewnętrznych Prus Hermannowi Göringowi. Jako jednostka specjalna przeznaczona do ochrony dygnitarzy NSDAP i walki z komunistami służyła Polizeiabteilung „Wecke”, dowodzona przez majora Walthera Weckego. W kolejnych latach została ona rozbudowana do poziomu dwóch batalionów wspartych kompanią ckm. 1 kwietnia 1935 roku Landespolizeigruppe „General Göring” włączono na krótko do struktur Wehrmachtu, a następnie przeniesiono do Luftwaffe. Dalsze miesiące upłynęły pod znakiem rozbudowy. Jej efektem stało się utworzenie 29 stycznia 1936 roku Fallschirmtruppen oraz mającej szkolić wojskowych skoczków spadochronowych Fallschirmschule w Stendal.

REKLAMA

Chłopcy Studenta

Jesienią w ramach uroczystych obchodów dożynek połączonych z prezentacją wojskową w Bückebergu miał miejsce oficjalny pokaz strzelców spadochronowych. W tym samym roku własną, początkowo nieliczną, jednostkę spadochronową utworzyło Heer (wojska lądowe), a spadochroniarze Wehrmachtu zaprezentowali się podczas jesiennych manewrów w Meklemburgii. Rok później kompanię rozbudowano do poziomu batalionu (Fallschirm-Infanterie-Bataillon).

Wykorzystano posiadane zasoby i wiosną 1938 roku rozpoczęto formowanie Fallschirm-Jäger-Regiment 1, stanowiącego trzon utworzonej formalnie z dniem 1 września 7 Flieger-Division podległej Luftwaffe. W skład dowodzonej przez generała Kurta Studenta wielkiej jednostki weszły kolejno rozproszone do tej pory oddziały spadochronowe Luftwaffe, Wehrmachtu i Sturm Abteilung. Poza Fallschirmjäger w skład 7 Flieger Division wschodziła również Luftinfanterie, czyli tzw. piechota powietrzna. W praktyce była to piechota przeszkolona w zakresie transportu w rejon walk samolotami lądującymi na zajętych już lotniskach.

W styczniu 1939 roku generał major Kurt Student został mianowany Inspekteur der Fallschirm-und-Luftlandetruppen. W połowie roku struktura 7 FlDiv była już stała. Całkowicie sformowany został Fallschirm-Jäger-Regiment 1, trwały prace nad ukompletowaniem Fallschirm-Jäger-Regiment 2. Dywizja dysponowała własnym lotnictwem, czyli eskadrami bombowymi specjalnego przeznaczenia (Kampfgeschwader zur besonderen Verwendung), jednostkami wsparcia (kompanie ppanc., artylerii, rozpoznawcza), służbami itd. W większej liczbie Fallschirmjäger zaprezentowali się 15 marca 1939 roku podczas defilady w Pradze, a następnie 20 kwietnia podczas zorganizowanej z rozmachem berlińskiej defilady z okazji urodzin Führera Adolfa Hitlera. Tym samym Niemcy oficjalnie potwierdzili fakt posiadania wielkiej jednostki powietrznodesantowej.

Polskie rozpoznanie elity Hitlera

Stopień rozpoznania przez polski wywiad wojskowy niemieckich formacji spadochronowych był do 1938 roku niewielki. Dwa lata wcześniej podczas prac Komitetu ds. Uzbrojenia i Sprzętu nad reformą lotnictwa w części odnoszącej się do sił lotniczych państw sąsiednich stwierdzano, iż Niemcy nie przywiązują większej wagi do formacji desantowych. W części wytworzonych w latach 1936–1937 komunikatów informacyjnych Oddziału II Sztabu Głównego czy referatów Dowództwa Lotnictwa zdawkowo wspominano o istnieniu w Niemczech niewielkich oddziałów spadochronowych.

Rozwój opisywanej formacji odnotowano dopiero w opracowaniach z przełomu lat 1938 i 1939. Stwierdzono wówczas istnienie dywizji spadochronowej. Wskazano lokalizację postoju jej dowództwa – w miejscowości Stendal. Podano, iż dywizję tworzą pułki strzelców spadochronowych (Fallschirmjäger) oraz pułk desantowy (Luftinfanterie). Skrótowo opisano ordre de bataille wielkiej jednostki i miejsca postoju najważniejszych oddziałów. W referacie z 25 maja 1939 roku pt. „Niemieckie siły zbrojne w polu i ich podział” zapisano: „Nie jest wykluczone, iż w bitwie rozstrzygającej może mieć miejsce akcja spadochronowa w większym stylu – równoczesne zrzucenie na tyłach nieprzyjaciela baonu lub choćby pułku. Dywizja spadochronowa dysponuje samolotami Junkers Ju 52”.


Niemieccy spadochroniarze z Fallschirm Jäger Regiment 1 podczas oficjalnego pokazu w ramach berlińskiej defilady z 20 kwietnia 1939 zorganizowanej z okazji urodzin Adolfa Hitlera.

Należy dodać, iż na tle skromnych informacji dotyczących organizacji, wyposażenia i taktyki działania Fallschirmtruppen wyróżniały się meldunki polskiego attaché wojskowego w Berlinie podpułkownika Antoniego Szymańskiego. W przekazywanych do Warszawy depeszach zawierał on wiele szczegółowych informacji na temat dyslokacji czy postępów organizacyjnych w ramach 7 FlDiv. Zdecydowanie największym polskim opracowaniem był wydany wczesnym latem 1939 roku referat pt. „Niemieckie jednostki strzelców spadochronowych i piechoty powietrznej oraz ich użycie”. Autor szeroko opisywał strukturę, liczebność, wyposażenie oraz – co istotne – zadania taktyczne stawiane Fallschirmjäger. Przykładowo liczebność Fallschirm-Jäger-Regiment 1 ustalono na 2400–3200 ludzi, a siły Luftinfanterie szacowano na 6400 żołnierzy. Niewykluczone, iż podczas prac nad referatem polscy wojskowi korzystali szeroko z wydanej pod koniec 1938 roku przez Główną Księgarnię Wojskową książki majora Lothara Schüttela pt. „Fallschirmtruppen und Luftinfanterie”.

Z przygotowanych przez polskich wojskowych analiz wynikało wyraźnie, iż Niemcy mogą wykorzystać jednostki spadochronowe w dwójnasób. Pierwszy z wariantów to duża operacja desantowa, w której udział wziąć mogły siły batalionu lub pułku, z zadaniem: współdziałania z wojskami walczącymi na ziemi przez opanowanie lub zamknięcie cieśnin i przepraw względnie zajęcie ważnych punktów na szlakach komunikacyjnych leżących na drogach marszu własnych wojsk; opanowania leżących między liniami frontów trudnych do zdobycia punktów terenowych; natarcia na tyły nieprzyjaciela dla odciążenia własnych oddziałów będących w krytycznym położeniu lub zamknięcia nieprzyjacielowi dróg odwrotu; powstrzymania w określonym czasie nadciągających odwodów przeciwnika przez obsadzenie odpowiednich odcinków terenu przy wsparciu lotnictwa szturmowego lub bombowego; współdziałania z napadami lub rajdami wielkich jednostek pancernych. W tym przypadku desant realizowano przed jednostką pancerno-motorową celem dokonania zniszczeń, opanowania punktów terenowych i utrzymywania ich aż do nadejścia własnych wojsk.

Wariant drugi dotyczył działań na znacznie mniejszą skalę. Najczęściej wskazywano tutaj na niewielkie, liczące kilka – kilkanaście osób, grupy sabotażowe. Ich praca miała utrudnić nieprzyjacielowi podjęcie wszelkich działań mogących wpłynąć na tempo posuwania się jednostek pancernych i zmotoryzowanych. W innym wariancie (opanowania przez jednostki wojsk naziemnych terenu) grupy sabotażowe miały zająć i eksploatować najważniejsze instalacje, np. centrale elektryczne, węzły łączności itd. Wreszcie spadochroniarze dywersanci mieli zapobiegać potencjalnym aktom sabotażu, które mogły mieć miejsce w wyniku działań jednostek specjalnych przeciwnika w czasie odwrotu jego sił głównych.

Uwaga: desant!

W tym miejscu należy zadać sobie pytanie, czy Wojsko Polskie oraz społeczeństwo Rzeczypospolitej było przygotowane na działania szeroko rozumianych jednostek powietrznodesantowych w obliczu zbliżającej się wojny?

Odpowiedź nie jest łatwa, choć stwierdzić należy, iż sprawy tej z pewnością nie zaniedbano. Dowodem tego są m.in. liczne publikacje prasowe zamieszczane nie tylko na łamach periodyków wojskowych, ale również cywilnej prasy codziennej lub czasopism branżowych. Analiza materiałów prasowych wskazuje, iż przynajmniej od 1937 roku publikowano cyklicznie takie artykuły. Oto przykładowe tytuły tekstów: „Piechota powietrzna i jej zwalczanie”; „Współdziałanie ludności cywilnej w zwalczaniu desantów spadochronowych i band dywersyjnych”, „Pogotowie zbrojne wsi”. Największa intensywność artykułów odnoszących się do przedmiotowego zagrożenia
przypadła na wiosnę i lato 1939 roku.

W jednym z przywołanych tytułów podkreślano, iż nowy rodzaj broni (czyli piechota powietrzna) ma przed sobą wielką przyszłość. Daje możliwość wyrządzania nieprzyjacielowi wielu krzywd, może niszczyć linie i mosty kolejowe, sieć łączności, składy, budowle hydrotechniczne itd. Autor stwierdzał, iż „grupy wyrzucane z samolotów przy pomocy spadochronów” będą również przygotowane do atakowania sztabów, strategicznych transportów, niszczenia ujęć wody i demoralizacji ludności cywilnej. O ile więc strona polska była zdolna najwyżej do przeprowadzenia pojedynczych akcji dywersyjnych z wykorzystaniem skoczków spadochronowych, to jej obaj główni sąsiedzi dysponowali daleko większym potencjałem.

Szukano więc recepty na nowe niebezpieczeństwo, które zagrażało własnej armii i krajowi. Utrzymywanie w pogotowiu stałych placówek wojskowych przy każdym moście, rozjeździe kolejowym, magazynie czy centrali telefonicznej nie wchodziło w grę. Znajdującym się na zapleczu frontu własnym oddziałom, na obszarze których mógł zostać wyrzucony oddział spadochronowy, miała pomagać przede wszystkim ludność cywilna. Przy niskim stanie nasycenia polskiej prowincji choćby siecią telefoniczną skuteczność tego typu systemu ostrzegania pozostawiała jednak wiele do życzenia. Niemniej od ludności cywilnej, policji czy organów lokalnej administracji oczekiwano przestrzegania kilku elementarnych zasad postępowania: traktowania każdego desantu spadochronowego na własnym zapleczu jako nieprzyjacielski, w myśl zasady, iż podczas wojny własne wojsko nie prowadzi desantów nad własnym terytorium; pilnego zawiadamiania administracji cywilnej, policji lub wojska, o ile znajdowało się w pobliżu; gdy desant był niewielki (do kilkunastu ludzi), a możliwości sprawnego przeciwdziałania przez wymienione wyżej organy nie istniały, sprawa przechodziła w ręce ludności cywilnej. Grupę można było śledzić: obserwować, w którym kierunku odchodzi ze strefy zrzutu (większy oddział) lub też dążyć do jej likwidacji. W drugim przypadku angażowanie nieuzbrojonych cywilów do walki z lepiej wyszkolonymi niż przeciętny piechur spadochroniarzami mogło okazać się nieszczęściem. W kontekście podjęcia walki z desantem myślano tutaj o osobach, które przeszły choćby podstawowe przeszkolenie, np. w ramach przysposobienia wojskowego, i mogły posiadać broń palną. Chodziło więc o lokalnych ziemian, leśników, straż kolejową itd. W sytuacji, kiedy zrzucana grupa była nieliczna, jej odizolowanie czy zaskoczenie w czasie postoju miało pewne szanse powodzenia; jeżeli choćby nie zaobserwowano bezpośrednio zrzutu, ale np. słyszano silniki lotnicze lub odnaleziono porzucone elementy spadochronu, ludność cywilna miała zatrzymywać „każdego nieznanego osobnika” i przekazywać go odpowiednim służbom.

W powyższym tekście nie było nic dziwnego. Dotyczył on przecież sprawy istotnej i mogącej wpływać nie tylko na wojsko, ale i polskie społeczeństwo. W ocenie autora spora liczba publikacji odnoszących się do przedmiotowego zagrożenia czy o bardzo podobnej (czasem niemal identycznej) treści nie była spontanicznym działaniem redakcji. Strategia uświadamiania armii i ludności cywilnej nosi wyraźne cechy celowej polityki informacyjnej realizowanej przez Ministerstwo Spraw Wojskowych.

Wrześniowe doświadczenia

Naturalne jest w tej sytuacji pytanie: czy w trakcie kampanii polskiej Niemcy użyli bojowo Fallschirmjäger? Tempo postępów niemieckich wojsk lądowych realizujących nową taktykę walki sprawiło, iż niemieckie naczelne dowództwo nie zdecydowało się na przeprowadzenie desantów spadochronowych.

Nie oznacza to jednak, iż tego typu operacji nie planowano. Już w pierwszych dniach rozważano możliwość desantu 7 FlDiv w rejonie Poznania. Zadania nie miały ograniczać się jedynie do opanowania stolicy Wielkopolski. Według ustaleń polskiego wywiadu jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych przez Niemcy wykryto zamaskowane lotniska w rejonie Schwiebus – Landsberg (Świebodzin – Gorzów) oraz na północny zachód od Burschen (Boryszyn, 20 km od Świebodzina). Tam też stwierdzono obecność kadry oddziału specjalnego, która składała się z rzemieślników, majstrów i inżynierów, przeznaczonych do objęcia najważniejszych zakładów przemysłowych w województwie poznańskim.

Dziś nie mamy jednak pewności, czy obie informacje można ze sobą łączyć. Tym bardziej iż przerzucone z głębi Niemiec jednostki 7 FlDiv stacjonowały na Dolnym Śląsku, gdzie miały dostęp do sieci lotnisk polowych w pobliżu Legnicy.

W kolejnych dniach walk rozważano dwa inne warianty wykorzystania Fallschirmtruppe – desant w okolicy mostów wiślanych w Puławach i Dęblinie oraz akcja na przeprawy przez San w rejonie Jarosławia. Obie operacje odwołano z racji postępów wojsk naziemnych, choć w przypadku pierwszej z nich część Junkersów Ju 52 transportujących Fallschirmjäger została zawrócona, kiedy już leciała nad strefy zrzutu.

Ostatecznie udział niemieckich spadochroniarzy w walkach w ramach operacji „Fall Weiss” nie był znaczący. Fakt ten wpłynął zresztą ujemnie na morale całej formacji w kolejnych miesiącach. Przerzucone już pod koniec kampanii w rejon Dęblina jednostki 7 FlDiv wykorzystano do zbierania i wywozu mienia przejętego po WP. Wyjątek stanowiły dwa starcia: 14 i 15 września III/FJR 1, który osłaniał sztab generała Wolframa von Richthofena, walczył z przebijającymi się na południowy wschód oddziałami WP w rejonie wsi Sucha – Stawiszyn – Jasionna. Stracił on łącznie 13 zabitych i 25 rannych; 24 września 1939 roku II/FJR 1 uczestniczył w potyczce z oddziałami WP w Woli Gułowskiej. Stracił łącznie ośmiu zabitych i 13 rannych.

Przebieg kampanii wojennej w Polsce sprawił, iż 7 FlDiv nie weszła do walki zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Korzystnie rozwijająca się dla Niemców sytuacja na froncie nie wymusiła sięgnięcia po tego typu argument. Równocześnie istotną rolę odegrali dywersanci Abwehry. Część z nich otrzymała przeszkolenie spadochronowe i wykonała skoki w południowej i południowo-wschodniej Polsce. Udział i rola, jaką odegrały w walkach z września 1939 roku niewielkie niemieckie grupy spadochronowo-dywersyjne, stanowi jednak odrębne zagadnienie.


Jędrzej Korbal doktor historii, ekonomista. Autor ok. 400 publikacji, w tym monografii „Eksperyment »OM«. Wielkie jednostki pancerno-motorowe w Wojsku Polskim w latach 1936–1939”. Swoje badania naukowe koncentruje wokół problematyki modernizacji WP okresu międzywojennego.

Jędrzej Korbal
Read Entire Article