Szanowni,
Jako stary PIS-owiec, czekałem od rana z ciekawością na transmisję z defilady.
Defilada skończyła się przed chwilą (14,45).
I mam tak zwany "wyrzyg".
Oczekiwałem konkretnej, trwającej godzinę, pięknej defilady kawalerii, piechoty, marynarzy, komandosów, potem czołgów etc.. - i koniec defilady z machaniem polskimi flagami z hymnem śpiewanym na całą Warszawę.
Wojsko zostało przywiezione do Warszawy na godz. 8-9, bo musiało być przygotowane. Defilada zaczęła się o godz. 13, po przemówieniach Nawrockiego (poezja) a potem "Tygryska" (bełkot).
Byłem w wojsku (tylko rok, bo byłem po studiach) ale wiem, iż tego typu wyzwanie logistyczne jest duże (żołnierze, rozumiem, mieli jakieś toi-toje aby się odlać i przetrzeć chusteczką twarz i pachy stojąc w upale parę godzin).
I potem defilada jakiś różnych oddziałów francuskich, niemieckich, angielskich, chorwackich...(sic!)
Dla mnie to przegięcie - defilada jak z Placu Czerwonego.
Komu to służy?- jesteśmy Mocarstwem? Przecież kraj się wali pod rządami Tuska...
A ile to k. kosztowało?
Moje wrażenie? - szkoda, iż nie było na tej defiladzie statku kosmicznego Tuska (oczywiście w budowie).












