Według „European Conservative” około 49 tys. migrantów przedostało się w ciągu 24 godzin do hiszpańskiej Ceuty, a co najmniej 18 osób zginęło. Kryzys przeciążył niewielką enklawę i ponownie obnażył słabość europejskiej ochrony granic.
Enklawa pod skrajną presją
„European Conservative” podał, iż w ciągu jednej doby granicę Ceuty przekroczyło około 49 tys. migrantów. Tak wielki napływ miał przeciążyć niewielkie hiszpańskie terytorium w Afryce Północnej. Według tego samego źródła co najmniej 18 osób straciło życie.
Tragiczny bilans wymaga powagi. Ludzie giną na szlakach migracyjnych także dlatego, iż europejska polityka przez lata wysyłała sprzeczne sygnały: formalny zakaz nielegalnego przekraczania granic łączono z realną perspektywą pozostania po dotarciu na terytorium Unii.
Granica jest instytucją państwa
Włoskie władze miały zagrozić przywróceniem kontroli granicznych. Taka reakcja pokazuje podstawową prawdę: gdy zawodzą granice zewnętrzne, państwa zaczynają chronić własne terytorium. Koszty ponoszą mieszkańcy, służby, samorządy oraz legalnie podróżujący Europejczycy.
Ochrona granicy nie jest aktem wrogości wobec człowieka. Jest warunkiem porządku prawnego. Państwo musi wiedzieć, kto wjeżdża, na jakiej podstawie i czy stanowi zagrożenie. Dopiero kontrolowany system pozwala skutecznie pomagać osobom rzeczywiście uprawnionym do ochrony.
Lekcja dla Polski
Dla Polski kryzys w Ceucie oznacza presję na cały obszar Schengen, możliwość wtórnych przepływów oraz kolejne żądania relokacji. Warszawa powinna jasno bronić prawa do kontroli własnych granic i odrzucać mechanizmy, które rozdzielają skutki cudzych decyzji między wszystkie państwa. Suwerenność zaczyna się na granicy. Bez niej europejska solidarność staje się rachunkiem wystawianym obywatelom.
Źródło: European Conservative














