Retoryka, słownictwo, obyczaj przyjęty w każdym cywilizowanym środowisku, to do niedawna conditio sine qua non w zabieraniu głosu adresowanego zarówno do własnego środowiska jak i do strony przeciwnej. Posługiwanie się żargonem półświatka n. p. przez ministra, przywódcę politycznego, w ogóle osobę publiczną, do niedawna wydawało się po prostu niemożliwe. U nas pojawił się ten godny pożałowania „obyczaj” w związku z tzw. strajkiem kobiet, gdzie osoby płci żeńskiej w rodzaju pani Lempart miażdżyły słowem publicznym już nie tyle adwersarzy, co w ogóle całą resztę bezradną wobec narzucanej jej konwersacji rynsztokowej. Ten sposób komunikacji społecznej przypadł do gustu Koalicji 13 grudnia, która na skróty starała się przekonać Polaków do bezprogramowego programu, opartego na obietnicach z góry kasowanych po przejęciu władzy. Akolici Tuska wlot pojęli czego się od nich oczekuje. Toteż nic dziwnego, iż osoba kierująca Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego potrafi „rzucić mięsem”, jak się kiedyś mówiło. Bo tego wymaga „demokracja walcząca” należałoby tu dodać: z kulturą i cywilizowanym sposobem życia. Oczywiście to Dziedzictwo Narodowe mogłaby sobie darować, gdyż nie ma w nim ani chamstwa, ani siermiężnej polszczyzny, tak bardzo jej bliskiej.
Te popisy „postępowych” pań, te osiem gwiazdek wolnego od przesądów elektoratu można by skonsumować i zapisać na koncie sukcesów Tuska i jego idei rządzenia państwem. Gorzej, kiedy to się przekłada na paskudzenie dziedzin fundamentalnych dla bytu narodu i państwa. Otóż pani Nowacka w spółce z panią Lubnauer – dodajmy obie po amatorsku zajęte szkołą, gdzie przynajmniej w teorii nikomu bez odpowiedniej specjalizacji nie wolno podejmować pracy – zamyśliły reformę stawiającą na uszach cały przez dziesiątki lat, o ile nie dłużej, wypracowany model wychowawczy który, co ważne, zdał egzamin. O poszarpaniu pensum nauczania choćby nie wspominam, bo to temat szerszy i odmienny i, proszę wybaczyć, jednak dla ludzi fachowych, a nie takich znawczyń jak obie panie. Projekt reformy szkolnictwa szumnie nazwany „compasem jutra” jest mieszaniną postulatów oczywistych z nowinkami, które odpowiadają genderowsko-homolejsbijskim ideom rujnującym racjonalne postępowanie wychowawcze w szkole i w rodzinie. Weto prezydenta powinno owocować uczciwą rewizją projektu reformistycznego, ale jak przystało na tak wybitną specjalistkę w dziedzinie wychowania i nauczana, jak pani Nowacka, odpowiedzią, jej na weto było: „Weta oczekiwaliśmy, ale argumentacja jest szokująco żałosna. Głupszego weta to chyba nie było" – Okrasiła to starym porzekadłem: Panie prezydencie! Psy szczekają, karawana jedzie dalej Podstawy programowe są w konsultacjach, reforma "Kompas Jutra" wejdzie w życie. Chwała niech jej będzie za to „Panie prezydencie”. Nie dziwota, iż zamiast proponowanej przez pana prezydenta wymiany myśli, Nowacka zafundowała kilka płaskich frazesów. Coś jak właśnie jej reforma.
Jak zobaczymy niejaki Joński wali wprost per Nawrocki, co nic wskazuje na to, iż w ogóle był on wychowywany i to choćby według wskazań Compasu jutra. Pani Nowacka rozpędziła się jak pojazd bez hamulców i dalej poucza pana prezydenta, iż niby mu się nie podoba kreatywna i krytycznie myśląca młodzież, która nie boi się zadawania pytań. Dziwne, bo raczej pani ministra pytań nie lubi. Szydło wychodzi z worka, kiedy pani Nowacka mówi. iż prawica chciałaby, żeby młodzież tylko słuchała, biła brawo i maszerowała w rytm pieśni politycznych. Otóż w przeciwieństwie do niej prawica nie chce, by młodzi śpiewali Naprzód młodzieży świata. co z nakazu Stalina prawdopodobnie młodzi śpiewali, a może i jej przodkowie, bo skąd by się ona taka wzięła?
Ministra wyraźnie przesadziła w swym braku kindersztuby, mówiąc: szkoda, iż pan prezydent tak mało szanuje swój urząd i nie dał sobie szansy przynajmniej przeczytania i zrozumienia, co tak naprawdę było w tej ustawie. Widocznie pani Nowacka sądzi, iż pan prezydent nie czyta dokumentów, jak jej koledzy w przypadku umowy Mercosur. Ale choćby jeżeli tak sądzi, to po prostu chamstwem jest takie odezwanie się do Głowy Państwa bo świadczy to o braku wychowania, co ministrowi choćby w „demokracji walczącej” nie przystoi. Przyklepała sprawę Pani Lubnauer wspólnie z panią ministrą niszcząca dziś szkolę polską. Otóż oświadczyła ona „Prezydent postanowił, iż jego politykę edukacyjną będzie kształtować Ordo Iuris i ludzie od Brauna. Takich ludzi zaprosił do siebie, do Pałacu Prezydenckiego. Tacy ludzie poopowiadali mu bzdury na temat tego, co jest w tej ustawie”. Okazuje sie, iż Nowacka to szczyt inteligencji i taktu w porównaniu do bzdur i pomówień tej drugiej. A przeciez obie mogły przyjąć zaproszenie prezydenta i wyręczyć pana Brauna, prezentując swój bubel. Czy jednak mogły się zjawić w pałacu prezydenckim, pełniąc rolę: przynieś, podaj, słuchaj? Przecież żaden polityk w rządzie Tuska nie jest niczym innym, jak tylko egzekutorem złotych myśli tego ostatniego, tak jak ten dyrektyw pani von de Leyen?
Po prostu nie ma prezydent, jej zdaniem takich prerogatyw żadnych konstytucyjnych, ustawowych, które by mu pozwalały na spotkania z przedstawicielami ugrupowań politycznych. Tego samego zdania jest pan Joński, tylko jego chamstwo jest takie soczyste, iż ocieka posoką. Oto popis Jońskiego: Nawrocki ma kibolski styl traktowania parlamentu. Wetuje bez czytania. Co mu przeszkadzał park narodowy nowy w Polsce? Co mu przeszkadzało, żeby w Polsce były wiatraki i niższe ceny energii? Chce współpracować Nawrocki? Niech czyta ustawy!”
Gdyby powiedzieć o Jońskim, iż jest durniem, to byłaby nobilitacja. Swoje walory umysłowe zaprezentował on już wielokrotnie, a tym razem dał przedstawienie prymitywnego chamstwa. Pan Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej nie jest ani dla Jońskiego, ani dla nikogo „Nawrockim”. Ktoś, kto tego nie wie powinien zacząć edukację od szkoły specjalnej, a nie pchać się po „dudki” do Parlamentu. Bo po cóż by innego? Parlament Europejski to nie apogeum High Life’u, ale nie do wiary, by tolerowano tam chamstwo z półświatka.
O czym to wszystko świadczy? O tym, iż nie mamy klasy politycznej, ani w sensie merytorycznym, ani pod względem przestrzegania wartości cywilizacyjnych, o moralnych choćby nie wspominając. Smutne to, bo nie jest wyrazem jakiegoś pesymizmu. jest obrazem rzeczywistości, w której żyjemy przesyconej głupotą chamstwem i chorobliwą pewnością siebie. wręcz pychą. Zapatrzeni jesteście, tuskoludzie, w Niemców, zatem winniście znać przysłowie: Dummheit und Stolz wachsen auf einem Holz (Głupota i pycha rośną na jednym drzewie).






![Żarowscy policjanci z nowym radiowozem [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/02/Zarow-nowy-radiowoz-2026.02.03-4.jpg)


