„Miesiąc lipiec wyraża się przede wszystkim zapachem. Nie tylko lipy zmieniają proces oddychania w rozkosz. Wszystko pachnie. Tu las sosnowy rozgrzany, tam przydrożna macierzanka, opodal pole żółtego łubinu”.
Odzwierciedlone w przytoczonym cytacie pełne uroku obrazy z dojrzałym artyzmem wprowadzają w niepowtarzalny klimat miesiąca, którego nazwa – w przeciwieństwie do kilku innych – nie wymaga dodatkowych objaśnień.
Pszczoły
W niezmiennie urzekającej urodą książce Rok Polski Zofia Kossak podaje: „Lipiec i jego wonie stanowią istotę lata, punkt szczytowy roku, od którego rozpoczyna się spadek ku nieuniknionej jesieni. W lesie wonieją grzyby, dzikie maliny, zapóźnione poziomki, ziele zwane bagnem, którego nie znoszą mole, i pokorne, zawsze obficie rodzące, czernice. Ulubiony przysmak rzadko już spotykanych niedźwiedzi, pastuszków, ptaków, bezcenny dla gospodyń, użyteczny w lecznictwie”. Niestrudzona w programowym niemalże przyswajaniu czytelnikom pradawnych wierzeń i obyczajów kształtujących tradycje polskiego ludu, wnuczka i bratanica sławnych Kossaków z tak charakterystycznym dla jej pióra – iście zdobniczym – zacięciem udatnie wyeksponowała najistotniejszą z adekwatności osypanego lipowym kwieciem miesiąca. „Gdyby miesiące posiadały herby – orzekła – lipiec powinien otrzymać jako godło złotą pszczołę. Piękny i zaszczytny znak. Według prastarych wierzeń ludowych, pszczoła (w niektórych częściach Polski lud wymawia: pczoła) nie jest zwyczajnym owadem jak osy czy bąki. Posiada duszę nieśmiertelną, człowieczej równą. Nie wolno zabijać pszczoły, podobnie jak bociana lub jaskółki. Za czasów wczesnopiastowskich w razie zgonu gospodarza lub narodzin syna krewni obowiązani byli oznajmić o tym pszczołom, choćby zdarzenie miało miejsce w zimie, gdy roje spały w ciemniku. Toż samo czyniono w razie śmierci księcia panującego nad dziedziną. Wosk od pszczół jarych miał adekwatności odczyniania uroku”.
Stary lipiec
„Wieloletnia zażyłość z pszczołami – naucza dalej nestorka powieści historycznej – pozwala wejrzeć w bardzo dziwne sprawy. Pszczoły, choćby obce, nie kłują «swojego człowieka», pszczelarza. Poznają go jak owce pasterza. Pszczelarz może posłać swój rój w formie ekspedycji karnej dla wymordowania roju konkurenta pasiecznika, który go obraził, albo przynęcić obcy rój do swojej pasieki. Pszczoły w jego ręku stanowią groźną, chociaż miododajną legię, posłuszną każdemu zleceniu. To nie bajki, ale fakty znane każdemu pszczelarzowi. Oczywiście nie inżynierowi pszczelnictwa, ale bartnikowi z dziada pradziada, takiemu, co śmieje się z maski drucianej i potrafi oswoić dziką barć odkrytą na drzewie. Przed wojną spotykało się na ziemiach Polski podobnych mądrych staruchów, czarodziejów otoczonych pszczelim rojem”. Nie omieszkała ona też wyróżnić plonów skrzętnych zabiegów owych uchodzących za wzór zapobiegliwej pracowitości stworzonek: „Lipowy miód jest najlepszym z miodów. Niby dojrzały burgund zachowuje w sobie energię słoneczną. Określenie «stary lipiec» brzmiało jako najwyższa pochwała dla trunku”.
Ojczyźniana nostalgia
Do niezaprzeczalnych klejnotów nadobnym, iście poetyckim językiem zestawionego Roku Polskiego należy niewątpliwie zaliczyć ten fragment w którym autorka wysnuwa z swych tęsknych wspomnień portret suto spowity całunem ojczyźnianej nostalgii: „Pnie pszczelne stały wzdłuż cmentarnego muru na przemian z tablicami nagrobnymi o napisach przez lata zatartych. Pszczoły z kolei potrzebują lip, przeto wielkie lipy, stare jak kościół sam ocieniały wysoki dach, wypełniając powietrze słodszym od kadzidła zapachem. Lipy w kwiecie, brzęczenie pszczół, drewniane omszone ściany, wnętrze grające modlitwą jak staroświecka szkatułka tworzą syntezę czaru, którego żadne pióro nie wyrazi, czaru, którego wspomnienie wystarcza, by ujrzeć oddaloną ojczyznę jak żywą”.
Nostalgicznym porywom serca słynnej prozaiczki w olśniewających melancholijnym nastrojem strofach głosem lirycznej zadumy zawtórowała w młodzieńczym wieku zmarła Kazimiera Zawistowska, nadzwyczaj wysublimowana poetka Młodej Polski, która już przez współczesnych uznawana była za „jedną z najszlachetniejszych i najbardziej udarowanych natur twórczych”:
„O maków purpurowych, kraśnych maków kwiecie!
O usta całowane, drogie usta twoje!
Złote życia na oścież otwarte podwoje,
Słońce! Słońce w upalnym rozgorzałe lecie!
Słońce, słońce! I maków purpurowych kwiecie!
Pszennych łanów poszumy, pszczół grające roje!
I usta całowane, drogie usta twoje,
I w lipowych alejach kwietniane zamiecie!
Harfo wspomnień! twe struny z rdzy krwawych korali
Dłoń moja dziś otrząsa, ogrzewa, rozzłaca,
Lecz melodia ta dawna, słoneczna nie wraca,
Tylko motyw tęsknoty snuje się i żali…
A ścichłe, obumarłe, jak cmentarni stróże,
Więdną maki w królewskiej, zszarpanej purpurze”.
Karol Dwornik
Ilustrująca niniejszy artykuł fotografia przedstawia eksponowany w Muzeum Narodowym w Krakowie obraz Jana Stanisławskiego Ule na Ukrainie.














